wtorek, 7 lipca 2020

Na "flaczkowej trasie" z "The Imperials", Ettą James i Curtisem Mayfieldem

Po tej pierwszej w życiu serii nagrań w zawodowym studiu w Nashville, zanim Hendrix wróci na "flaczkową trasę", w Nashville pogra jeszcze z grupą "The Imperials", która 27 i 28 września w klubie New Era towarzyszy innej wielkiej damie muzyki soul i bluesa. Etta James z Los Angeles, odkryta w 1954 roku przez Johnny'ego Otisa wsławiła się kilkoma przebojami, wśród nich "odpowiedzią" na przebój wspomnianego wcześniej Hanka Ballarda "Work With Me Annie", czyli piosenką "Roll With Me Henry" (jej tytuł zmieniono na "The Wallflower", by zamaskować nieprzyzwoity tekst i umożliwić mu wspięcie się na szczyt R&B listy przebojów oraz: "At Last", "All I Could Do Was Cry", "Trust In Me", "Don't Cry Baby", "Something's Got A Hold On Me (It Must Be Love)" (opartej na starej pieśni gospel), "Stop The Wedding" i aktualnym wtedy w 1963 roku - "Pushover". Z tych dwóch koncertów firma Chess rok później wyda album "Etta James Rocks The House". Etta James opowiadała potem o przesłuchaniu materiału wówczas nagranego, który odbywał się w studiu firmy - Kiedy dotarłam do fragmentu, kiedy, jak myślałam, on będzie piszczał lub krzyczał, on mnie uderzył, naprawdę, walnął mnie w plecy. Dosłownie... On, czyli Leonard Chees, tak wtedy zareagował na jej, czyli Etty James wykonanie całego koncertu w Nashville, koncertu, w którym miał wziąć udział bohater tej książki. I znów okazało się, że jego nazwiska trudno szukać, wśród muzyków towarzyszących solistce, na gitarze zagrał bowiem David Tyrone Walker. Jest za to na liście muzyków kolega Jimiego, perkusista Freeman Brown. Wokalista Larry LaDon, przyznał, że zespół "The Imperials"  (z Hendrixem w składzie) rzeczywiście wtedy w tym klubie w Nashville zagrał, ale, jak dodał - był raczej suportem (grał na rozgrzewkę), a nie akompaniował James...
            Na początku października 1963 Hendrix znowu rusza na "flaczkową trasę", która ma potrwać 30 dni. "The Bonnevilles", dla której miała to być ogromna szansa na przebicie się do czołówki zespołów R&B, ma na niej zagrać aż 38 koncertów, a w zespole są wówczas, znani Jimiemu: A.W. Davis (as), Don Nunnelly (ts), Isaac McKay (dr), Aaron „Heinz Ketschup” Varnell (ts), Willie Young (b) oraz okazjonalnie Joe Fisher (org). Razem z "The Bonnevilles" w trasę udaje się także miejscowy zespół „The Avons” oraz Peggy Gaines. Ale najważniejsze jest to, że oprócz swojej części występów muzycy zespołu mają akompaniować wspomnianej wcześniej "The Marvelettes", pierwszej żeńskiej grupie wokalnej firmy Motown. W 1961 roku, po zdobyciu 1 miejsca na listach przebojów piosenką “Please Mr. Postman” i dalszej serii hitów, takich, jak: "Beechwood 4-5789", "Playboy", "Twistin' Postman" oraz aktualnych wtedy "As Long As I Know He's Mine", "Locking Up My Heart", czy "Strange I Know", grupa jest popularna szczególnie we wschodnich stanach USA, ale i na Południu bardzo się wtedy podoba. Grając z nią, Jimi zdobywa następną porcję doświadczenia scenicznego, zwłaszcza, że trochę mu pozwalają na swobodniejsze granie i wtrącanie modnych fraz z muzyki surfowej. Próbował to już robić w "The King Kasuals", ale tam koledzy go wyśmiewali, twierdząc, że frazy w stylu Dicka Dale'a, czy grupy "The Beach Boys" zupełnie nie pasują do surowego R&B. „The Bonnevilles” otwierają koncerty "The Marvelettes", wspierają także pozostałych artystów „The Avons” i Peggy Gains oraz śpiewającego konferansjera, którym jest, znany Jimiemu Harry Batchelor. Trasa obejmuje m.in. Knoxville w Tennessee, a jeden z koncertów, jak podaje Tony Brown, odbywa się w Hopkinsville w stanie Kentucky.
                Na tej trasie jesienią 1963 roku, Jimi poznaje jednego ze swoich idoli Curtisa Mayfielda, gitarzystę, który wywarł ogromny wpływ na muzykę soulową. ...Aretha (Franklin - przyp. aut.) podziwiała geniusz Curtisa Mayfielda, który potrafił włączyć do R&B elementy jazzowe - przyznawał Arif Mardin. Mayfield jest rówieśnikiem Hendrixa, występuje już od 1956 roku, najpierw w Chicago z grupą "The Alphatones", następnie z "The Roosters", której nazwę zmienia na "The Impressions" (w składzie Jerry Butler, Sam Gooden i Curtis Mayfield). Kiedy przyjeżdża na Południe, ma już spory dorobek. Jego piosenka "Um, Um, Um, Um, Um, Um" cieszy się wtedy w Ameryce wielkim powodzeniem w nagraniu Majora Lance'a (rok później, w 1964, w Anglii stanie się przebojem zespołu z Manchesteru "Wayne Fontana & The Mindbenders"). Zaś od dwóch lat, we własnej wersji Mayfielda, śpiewana charakterystycznym falsetem, wielkim przebojem jest piosenka "Gypsy Woman", która trafi wtedy na ścieżkę dźwiękową filmu "Lilies Of The Field" z Sidney'em Poitierem w roli głównej, a za kilka lat doczeka się wielu znakomitych interpretacji, choćby Briana Hylanda -w 1970 roku (jej producentem będzie Del Shannon), czy Bruce'a Springsteena.
            Curtis Mayfield oczywiście zasłynie po opisanych tu wydarzeniach, głównie dzięki standardowi "People Get Ready" (nagrają go m.in. Rod Stewart i grupa "Vanilla Fudge") oraz kilku wielkim przebojom lat 70. XX wieku z "Superfly", na czele (album ze ścieżką muzyczną z tego filmu znajdzie się nawet na 1 miejscu listy tygodnika Billboard). Wtedy jednak, jesienią 1963 roku Curtis z "The Impressions" oprócz "Gypsy Woman" śpiewa swoje aktualne piosenki: "Grow Closer Together", "Never Let Me Go", "Little Young Lover", "Minstrel And Queen", "I'm The One Who Loves You", "Sad Sad Girl And Boy", "It's All Right" oraz wydany wtedy w czerwcu "Keep On Pushin'". Ma też w repertuarze także pieśni gospel ("Move On Up"). Jego muzyka jest zresztą wypadkową wszystkich nurtów czarnej muzyki, od spirituals przez bluesa, R&B po soul, a piosenki, które w tamtym czasie śpiewa, jak zauważy Sinead C'Connor - Dotyczą ważnych spraw, głównie miłości i zachęcają, by nie poddawać się złości i nienawiści... Mayfield sam zresztą przyzna - Te piosenki były przykładem tego, co miałem w głowie, co dotyczyło młodego wtedy Murzyna... Nic więc dziwnego, że wykonywane przez niego w ekstatyczny sposób piosenki, robią wówczas na Hendrixie ogromne wrażenie. Można nawet powiedzieć, że grając z nim, realizuje kolejne swoje marzenie, wspomni potem - To było bardzo przyjemne, kiedy graliśmy w takich małych funkowych klubach. Było tam gorąco, aż z człowieka leciał pot, i bardzo grzały się wzmacniacze, ale też była bardzo gorąca atmosfera. Dźwięk, aż spływał wszystkim po ciele... W 1970 roku dla Rock A World w rozmowie z  Sue G. Clark Jimi Hendrix przyzna – Lubię "The Impressions". Podoba mi się ich podejście do tego co robią. Lubię ten smak, ten rodzaj muzyki. Jeśli zrobisz to prawidłowo, to jest jak zaczarowane. Każdy ma swoje własne sposoby mówienia rzeczy, ale "The Impressions" są na właściwej drodze. Zrobili ostatnio numer "Keep On Pushin'". Bazują na starych pieśniach. To są ludzie, których naprawdę trzeba szanować...       
            Z tamtymi występami z Curtisem Mayfieldem wiąże się jeszcze jedna historia. Otóż, jako główna gwiazda otrzymuje on na scenę najlepszy sprzęt. Jimi nigdy wcześniej nie grał na takim wzmacniaczu, jaki wtedy widzi. Kiedy się do niego podłącza, gra, jak to często ostatnio robi, bardzo długie, przeraźliwe, wyjące dźwięki. Larry Lee wspominał, że Curtisowi nie spodobało się, żeby jakiś gitarzysta przed jego występem popisywał się na scenie, do tego w tak dziki sposób, jak zrobił to Hendrix. Zawołał więc Gorgeousa George'a, aby skończył jego występ. George więc wychodzi na scenę i przerywa granie Jimiego, oznajmiając: 'Panie i panowie. Oto Curtis Mayfield i "The Impressions"'. Publiczność owacyjnie przyjmuje mistrza, który podłącza swój instrument. Uderza w struny. Niczego nie słychać. Opowiadał Larry Lee - Mayfield zażądał, aby dowiedzieć, co się stało z jego wzmacniaczem, a Jimi udawał, że nie rozumie o co chodzi. Wiedział, że wszystko jest w porządku, że się nic nie stało. I czekał, aby zobaczyć, co zrobi Curtis... Jimi stoi wtedy za kurtyną i z lekkim rozbawieniem widzi, jak Curtis Mayfield jęczy: 'Człowieku, co zrobiłeś z moim wzmacniaczem'. No cóż, wzmacniacz nie mógł wytrzymać natężenia dźwięku gitary Hendrixa, który po swoim graniu skręcił całkowicie gałkę wzmocnienia. Według Billy'ego Coxa, Hendrix, przypadkowo uszkodził wtedy jeden ze wzmacniaczy Mayfielda, ale na szczęście, Curtis nigdy nie odkrył, kto mu ten najlepszy sprzęt popsuł.
                W wywiadzie dla Straight Ahead, krótko przed śmiercią w 1999 roku, Curtis Mayfield wspomniał o Hendrixie – Swoją muzyką, wyprzedził znacznie czas. Osobiście adorowałem go i szanuję, za to co zrobił dla muzyki. zabawne, jak wielu czarnych nie zna Jimiego Hendrixa, a przecież pracował on kiedyś z "Isley Brothers"... Trzeba tu jeszcze dodać, że rytmiczna gra Mayfielda na gitarze oraz jego umiejętność wykorzystywania rezonansu, w najbliższej przyszłości będzie miała ogromny wpływ na jakość gry Jimiego Hendrixa. Peter Doggett zauważy, że solówka w utworze "(Have You Ever Been In) Electric Ladyland" z płyty, którą Hendrix nagra dopiero za pięć lat, a także utwór “Heaven Has No Tomorrow” zdradzają, ile - Skorzystał on w trakcie tamtej trasy koncertowej z niepowtarzalnego i oryginalnego stylu gry Mayfielda... Można przypuszczać, że twórczość Mayfielda zainspirowała także Hendrixa do stworzenia aranżacji do własnej ballady “Little Wing”.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Sesje nagraniowe Jimiego Hendrixa w Nashville

Jak zanotował Steven Roby w książce "Becoming Jimi Hendrix", w sierpniu 1963 (a nie w listopadzie poprzedniego roku, jak uważają Tony Brown czy Johnny Black), Jimi Hendrix wchodzi do studia, aby wziąć udział w pierwszej w swoim życiu profesjonalnej sesji nagraniowej, a dokładniej w czterech sesjach.
            Pierwsza z nich dotyczy Franka Howarda i jego zespołu "The Communards", którzy mają nagrać dwie piosenki. Organizuje ją Billy Cox, zaangażowany przez płytową firmę King/Starday Records, z którą współpracuje wspomniany już wcześniej miejscowy disc jockey (dee-jay, czyli radiowy prezenter) Bill „Hoss” Allen, który wspominał – Znałem Coxa z czasów kiedy był w wojsku i przyjeżdżał na weekendy do Nashville, skontaktowałem się z nim… Billy Cox dodał – Spytał, czy znam jakiegoś dobrego gitarzystę, który mógłby przyjść na nagranie do studia. Poleciłem Jimiego... Nieco inaczej zapamiętał to "Hoss" Allen - To była sesja Billy'ego Coxa. On zadzwonił do mnie i powiedział, że ma gitarzystę, chciałby, żebym go przesłuchał. Powiedziałem mu, że już mam dwóch gitarzystów, ale i tak go przyprowadził. Miałem już gitarzystę solowego, więc powiedziałem Jimiemu, że ma grać rytm typowy dla muzyki z Nowego Orleanu. Podłączył się, a ja pokazałem mu prosty riff, jaki ma grać do tego utworu. Zaczęliśmy nagrywać i słyszę jakiś dziwny, bardzo głośny dźwięk. Pomyślałem, że coś się stało w studiu, proszę o powtórzenie i znowu słyszę to samo. On grał zbyt głośno, kazałem mu ściszyć wzmacniacz, a w końcu powiedziałem inżynierowi, żeby całkowicie go wyłączył. Kiedy po sesji słuchaliśmy nagrania, Jimi spytał: 'A gdzie moja partia?' Odparłem: 'Nie mam pojęcia. Zapewne jest coś nie w porządku z twoim wzmacniaczem'. Powiedziałem prawdę, bo jego brzmienie zupełnie mi się nie podobało...  Weteran prezenterów płyt soulowych w okolicy "Hoss" Allen, dodał po latach, że nie miał pojęcia, iż – Jimi będzie tak wielki...
            Po pierwszej sesji Hendrixa nie został więc żaden ślad. ...Pewnie dlatego - jak zauważy Steven Roby - że Hendrix po prostu wyprzedzał swój czas, albo znalazł się w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. Niezależnie od tego, że wytrwa, jego cel, by znaleźć swój własny dźwięk i odpowiedni zestaw muzyków do jego odegrania, będzie go trzymać przy życiu, choć wiele przeżyje w tych trudnych pierwszych latach...
            Billy Cox tak bardzo ufa umiejętnościom Jimiego, że kiedy otrzymuje następną ofertę udziału w sesji nagraniowej, zabiera go ze sobą. Niestety producentem znowu jest "Hoss" Allen, stary wróg Jimiego, który nie może zrozumieć jego pełnej zgrzytliwych dźwięków gitarowej gry, zwłaszcza zaś stosowanego przez niego już dość często sprzężenia (feedback). Allen powrócił właśnie z Chicago, gdzie pracował dla Chess Records... Jimi wchodzi do studia z ambicją pokazania w pełni swoich umiejętności, choć wymagania producenta znów są bardzo proste, bo ma tylko grać podkład akordowy. Zatem i po tym nagraniu nie pozostanie żaden ślad.         
            Trzecia sesja jest jedną z kilku kolejnych zaplanowanych w tym okresie. Allen i Starday/King Records chcą nagrać muzyków z Nashville. Johnny Jones zabiera Jimiego ze sobą do studia, ma mu bowiem pomagać w nagraniu jego utworu “Feels So Bad, Like A Ball Game On A Rainy Day”. Johnny Jones wspominał - Allen próbował, aby tę piosenkę nagrał Frank Howard i jego zespół "The Commanders", ale nie udawało się. Więc zrobiłem to razem z Jimim, który grał w tle. Trwało wieki, aby zmusić go do grania tylko rytmu. W końcu się udało. Wiem, że niektóre sesje Jimiemu zupełnie nie pasowały... Wersja demo tej piosenki, ze skróconym tytułem "Feel So Bad", była potem odtwarzana w radiu WLAC przez Allena, jednak mimo, że nie usunął on ścieżki Hendrixa, jego nazwisko zostało pominięte. 

            Następna sesja również odbywa się niebawem, gdyż Billy Cox skomponował dwie swoje piosenki. Ponieważ ani on, ani Jimi nie chcieli śpiewać, Cox zaproponował, aby teraz wokalistą został Frank Howard. Producentem był znowu "Hoss" Allen. Opowiadał Frank Howard - Billy napisał dla mnie “I’m So Glad” oraz  “I’m Sorry For You” i weszliśmy do studia Starday/King Studios, aby je nagrać. "Hoss" chciał, aby Hendrix był tylko gitarzystą rytmicznym, solo grał Johnny Jones, lecz kiedy usłyszał dźwięk gitary Jimiego, wyłączył jego mikrofon. "Hoss" nie lubił, kiedy muzycy eksperymentowali podczas nagrywania. Później powiedział mi - 'Gdybym wiedział, że Jimi będzie tak sławny, wyciągnąłbym jego gitarę'... Płytę w 1965 wyda Barry Records (z numerem 1008), a zgodnie z zapisem w księgach studia, udział w nagraniu wzięli: Frank Howard, Herschel Carter i Charley Fite (voc), Johnny Jones (gitara prowadząca), James Hendrix (gitara rytmiczna), Billy Cox (gb), Freeman Brown (dr), a także Harrison Callaway i inni muzycy grający na instrumentach dętych. "Hoss", który miał złe doświadczenie ze stosowanym przez Hendrixa "feedbackiem", bardzo głęboko schował w mikście jego gitarę.
            Na tej sesji jeden ze swoich utworów nagrywa także Billy Cox, ale zostanie on później skasowany. W tym samym czasie Jimi bierze udział w realizacji piosenki „I’m Crying”, razem z wokalistką Sandrą Wright, gitarzystą George Yatesem oraz perkusistą Freemanem Brownem. Niestety ta piosenka nigdy nie została wydana.  


niedziela, 5 lipca 2020

Curtis Mayfield i The Bonnevilles

...Potrzebowałem pieniędzy, ale zawsze chciałem się więcej nauczyć. Najlepszy koncert był, kiedy pracowałem z Curtisem Mayfieldem i "The Impressions". Curtis był naprawdę dobrym gitarzystą, gwiazdą i myślał, że ja mam jakiś kaprys. Nauczyłem się sporo w tym krótkim czasie. Prawdopodobnie miał na mnie wpływ bardziej niż ktokolwiek inny, z kim wtedy grałem - ten słodki jego dźwięk...
            Kiedy w sobotę 27 lipca 1963 roku, w Jolly Roger Club w Nashville występuje sławny i ceniony wśród czarnych muzyków, i odbiorców Curtis Mayfield, promotor Isaac Washington poszukuje zespołu, który za parę tygodni mógłby wyruszyć z nim na "Chitlin' Circuit". Trafia do Roberta Fishera, wokalisty, trębacza, saksofonisty i lidera popularnego miejscowego zespołu "The Barnevilles". Larry Lee, który zrobił tak wielkie postępy, iż nikt nie mógł mu zarzucić, że jest najgorszym gitarzystą w Nashville, teraz zamiast jedenastu dolarów za pracę w nocy w trzech setach w Del Morocco, otrzymuje propozycję grania w nim. Zespół wprawdzie zmienił nazwę na "The Bonnevilles", ale jest znany i ceniony w okolicy, od 1961 wspiera różnych wokalistów, w tym już uznanych jak Chubby Checker, czy też wschodzące gwiazdy, jak wspomniana wcześniej córka Rufusa Thomasa, Carla. Wydaje też własne płyty, ich "Cherokee Twist " w kwietniu 1962 roku w radiu w Nashville "zrzuciło" z pierwszego miejsca ówczesny, krajowy przebój Presley'a "Good Luck Charm". Lee i Billy Cox, który czasami grywał na basie z tym zespołem liderowi Robertowi Fisherowi, sugerują do składu Hendrixa, który wtedy mieszka znowu nad Joyce'a House Of Glamour. Fisher zapamiętał, gdy go po raz pierwszy wprowadzono go do Jimiego - Wszedłem do pokoju, który bardziej przypominał kabinę bez okien. Na bardzo małym, podwójnym łóżku siedział dość wysoki młody mężczyzna. Na głowie miał czarną szmatę i brzdąkał na gitarze z odwróconymi strunami. Miałem reputację dobrego samarytanina, więc zatrudniałem muzyków z Nashville, a teraz Billy i Larry chcieli to wykorzystać proponując tego leworęcznego gitarzystę, który, jak przypuszczałem wcale tego nie potrzebuje. Ale patrząc na niego od razu zorientowałem się, że ten facet od dawna nic nie jadł. No więc, w weekend zagrał już z "The Bonnevilles"... Jimi przyjmuje propozycję pracy, a Fisher kupuje mu dwie brakujące struny do gitary i doprowadza jego odzież do porządku. Po raz kolejny Jimi zostawia kolegów z "The King Kasuals", wspominając - Zmęczyło mnie granie z nimi, ponieważ robili stale to samo i nie chcieli się nigdzie ruszyć...
            Pierwszy koncert Hendrixa z „The Bonnevilles” odbywa się w Huntsville, Alabama we wrześniu 1963 roku, a Steven Roby ustalił, że wystąpili także w Centerville w stanie Tennessee oraz w lokalu Daw Serses w Bells. Trasa ma potrwać do października, a praca ma polegać na tym samym, co zawsze, czyli na regularnych występach w klubach na "flaczkowej trasie" oraz na graniu z "gorącą" gwiazdą czarnej muzyki, za jaką uchodzi wtedy frontman zespołu Bob Fisher. Obok Jimiego podstawowy skład zespołu "The Bonnevilles" tworzą: Willy Young (gb), Sammy Higginbottom (sax) i Isaac McKay (dr). Oczywiście, nie ma zbyt wiele czasu na zorganizowanie prób, mimo to, czarna publiczność na trasie oczarowana jest Jimim, jego gestami oraz akrobatycznymi sztuczkami z gitarą. Jedna z kobiet jest na koncercie tak podekscytowana, że w chwili gdy Jimi gra na gitarze językiem, pada na parkiecie na plecy. Zespół zresztą się rozrasta, bo dochodzą: A.W. Davis (as), Don Nunnelly (ts), Isaac McKay (dr), Aaron „Heinz Ketchup” Varnell (ts), Willie Young (b) oraz okazjonalnie Joe Fisher (org). Muzycy “The Bonnevilles” grają “covery”, czyli utwory z repertuaru Ray’a Charlesa, Bobby’ego “Blue” Blanda, Rufusa Thomasa oraz Johnny’ego Taylora.

            Bob Fisher, w przeciwieństwie do części widowni, właścicieli i "Hossa" Allena, jest pod wrażeniem gry Jimiego. Kiedy Hendrix gra z gitarą za plecami i szarpie struny zębami, rozpala to widzów. Tak bardzo, że po Huntsville zespół "Bonneville" potrzebuje już dwóch solowych gitarzystów. Podczas koncertu w Parsons w Tennessee dołącza więc Larry Lee i z Jimim wymieniać się będą solówkami. Na krótko też dojdzie trzeci gitarzysta - George Yates. Trzeba przyznać, że obecność Jimiego na scenie dodaje muzykom wiary w siebie. Fisher założył, że ten nowy skład "The Bonnevilles", złożony zarówno z czarnych, jak i białych muzyków występować będzie przede wszystkim w klubach dla białych, szczególnie zaś na uniwersytetach - Tennessee w Martin oraz Vanderbilt Univeristy. Niestety w białych dzielnicach nie może znaleźć miejsc noclegowych dla kolorowych, nie chce jednak dzielić ich na grupy - Mieliśmy szczęście, że w domach moich rodziców i teściów, znalazło się tyle miejsca, że mogli przenocować wszyscy moi muzycy. Byli zadowoleni z pobytu w Parsons i Decaturville, oddalonych od siebie o pięć mil. Zawsze było sporo jedzenia i nikt nie odmawiał gościny. Moi krewni i przyjaciele mieścili nas przez dwie noce... W Decaturville Jimiemu wpada w oko Dorothy Jean Scott, atrakcyjna kuzynka lidera, więc na noc zatrzymuje się u jego teściów, którzy mieszkają vis a vis Dorothy. Wspominał Robert Fisher - Zobaczył ją na jednym z występów, gdy tańczyła na parkiecie. Był w tym czasie nieco nieśmiały i kiedy widział ją po raz pierwszy, był przytłoczony jej urodą. zapytał mnie, czy ją znam i poprosił, abym jej go przedstawił. Obserwował ją przez całą noc, uśmiechając się, gdy widział jak Doty się rumieni, kiedy ich oczy się spotkały. W innych okolicznościach, pewnie skończyłoby się to trwałym związkiem. Ale Jimi miał wtedy coś do wypełnienia, i choć był mocno zainteresowany Doty, ta misja była dla niego ważniejsza...
            Na trasie, z reguły przyjmowanej przez odbiorców entuzjastycznie, zdarzają się drobne "wpadki", na przykład na koncercie w American Legion Hall w Clarksville Hendrix, Robert Fisher (dr) i Jimmy Scott (sax) improwizują przez dwadzieścia minut, ponieważ reszta zespołu spóźnia się na występ. Na innym koncercie w Searcies (lub Daw Serses) w Bells, w stanie Tennessee, na życzenie właściciela klubu grają tylko Hendrix z Larrym Lee oraz perkusistą i basistą „The Bonnevilles”, bez sekcji dętej. Jimi często wraz z Larrym gra akordy, ale też decyduje się na coraz bardziej ekscytujące solówki. Czasem też wywołuje na dłuższe solo perkusistę Isacca McKay'a, aby samemu przygotować się do grania na gitarze techniką "slide". Znaczenie Hendrixa wzrasta z każdym koncertem, aż Fisher, w przeciwieństwie do niektórych odbiorców i właścicieli, decyduje się, na umieszczenie jego nazwiska jako głównego muzyka - (Jimi) mógł zrobić więcej z gitarą, niż bracia Ringling z czerwonym, białym i niebieskim słoniem. Czy to była gra na gitarze za plecami lub szarpanie strun zębami, jego popisy naprawdę rozpalały tłum...
            Lider "The Bonnevilles" nabiera szacunku do swego gitarzysty, wręcz się z nim zaprzyjaźnia, zwłaszcza kiedy widzi jego stosunek do swojego małego syna Edwarda. Wspominał potem - Jimi bardzo lubił Eda, bo przypominał mu jego młodszego brata Leona, którym się w młodości zajmował... Fisher postanawia więc, że po tej trasie koncertowej zatrzyma Jimiego na dłużej, wiedząc zresztą, że za kilka dni ma się rozpocząć kolejna seria występów, którą uzgodnił w Nashville z promotorem Isaacem Washingtonem. W niej ma wziąć udział, promująca swoją najnowsza płytę "My Daddy Knows Best", dziewczęca grupa wokalna firmy Motown Records „The Marvelettes”, dołączyć ma również do sławnego Curtisa Mayfielda i jego grupy „The Impressions”.


sobota, 4 lipca 2020

Marion James i inni

Po powrocie Jimiego do Nashville, w czerwcu 1963 "The King Kasuals" wraca do starej nazwy "The Casuals", a w lipcu przez dwa tygodnie (od 6 do 21) gra w klubie The Black Poodle  w Clarksville. Wracając potem znowu do Nashville, w drodze ponownie zmienia nazwę. Teraz nazywa się "Billy Cox & The Sandpipers" (to od miejscowego klubu Sandpipers). Wspominał Billy Cox - Starałem się zrobić coś unikalnego, co zainteresuje ludzi, więc wymyśliłem, że zmienimy nazwę. Dodałem też instrumenty dęte oraz gitarę rytmiczną, a jako suport wystąpił Jimi,  jako "Jimmy Hendrix and His Magic Guitar"... Właśnie wtedy, pierwszy raz w historii Jimiego Hendrixa, jego nazwisko pojawia się na plakacie. Jimi gra wówczas w klubie Jolly Roger od niedzieli 28 lipca do czwartku 1 sierpnia dwukrotnie, jako suport oraz razem z grupą Coxa. Towarzyszy także Marion James, którą nazywają królową bluesa z Nashville. Mąż Marion, Jimmy Stewart był jej aranżerem, szefem zespołu i znakomitym trębaczem. nagrywał także z B.B. Kingiem, a także pod pseudonimem "Mr. Broussard" płyty solowe na ustnej harmonijce. Jego muzycy żartobliwie nazywali go panem "Buzzard" (Myszołów, ptak, który żywi się padliną), ale Jimmy Stewart, jak napisał Steven Roby - Nie był padlinożercą. Wręcz przeciwnie, jego mieszkanie zawsze było otwarte dla muzyków, zwłaszcza biednych i takich, którzy chcieli się czegoś nauczyć...
            Latimore Brown, jedna z wokalistek, która spędziła wiele czasu na "flaczkowej trasie" sporo czasu mieszkała z nim i Marion James, która była jedną z niewielu kobiet, prowadzących w latach 60. ub. stulecia własne zespoły. I na chwilę zatrudniła u siebie Coxa i Hendrixa. Zapamiętała, że czasem jechała po Jimiego, aby zabrać go na koncert za miasto. Zatrzymywała się pod domem i czekała cierpliwie, a kiedy przez długi czas się nie zjawiał, wchodziła do niego do pokoju - On siedział na łóżku i grał na gitarze. 'Masz minutę' mówiłam i schodziłam do samochodu. Znowu czekałam, a on nie schodził. No więc idę ponownie na górę, a Jimi nadal siedzi na łóżku i gra na gitarze...
            Hendrix grywa wtedy z wszystkimi artystami, którzy przyjeżdżają na występy do Nashville. W klubie The Baron jest to R&B wokalista Roscoe Shelton, z Lynchburga w Teksasie, który jak większość czarnych wokalistów zaczął śpiewać jako 16-latek w grupie gospel. Zaprzyjaźnił się wówczas z Samem Cookem, który był wtedy liderem innego zespołu gospel – „The Soul Stirrers”. Shelton, którego płyta "Roscoe Shelton Sings" uważana jest za jedną z najważniejszych dla  R&B i bluesa w Nashville jest wówczas jednym z pionierów tamtejszej "czarnej" muzyki. Od kilku lat nagrywa w niezależnej wytwórni Excello Records, którą w 1952 roku założył Ernie Young, właściciel wielkiego sklepu z płytami Record Mart na 3rd Avenue North  177-79. Jak wspominał warunki do nagrań były naprawdę spartańskie, odbywało się to tuż za drzwiami wejściowymi do firmowego budynku, przy schodach. ...Szef zamykał drzwi, zaciągał zasłony, ustawiał na podłodze mikrofon a dźwięk rejestrowano na górze. Ernie nie miał wielkiego pomieszczenia, ale udawało mu się otrzymywać naprawdę dobrą jakość nagrań...
                Zadanie Jimiego jest takie same, jak w innych przypadkach, ma grać tylko to, czego oczekują od niego Gorgeous George oraz soliści, czyli grać tylko tyle, aby nie odwracać uwagi widzów od liderów, zatem grać z tyłu, wciąż to samo, nie wolno mu dołożyć niczego od siebie. Zdobywa coraz większe doświadczenie obserwując innych i poznając coraz większy repertuar. Wie, że to mu się przyda w przyszłości, gdy wreszcie będzie mógł grać swoją muzykę i występować dla swojej publiczności, choć w to co robi coraz bardziej wkrada się rutyna, coraz bardziej dokucza mu też zmęczenie i narasta frustracja. Wspomni potem - Bardzo lubiłem słuchać R&B Top 40, ale granie tych utworów, to była zupełnie inna sprawa. Nie chciałem już tego robić, wolałem głodować...

piątek, 3 lipca 2020

Solomon Burke i Otis Redding

W maju 1963 roku Hendrix i Cox reformują swój dawny zespół “The King Kasuals”. W składzie: Leonard Moses (g), Harold Nesbit (dr), Buford Majors (sax), Harry Batchelor (voc), grają niewiele, ale przynajmniej jeden raz koncert odbywa się w klubie The Jolly Roger (potem zostanie on przemianowany zostanie na The Captain's Table). Jednak niedobre jest to, że skład zespołu zmienia się bardzo często, już 19 maja w Del Morocco pozostają w zespole tylko Harry Batchelor, Billy i Jimi, wraca "Baby Boo" Young (g), zaś nowymi muzykami są: Frank Sheffield (dr) oraz dwaj saksofoniści bracia Tommy Lee i Tee Howard Williams. Young wspominał - Chcieliśmy mieć prawdziwy show...
            Jimi gra wówczas na białej gitarze Epiphone Wiltshire z podrapaną płytą. Zrobione zdjęcie Jimi wysyła również ojcu, pisząc, że nie widać perkusisty i podając błędną datę 19 maja 1960. Dodaje - Franka i Tommy'ego nie widać. Ja, Billy, Harry, Boo i Tee, kilka starych duchów...
            Kiedy Gorgeous Odell znów pojawia się w Nashville, Jimi po raz kolejny przyjmuje jego propozycję grania w grupie "The Odells", która ma akompaniować trzem następnym solistom przemierzającym "faczkową trasę" i w jej ramach stan Tennessee. Najbardziej znany z tych nowych podopiecznych Odella jest Solomon Burke, który karierę rozpoczął już w dzieciństwie i jako dziewięciolatek, nazywany "The Wonder Boy Preacher", śpiewał w amerykańskich kościołach. Po mutacji, jego niski, ujmujący, słodki i zamglony głos doskonale nadawał się do śpiewania ballad, tak zrobiła pierwsza jego firma nagraniowa Apollo Records, dostarczając mu wiele romantycznych piosenek o miłości, jak choćby "Cry To Me". Jednak po przejściu do wytwórni Atlantic Burke zmienił repertuar na bardziej ekspresyjny, przez co w latach 60. XX wieku zyskał miano "King Of Rock And Soul", a jego największym, niezapomnianym przebojem została piosenka “Everybody Needs Somebody To Love”. ...Miałem płytę z piosenką "Just Out Of Reach (Of My Two Open Arms)" - wspominał Burke - Jimi potrafił to tak zagrać, że aż kręciły mi się w oczach łzy... Nic dziwnego więc, że tę piosenkę Burke wykonywał wtedy na każdym koncercie. Obok niego, na tym tournee grupa "The Odells" ma akompaniować także R&B "croonerowi" Chuckowi Jacksonowi, znanemu z piosenki "Beg Me" oraz Jerry'emu Butlerowi, do niedawna członkowi grupy "The Impressions", odkrytemu jako solista dzięki przebojom: "I Stand Accused", “He Will Break Your Heart” oraz “Make It Easy On Yourself”. Granie z nimi, to dla Hendrixa kolejna szansa wybicia się ze sporego grona dobrych, ale nieznanych szerzej muzyków z Nashville. Zatem korzysta z niej i jedynie szkoda, że nikt nie utrwalił żadnego z tamtych, podobno bardzo udanych występów.
            Do grupy, która wyruszyła na tamtą trasę, po pewnym czasie dołączyli także: Otis Redding, Joe Tex oraz Sugar Pie DeSanto. Skład zaś uzupełniał czarny komik Pigment Markham, który rozbawiał widzów smutnymi w gruncie rzeczy historyjkami, opowiadając nad wyraz sugestywnie, jak pobili go biali policjanci, kpiąc jednak przy tym z rasistowskich praw obowiązujących na Południu. Dla Hendrixa trasa niestety została dość szybko zakończona. Najpierw w autobusie Solomon Burke zamienił go z Otisem Reddingiem na dwóch trębaczy, więc potem tłumaczył - Pięć koncertów poszło jak z płatka, a podczas szóstego zaczął wygrywać te swoje dzikie riffy, które nie były częścią utworu. Po prostu nie mogłem tego znieść... Napisał o tym również Charles Cross - Słynny Solomon Burke powiedział, że Jimi przechodził z zespołu do zespołu, jak gracze w lidze baseballowej. Już go nie chcemy, oddamy go wam za trębacza i perkusistę. Jimi grał ze wszystkimi, ale z nikim dłużej... Po kilku dniach z Jimiego zrezygnował również Otis Redding - powód był oczywiście taki sam, dzikie gitarowe granie - Zostawiliśmy go na poboczu drogi - dodał Burke, główna gwiazda tamtej trasy koncertowej.


czwartek, 2 lipca 2020

Jimi Hendrix w Nashville cd


Hendrix nie dotrwał jednak do końca zaplanowanej na marzec i kwiecień serii koncertów, gdyż jak wspominał Billy Davis - Nie grał tej muzyki właściwie... Zatem zwolniony zostaje w kwietniu i bez grosza sto sześćdziesiąt mil od Nashville. Prosi o pomoc, nie po raz ostatni, Billy'ego Coxa, a potem wraz z nim wraca do Nashville z gitarą, którą zapakuje w worek po ziemniakach. Jimi sam zresztą wyciągnął wniosek z tej nauki - Trzeba grać naprawdę dobrze, bo dla tych ludzi nie można zagrać na pół gwizdka. Od razu się poznają. Słuchają takiej muzyki na okrągło. Graliśmy w barach, na byle jakim podwyższeniu, było duszno i parno, a publika chciała jeszcze. Gitarzyści potrafili skakać po swoich gitarach, a niektórzy grali, trzymając ją za głową, szarpali struny zębami, albo walili w nie łokciem. Czasami, tak dla zabawy, wymieniali się instrumentami...
            Wraca więc do Nashville do klubu Del Morocco, gdzie on i Billy Cox traktowani są raczej dobrze. Choć nie zarabiają wielkich pieniędzy, mają jednak stałą pracę, a chociaż często ją porzuca, jak na razie, ma dokąd wracać. Gitarzysta James "Nick" Nixon z uwagą obserwował go w tamtym czasie - Muzyka Jimiego było prawie jak blues z Delty z małymi wtrętami z twista. Grał tak trochę przed siebie. Wtedy go nie rozumiałem. Nie ja jeden, wiele osób nie rozumiało. Jimi myślał, że go nie doceniano. Ale to nie było w porządku. Bo my po prostu nie wiedzieliśmy, jak do tego podejść... ...Dziś - zanotowała w 2005 roku Sharon Lawrence - Nixon jest liderem zespołu "The New Imperials"... Zresztą jej przyznał - Nie słucham wiele muzyki Jimiego. A w tamtym czasie nie przyszło mi do głowy, że mógłby zostać sławny. Generalnie to ja wtedy biegałem za nim. Wszyscy byliśmy bardzo młodzi - Jimi, Billy Cox i ja - nam zależało po prostu na dobrej zabawie...
            W kwietniu w 1963 roku bohater tej książki wraca do Nashville i zamieszkuje z Florence Henderson. To kolejna jego partnerka w tamtym czasie, po Joyce Lucas i Verdell Brown. Johnny Jones gra w najlepszym w Nashville New Era Club. Jimi idzie tam któregoś dnia, żeby trochę z nim trochę pojamować i wtedy Jones przekonuje się, jak muzycznie przez te kilka miesięcy rozwinął się jego przyjaciel i konkurent – Jimi Hendrix. Zaprasza więc jego i Billy'ego, aby dołączyli do grupy "The Imperials", w której śpiewa wówczas Johnny Snead. 27 Zespół zdobywa sporą popularność, gdyż koncertuje w miejscowych klubach, występuje także w telewizji. Jeden z ówczesnych przyjaciół Hendrixa, perkusista "The Imperials" wspominał - Kiedy mój brat miał wypadek samochodowy, on (Jimi) przez około dwie mile niósł go do szpitala... Pewnego dnia w Nashville zjawia się jego dawny kolega z Seattle, Fred Rollins. Dowiedział się, że Jimi i Billy grywają regularnie w kilku miejscach. Trafia na ich koncert z "The Imperials". Od razu idzie do przodu z saksofonem, który ze sobą zabrał. Jimi szybko go zauważa i zaprasza na scenę. Po chwili wspólnego grania Fred widzi, że Jimi i Billy grają bardzo swobodnie i znacznie go wyprzedzili. Zawstydzony schodzi i siada na widowni. Kilka dni później Rollins znów spotyka Hendrixa. Jest ze swoją partnerką, małą, czarną kobietą. Nie ma pieniędzy. Fred oferuje mu pomoc, razem z nim idzie do jadłodajni i zamawia dwie kolacje, dla niego, i jego dziewczyny. Kiedy ona na chwilę wychodzi do toalety, Fred widzi, jak Jimi rzuca się na jej porcję i błyskawicznie ją pożera. Rollins jest przerażony 'Jimi, tak nie można żyć' rzuca na pożegnanie.
            Raymond Valentine gra na organach z Jimim przez około trzy miesiące, w New Era Club w Nashville. W zespole są wtedy także: Cox, Larry Lee oraz wymiennie perkusiści Harold Nesbit lub Freeman Brown. Większość utworów, które grają jest instrumentalna, ale gdy potrzebne są piosenki, na scenie występują na zmianę: Jackie Shane, Frank Sheffield lub Joel Henderson. Ale tłum najbardziej ekscytują nie wokaliści. Wspominał Raymond Valentine - Kiedy Jimi miał dobry nastrój pokazywał wszystkie swoje sceniczne sztuczki z gitarą za plecami, szarpaniem strun zębami. Dziewczynom to się bardzo podobało. Większość wśród widzów to były właśnie dziewczyny... Jimi przyznawał – Musiałeś grać tak, aby zadowolić ludzi...


środa, 1 lipca 2020

Gorgeous George i Hank Ballard

...W Nashville poznałem faceta, którego nazywano Gorgeous George, zabrał mnie w trasę, więc zacząłem podróżować i grać na Południu...
            Wczesna wiosenna trasa 1963 roku na Południu dostarczyła Jimiemu Hendrixowi sporo nowych wrażeń, kiedy dociera do Nashville, jeszcze nie wie, że za kilka dni, znów opuści to miasto, za sprawą rzutkiego czarnego konferansjera, trochę śpiewaka, animatora muzyki R&B, a przede wszystkim promotora, Gorgeousa George'a.
            Nazywa się naprawdę Theophilus Odell George, pochodzi z Atlanty, w stanie Georgia. Jego artystyczny pseudonim wymyślił mu Henry Wynn, szef agencji Supersonic Attractions, z jego rodzinnego miasta.  Gorgeous był dobrze znany w Nashville na scenie R&B. Kiedyś był bokserem, potem został asystentem Hanka Ballarda, słynął z ekscentrycznego stylu ubierania i nosił perukę. Miał też wielką łatwość w znalezieniu muzyków, którzy bardzo szybko dopasowywali się do zespołów, którym on organizował trasę koncertową lub angażował do własnej grupy "The Odells". George ma sporo znajomości i układów w salach ulokowanych na tzw. "Chitlin' Circuit", czyli "flaczkowej trasie", teraz zaś, chce pomóc swemu dawnemu szefowi Ballardowi w odzyskaniu popularności. Więc organizuje mu cykl koncertów w Południowej Karolinie jemu i jego grupie "The Midnighters". Sądził, że warto to zrobić, cenił bowiem go za głos, którego, jak zauważył David Henderson - Wysoki tenor łatwo się przebijał przez muzyczne otoczenie... Trzeba dodać, że Ballard, czyli John Henry Kendricks, bo tak brzmiały prawdziwe jego imiona oraz nazwisko, był pierwszym wykonawcą utworu „The Twist”, który dopiero po jakimś czasie stał się przebojem Chubby'ego Checkera, nigdy zaś nie stał się jego wielkim przebojem, bo jak wspominał Hank Ballard - Byliśmy wtedy nastolatkami. Nie mieliśmy poczucia odpowiedzialności, nie znaliśmy się na interesach. Chcieliśmy tylko wyjść na scenę, stanąć za mikrofonem, zaśpiewać piosenkę i wyrwać jakąś panienkę. Tylko to nam było w głowie! Interesy, jakie interesy? Nie znaliśmy się na tym. Większość z nas nie skończyła nawet liceum. Nie znaliśmy się na wydawaniu płyt, ani na prawach autorskich. Nikt nas w to nie wtajemniczał... W 1958 roku Ballard nagrał piosenkę, której pomysł, jak opowiadał gitarzysta Cal Green, zaczerpnął z pieśni gospel Brother Joego Wallace'a i jego zespołu "The Sensational Nightingales".
            Według innej wersji - utworu "The Twist" nie napisał Ballard, a członek tamtego zespołu Nathaniel Bills. Tak, czy inaczej, firma płytowa Ballarda w 1959 roku nie zauważyła, jaki ta piosenka ma potencjał  i umieściła ją jedynie na stronie "B" jego singla "Teardrops On Your Letter" (oba utwory Hank Ballard nagrał 11 listopada 1958). Ten singiel Hanka Ballarda dotarł zaledwie do 87 miejsca amerykańskiej listy pisma Billboard, w wersji Checkera piosenka "The Twist" podbiła listy przebojów (w USA: 1 miejsce 19 września 1960 oraz ponownie 13 stycznia 1962), rozpoczynając światową karierę zarówno Ernesta Evansa (takie było prawdziwe imię i nazwisko "pucułowatego" czyli "Chubby" Checkera), jak i efektownego tańca "twist". Trzeba pamiętać, że nagrania Hanka od 1953 roku cieszyły się sporą uwagą odbiorców i recenzentów, niektórzy z nich krytykowali jednoznaczne seksualnie jego piosenki z 1954 roku: "Work With Me Annie", "Sexy Ways", "Annie Had A Baby" i "Annie's Aunt Fanny". Po kilku latach "posuchy" Ballard wrócił na listy przebojów w USA w 1960 roku z piosenkami "Finger Poppin' Time" (7 miejsce) oraz "Let's Go, Let's Go, Let's Go" (6 miejsce), zaś na tę trasę w 1963 roku przygotował oczywiście swoje wielkie "numery" jak też nowy repertuar.
            Hendrix od dawna należał do fanów Ballarda, oglądał jego koncert w 1959, jaki odbył się w Eagles Auditorium w Seattle. Wtedy Jimi zwrócił uwagę przede wszystkim na grę gitarzysty Billy'ego Davisa, który w zespole "The Midnighters" znalazł się krótko przed tym występem, gdyż poprzedni muzyk Cal Green został aresztowany za posiadanie marihuany i osadzony w więzieniu w Teksasie.  Po koncercie w Seattle bohater tej książki chciał porozmawiać z Davisem, który długo się wykręcał, ale w końcu po trzecim nagabywaniu młodego chłopaka zgodził się, jak opowiadał - Otworzyłem drzwi mojej garderoby, stał tam dzieciak, uśmiechając się szeroko. Po chwili rozmowy, zaprosił mnie do siebie do domu, gdzie pokazałem mu kilka zagrywek. Zrobiłem to dwukrotnie, gdyż Hank był wtedy w mieście przez tydzień. Jimi przedstawił mnie swojemu ojcu i sam pokazał mi, jak gra na swojej gitarze, ja zaś zagrałem na swoim Stratocasterze... Cztery lata później na tej wiosennej trasie 1963 roku na Południu USA, Jimi Hendrix ma okazję pograć razem z Davisem, który zapamiętał - Wyciągnąłem i dałem mu parę moich strun... Wraz z Ballardem i jego grupą "The Midnighters" występować ma nowa królowa bluesa, jak ją nazywają krytycy, poznana przez Hendrixa przypadkiem w Nashville parę miesięcy wcześniej, Aretha Franklin. Przyznam, że w wielu źródłach szukałem potwierdzenia tej informacji i niestety nie znalazłem tego, nawet w powszechnie chwalonej biografii Arethy "Respect", pióra Davida Ritza. Choć rzeczywiście późniejsza "Królowa Soul" w tamtym okresie wiosennym 1963 roku, w Stanach Zjednoczonych występowała.
            Wracając zaś do Gorgeousa George'a, trasy, które organizował i pełnił w nich rolę konferansjera, cieszyły się sporą estymą zarówno wśród artystów, jak też widzów. Wymieniany już w tej pracy kilka razy Little Richard opisywał Odella jako - Czarnego faceta, który nosił perukę i wspaniałe ubrania, które sam sobie przygotowywał... Jimi Hendrix dodawał - Nosił srebrną (blond) perukę i fantazyjne krzykliwe ubrania. Trzeba jednak przyznać, że rozumiał, jak ważna jest scenografia występu...
            Motto Gorgeousa George'a Odella brzmiało 'Nie oglądaj się za siebie, jeśli tego teraz nie zrobisz, to na zawsze utkwisz w przeszłości'.  On sam, prezentując artystów ze sceny, miał przygotowanych, aż dwanaście różnych formułek, które zmieniał w zależności od widzów jacy przyszli na show. Larry Lee wspominał - Nie potrzebował prób, mógł ciągnąć występ przez cztery godziny, doskonale wiedział czego oczekuje publiczność... Ona oczekiwała na pewno dodatkowych atrakcji i o nich mówił podczas występu - Panie i panowie, nie wyrzucajcie biletów, bo można będzie za pół darmo skorzystać z oferty lokalu... Po cichu też dostawał od właściciela połowę zysków, a tym już nie dzielił się z nikim. Gorgeous wspominał - Powiedziałem Jimiemu, że nie zapłacę mu. Sam bowiem nie zarabiałem wiele na koncertach, które robiłem. Główne gwiazdy, piosenkarze dostawali pięćdziesiąt dolarów za występ, a ich muzycy połowę tego. Jimi odparł: 'Nie musisz mi płacić. daj mi tylko jeść i pozwól mi grać z tobą, gdy wychodzisz na scenę'... Jak zauważyła Sharon Lawrence - Dla niego (Jimiego) najważniejsze na początku kariery było: "słuchać, słuchać, słuchać"...
Co zresztą Jimi potwierdzał - W klubach i w radiu w Kentucky i Nashville nauczyłem się więcej, niż kiedykolwiek w Seattle... Wtedy, na życzenie Odella podejmuje się roli kogoś, kto odpowiada za sprzęt na koncercie, jest więc kimś w rodzaju menedżera trasy. Larry Lee zauważył, że lekcja jaką dostał Hendrix, wiele mu dała, zaś Gorgeuos George - Wyciągnął z niego to, co było jego drugą naturą... Na tej trasie, nieco wcześniej, bo 13 marca, Jimi wysyła kartkę do ojca - Piszę tylko kilka słów, żeby dać ci znać, że jestem w Columbii S.C. Powiedz wszystkim 'halo", pozdrawiam serdecznie Jimi... Dzień później Jimi jest już w Charleston.