O barwnej karierze zespołu
"The King Kasuals", który działać będzie aż do 1968 roku w różnych
składach, "Hoss" Allen opowiadał mnóstwo anegdot, w tym także tę o
pierwszej sesji Jimiego Hendrixa, sesji, która jak pamiętał zaczęła się o w
listopadzie 1962. Niektórzy biografowie uważają, że stało się to rok później,
dlatego, że Allen nie pracował dla WLAC między
Biografia Jimiego Hendrixa w języku polskim uzupełniona zdjęciami czarno-białymi oraz kolorową wkładką. Tom pierwszy obejmuje lata 1942 - 1966 w USA, tom drugi 16 miesięcy spędzonych przez Hendrixa w Anglii (wrzesień 1966 - styczeń 1968) - koncerty, płyty, wydarzenia, wywiady, wypowiedzi, wspomnienia, fakty.
środa, 14 grudnia 2022
wtorek, 13 grudnia 2022
Niektórzy biografowie podają, że w tym samym miesiącu, czyli w listopadzie 1962 roku Jimi bierze udział w pierwszej w swoim życiu profesjonalnej sesji nagraniowej. Jednak tak jak Steven Roby i Brad Schreiber uważam jednak, że dojdzie do niej kilka miesięcy później, więc jej (dokładniej ich, bo będą cztery). We wczesnych nagraniach, czy występach scenicznych Jimi Hendrix uważany był za dzikiego faceta, choć bardzo utalentowanego. Z tamtej sesji nagraniowej wyciągnie jednak stosowne wnioski, kiedy później będzie uczyć młodego gitarzystę Velverta Turnera, zwróci mu uwagę, że najważniejsza jest umiejętność grania akordów. Turner wspominał jego słowa - Każdy kładzie duży nacisk na solówkę, ale najważniejsze są akordy. Bo wtedy spokojnie możesz malować kolory i zagrać znakomite solo. Akordy są najważniejsze. Przez połowę życia grałem w różnych zespołach tylko akordy...
W tamtym czasie
Billy Cox, niestety bez Hendrixa, weźmie udział w telewizyjnym programie „The!!!
Beat”, jak stwierdził "Hoss" Allen – Pierwszym programie dla „czarnych” w Nashville… Trzeba tu dodać, że
wspomniany już wcześniej Hoss Allen był pierwszym, który poznał się na Johnnym
Jonesie i w latach 1962 i 1963 wyprodukował jego dwa pierwsze single, które
nagrał z "Imperial Seven". Były to: w 1962 r. dla firmy Athens
"Soft Shoe"/"Midnight Tom", w rok później
dla Hermitage
Records, z Billy'm Coxem na basie - "Really" (Parts 1
& 2).
poniedziałek, 12 grudnia 2022
Tamtego wieczoru występy w klubie zapowiada Red McMillan. Ogłasza: 'Panie i panowie, teraz będziemy mieć bitwę na gitary, stoczą ją Johnny Jones i Jimi Hendrix'. Pojedynek się rozpoczyna. Jimi pożyczył gitarę od George'a Yatesa, którą podłącza do małego koncertowego wzmacniacza Fender Reverb i czeka na swojego przeciwnika. Jones dysponuje podwójnym wzmacniaczem Showman z dwoma piętnastocalowymi głośnikami JBL, z których wydobywa się mocny, szerokopasmowy dźwięk. Grę obydwu można ocenić bardzo wysoko, solówki są przemyślane i naprawdę robią wrażenie. Jednak kiedy zaczęła się rozgrywka Jimi zrozumiał, że z kretesem przegra. Jego wzmacniacz jest dużo słabszy, w jego grze nadal brak głębokiego, perfekcyjnego brzmienia Jonesa. W porównaniu z gitarą Jimiego, instrument Johnny'ego brzmi bowiem jaśniej i przede wszystkim dużo głośniej, więc on dostaje dużo więcej oklasków. Długie palce i przede wszystkim, będąca efektem długich ćwiczeń doskonała znajomość gitary, jak napisał Charles Cross - Nadały grze Jimiego lekkości gry wirtuoza, ale wciąż brakowało mu charakterystycznego, indywidualnego brzmienia, które cechowałoby wielkiego artystę... Publiczność zresztą śmieje się, gdy Jimi naśladuje jednego ze swoich mistrzów bluesa i jego delikatne zagrania. Jimi przyzna, że to właśnie ta - Publiczność była najtrudniejszą, z jaką przyszło mu się zmierzyć... Wiadomo już kto jest zwycięzcą pojedynku, zatem po jego zakończeniu Lee podchodzi do Hendrixa i mówi z wściekłością - 'Co się stało? Pozwoliłeś, żeby skopano tobie tyłek?'... Jimi przyznaje - Chciałem wydobyć brzmienie gitarowe B.B. Kinga i mój eksperyment się nie powiódł, niestety. 66 Do diabła z B.B. King. Chodź tutaj - mówi Lee, i szybko opuszcza klub Baron. Tak więc Johnny Jones pozostał królem, więc opowiadał - Przyszedł jak rewolwerowiec, szukając zaczepki, ale to on został zastrzelony... Jednak gdy Jones spotyka Jimiego w następny wieczór, zapewnia go, że nie poszło mu aż tak źle - tak się stało tylko dlatego, że byłem głośniejszy - dodaje. Hendrix wyciągnie z tego pojedynku kolejny wniosek na przyszłość - musi tak głośno grać, żeby nikt nie mógł go zagłuszyć. Będzie robił to podczas tras z innymi R&B, soulowymi i rock'n'rollowymi wykonawcami na "Chitlin' Circuit", w Nowym Jorku, a potem w Londynie i wszędzie gdzie tylko zagra.
Frank
Howard wspomni, że – Większość
publiczności nie była jeszcze przygotowana na indywidualny styl Jimiego. Wtedy
wszyscy grali prostego R&B i raziło ich, kiedy do ich ulubionych kawałków
wtrącał te swoje dziwne dźwięki. Kiedy grał wysoką nutę patrzyli na niego i
mówili: 'Musisz pozostać w tym co
trzeba' (groove). Ludzie z widowni rzucali w niego lodem (z drinków) i
plasterkami cytryny... Howard nieraz widział Jimiego jak w
"skandaliczny" wręcz sposób przerabiał znany utwór - Odwracał gitarę i wywoływał
"feedback" (sprzężenie). Graliśmy normalnie takie utwory jak "Shout", a on dokładał do tego przeraźliwie wysokie, zgrzytliwe dźwięki. Robiło
się tak źle, że powiedziałem szefowi klubu, wujkowi Teddy'emu, aby przekazał
Jimiemu, że wolno mu tak robić tylko w czasie jego solowych występów, a nie z
nami...
niedziela, 11 grudnia 2022
Jeszcze wtedy
Hendrix nie był uważany za
najlepszego gitarzystę R&B w mieście. Tym mianem określano wspomnianego już gitarzystę z "The Imperials" Johnny'ego Jonesa, chociaż Larry Lee
uważa, że ludzie się mylili, a
ponieważ od pewnego czasu sam podziwia duże umiejętności Jimiego, więc
proponuje mu pojedynek gitarowy ze znanym już mu Jonesem. Lider "The
Imperials" działa wtedy zawodowo już od dziesięciu lat i, jak wielu uważa,
jest technicznie doskonały, i sam o sobie wówczas mówił - Moja gitara już gadała, a kiedy gitara gada, to jakbyś pisał list,
wystarczy wstawić znaki przestankowe... Johnny Jones imponująco prezentuje
się także fizycznie, ma ponad
sobota, 10 grudnia 2022
Jesienią 1962 roku w klubie Del Morocco Jimi poznaje Lawrence'a H. Lee Juniora z Memphis, który wspominał tamten czas - Byłem najgorszym gitarzystą w Nashville i szukałem kogoś mojej "klasy", z kim mógłbym porozmawiać... Larry Lee, młodszy od Hendrixa o kilka miesięcy (urodził się 7 marca 1943), choć nie był dotąd członkiem żadnego zespołu, miał już na swoim koncie sesję w studiu, zagrał, jak dodał - Na gitarze dla Earla Gainesa w jego "24 Hours A Day"... O spotkaniu z Hendrixem tak Larry Lee opowiadał - Wtedy Jimi grał na gitarze marki Kay (albo Danelectro). Kiedy spotkałem go następnym razem, kilka dni późnej, zmienił już gitarę na nową Epiphone i wzmacniacz Silvertone. A kiedy wróciłem do klubu po kilku dniach nie mogłem uwierzyć, że to był ten sam gość, którego wcześniej widziałam i powiedziałem: 'Wow, oszukał mnie!' Okazało się, że naprawdę umie grać...
Co do tej drugiej gitary w biografiach Hendrixa znaleźć można dwie wersje. Jego najbliższy wtedy kolega Billy Cox pamiętał, że rzeczywiście Jimi zmienił instrument. Czy stało się to w Clarksville we wrześniu, jak twierdzą niektórzy biografowie, czy dopiero w Nashville, trudno to ustalić. Oto co mówił Cox - Miał gitarę, którą pomalował na czerwono i napisał na niej "Betty Jean". Kiedy mieliśmy trochę pieniędzy, podżyrowałem mu zakup nowej gitary Epiphone... Model Ibanez (?) Wiltshire SB432 kupili obaj w sklepie Collinsa w Clarksville, a do tego pasek i futerał, łącznie za 95 dolarów i 87 centów. Jimi zgodził się na spłatę po dziesięć dolarów tygodniowo. Tony Brown podaje jednak, że we wtorek 13 listopada 1962 Hendrix zwróci gitarę do sklepu w Clarksville, gdyż nie jest w stanie spłacać rat i że właśnie wieczorem tego samego dnia, pozna Larry'ego Lee, który za kilka lat znajdzie się w składzie grupy „Gypsy Sun And Rainbows” (Tom 4). Właśnie wtedy Larry Lee, którego zna już większość muzyków R&B sceny Nashville, podchodzi do Jimiego i przedstawia się - Byłem bardziej pod wrażeniem Jimiego, niż Johnny'ego. Oni obawiali się nawet mówić o Jimim, uważali, że 'On jest szalony', ale właśnie ja zobaczyłem coś w nim. Miał dźwięk, który był bardziej płynny, niż Johnny'ego, poza tym grał bardziej naturalnie, bardziej w tym siedział. Było w tym więcej nerwu, widziałem, jak grał w stodole, w czyjejś kuchni, nigdy nie przestawał grać. Jego umysł był tylko na to nastawiony...
piątek, 9 grudnia 2022
„The King Kasuals” grają wiele „coverów” od „Green Onions” “Booker T. & MGs”, przez “Twist & Shout” “Isley Brothers”, po “Bright Lights, Big City” Jimmy’ego Reeda. Także utwory z repertuaru Kinga Curtisa, Billa Doggetta (znany Jimiemu od czasów Seattle przebój z 1956 "Honky Tonk"), czy Bobby’ego “Blue” Blanda. Wspominał Billy Cox - Kiedy Jimi był muzykiem zespołowym, nauczył się gry w wielu różnych stylach. Potrafił zagrać "Misty" w oryginalnej tonacji! (chodzi oczywiście nie o wersję Errolla Garnera z 1954 r., ale Lloyda Price'a - przyp. autora). Jimi nie zawsze grał głośną muzykę. Były to czasy, kiedy robiliśmy za artystów jazzowych, a graliśmy dla pań, które w tym czasie, nie były nazywane striptizerkami, ale egzotycznymi tancerkami. Były bardzo wrażliwe na muzykę, ważna była dla nich głośność, tempo, wszystko. Była tam jedna pani, która chciała abyśmy grali "Harlem Nocturne", dokładnie jak z oryginalnego nagrania Duke'a Ellingtona. I my to perfekcyjnie robiliśmy... Grają wtedy również inne jazzowe standardy, choćby “Moonlight In Vermont”, a także "Last Night" wielki instrumentalny przebój z 1961 roku grupy z Memphis "The Mar-Keys" oraz słynne broadway'owskie tematy z lat 30. i 40. XX wieku George'a Gershwina, Vernona Duke'a i Harolda Arlena.
czwartek, 8 grudnia 2022
Wielu muzyków pracujących w klubach w Nashville w latach 1962 i 63 zapamiętało Hendrixa jako dzikiego człowieka, który starał się znane i popularne utwory wzbogacić swoimi nietypowymi zagrywkami, robiąc w ten sposób wrażenie na odbiorcach. ...Wielu do dziś - zanotował Keith Shadwick - wspomina to jako coś wstrętnego... Earl Gaines wspominał - Hendrix był dziki i grał bardzo głośno. Ludzie nie rozumieli wtedy co się działo, dotarło to do nich później. A on wiedział co robi. Podobała mi się jego klaunada, gdy grał z gitarą za głową. To co robił było zupełnie odmienne od wszystkiego... Jimi Church opowiadał o tym, jakie znaczenie dla gitarzysty bluesowego ma umiejętność zainteresowania widzów - Nie byłeś gitarzystą bluesowym jeśli tego nie zrobiłeś, bo to wtedy nie był prawdziwy koncert... Jimi próbował niektóre z tych zagrywek już w Seattle i widział, że reakcja na gimnastyczne zagrywki była dobra, choć on sam jeszcze nie był temu zbyt chętny - Niektórzy faceci starali się grać za głową, bo nigdy sami zbyt wiele się na scenie nie poruszali. A potem nagle sam zacząłem się normalnym graniem nudzić... Billy Cox dodał – Jimi na scenie był zupełnie innym facetem, niż w rzeczywistości, gdzie był spokojny i powściągliwy. Można powiedzieć, że był kimś w rodzaju dr Jekylla i mr. Hyde'a. Kiedy wychodził na scenę stawał się gwałtowny i narwany... Działo się tak zwłaszcza, kiedy brał udział w nocnych jamach, naśladując swoich mistrzów, wspomnianych wcześniej Charliego Pattona i T-Bone Walkera, czy Howlin' Wolfa lub Johna Lee Hookera, który wiele lat później przyzna - To człowiek, który zawsze był w moim sercu od czasu, gdy po raz pierwszy go usłyszałem. Pojawił się znikąd. "Red House", to ulubiona przeze mnie jego piosenka. W to co robi wkładał całe serce i całą duszę. I mógłby to bez końca robić... Jednak jeszcze wtedy w Nashville, mimo prób, Jimi nie mógł grać tego, co zamierzał i co słyszał w swojej głowie. Dopiero szukał możliwości przetworzenia dźwięków wyimaginowanych na rzeczywiste i to przede wszystkim we własnych kompozycjach.