Mocno wspierała wtedy Jimiego Faye Pridgon - Uważam, że miał prawo podejmować takie, a nie inne decyzje. Gdyby nie zdecydował się na samodzielną karierę, chociaż to mało prawdopodobne, to dalej by się wałęsał po dzielnicy i grał z kim popadnie, jako muzyk do wynajęcia. Był jednak kimś zupełnie innym. Był gwiazdą i wszyscy o tym wiedzieli. Nie chciano, żeby grał na gitarze zębami i wykonywał te swoje ruchy. Kiedy wywijał językiem, zwrócony w stronę publiczności, dziewczęta stojące najbliżej sceny wpadały w amok i piszczały. Reagowały tak, jakby on był gwiazdą, a reszta zespołem towarzyszącym. Jego pracodawcy próbowali utrzymać go w ryzach. Kiedy odchodził z kolejnych zespołów, nikt się tym nie przejmował. Traktowano go, jak kolejnego gitarzystę, którego można bez trudu zastąpić... Billy Cox dodał - Szybko stamtąd uciekł, bo w ogóle się z nimi nie dogadywał...
Drogi braci Isley
i Jimiego rozeszły się ostatecznie, choć pozostali przyjaciółmi. Spotkają się
jeszcze w 1968 roku w Los Angeles, a kiedy w 1969 reaktywują swoją rodzinną
firmę T-Neck, Hendrix dowie się, że mają zamiar ponownie wydać stare
nagrania. ...Spytał nas, czy nie mamy
jakichś kopii utworów, które razem nagraliśmy - opowiadał Ronnie Isley - Powiedział wtedy: 'Jeśli coś źle wtedy
zrobiłem, dajcie mi znać, poprawię to'. Odparłem, żeby się nie martwił. Jimi
nigdy niczego złego nie nagrał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz