niedziela, 7 czerwca 2020

Fort Campbell - ciąg dalszy szkolenia wojskowego.


W środę ósmego listopada 1961 roku Jimi dociera do Fort Campbell, gdzie ma odbyć dalszy, już specjalistyczny trening spadochronowy. Tutejszy fort bardzo sie różni od tego, w którym przeszedł pierwszy etap służby wojskowej. Jest zdecydowanie mniejszy, zajmuje około 100 tysięcy akrów, w tym ogromne lotnisko i całą infrastrukturę transportową. Ma także znacznie krótszą historię. Powstał bowiem na początku 1941 roku w miejscu o ciepłym i wilgotnym klimacie, między Hopkinsville w Kentucky i Clarksville w Tennessee, około 60 mil od Nashville. Od 1956 roku fort Campbell stał się siedzibą 101 dywizji amerykańskich komandosów. Na początku lat sześćdziesiątych jego położona na południowym-wschodzie, licząca pięć tysięcy akrów część, została tajną bazą składowania broni atomowej. Ukryte w wapiennych górach magazyny, zostały otoczone poczwórnym ogrodzeniem podłączonym do prądu i chronionym elektronicznie, prowadziły do niego podziemne, ściśle chronione tunele.
            Już kilka dni po przybyciu na miejsce (10 lub 11 listopada) Jimi wykonuje pierwszy skok z 10 metrowej wieży treningowej. Tak to opisał w liście do ojca -  Prawie mi się podobało. Byłem w pierwszej dziewiątce z naszej grupy, liczącej około 150 osób. Na wieżę wszedłem powoli, bez pośpiechu, na luzie. Na szczycie trzech chłopaków odpadło. Wyjrzeli na zewnątrz i po prostu zrezygnowali. Wycofać można się w każdej chwili. Idąc po tych schodach, też się nad tym zastanawiałem, ale powiedziałem sobie, że cokolwiek by się działo – nie odpadnę na własne życzenie. Na szczycie instruktor skoków przypiął mi do uprzęży dwa pasy, klepnął w tyłek i powiedział prosto do ucha: ‘Dawaj, dawaj!’. Wahałem się przez ułamek sekundy, a potem leciałem już w dół. I nagle, kiedy skończył się luz w pasach, poczułem szarpnięcie niczym strzał z bata i zacząłem zjeżdżać po linie. Nogi razem, ręce na lince od zapasu, broda wciśnięta w pierś. I tak walnąłem prosto w nasyp. Później, oczywiście, pokażą nam, jak podkurczyć nogi, żeby przejść nad nasypem. Ale ja leciałem tyłem do niego...
            ...To zupełnie nowe doświadczenie - napisze Jimi Hendrix trzynastego listopada w jednym z kolejnych listów do domu - Przez dwa tygodnie tylko trening i ganianie kotów (czyli rekrutów - przy. aut), ale dopiero w szkółce spadochronowej jest prawdziwe piekło. Zaharowują ciebie na śmierć, wrzeszczą, dają do wiwatu, odpadła tu prawie połowa chłopaków... W innym liście do domu (z 20 listopada) dodaje - Powiedziałem sobie, że cokolwiek się stanie, sam nie zrezygnuję z treningu...
            Właśnie wtedy, w poniedziałek 20 listopada 1961 r., po zakończeniu wszystkich fizycznych treningów Jimi przechodzi do szkoły skoków. Skoki z wieży odbywają się przez kilka tygodni, Jimi zdaje sobie sprawę, że może któregoś dnia tak nieszczęśliwie wylądować, że złamie nogę, ale pisze - Będę robił wszystko tak dobrze, żeby nie stracić pieniędzy, które będę dostawał za skoki... Ten dodatek do żołdu za skoki z samolotu ma miesięcznie wynosić pięćdziesiąt pięć dolarów. Na to jednak musi trochę poczekać. ...Od dwóch tygodni nic, tylko nas trenują i katują - pisał Jimi do domu - Ale prawdziwe piekło zaczyna się na kursie spadochronowym! Tam potrafią zajeździć człowieka na śmierć. Nic im się nie podoba i o wszystko robią awantury. Każą robić po 10, 15 albo 25 pompek – cały dzień przepycham Tennessee gołymi rękami – gonią do ćwiczeń na gołej ziemi wysypanej mokrymi trocinami, kiedy na dworze jest minus dwadzieścia. Drzazgi z nas lecą, naprawdę, a połowa ludzi rezygnuje. W ten sposób oddziela się mężczyzn od chłopców. Obym tylko został razem z mężczyznami...
            W grudniu 1961 roku, po miesiącu treningu na wieży, Jimi ma okazję sprawdzić swoje umiejętności, skacząc już z samolotu. Charles Cross opierając się na jednym z wywiadów Jimiego Hendrixa w New Musical Express podaje, że nie zapamiętał on pierwszego skoku.   Jak jednak wynika z opublikowanej dopiero w 2013 roku książki "Starting at Zero", będącej czymś w rodzaju autobiografii, Jimi tak to wydarzenie opisał - Pierwszy  skok to był prawdziwy odlot. Jest tak samo jak w samolocie, tylko że byli tam tacy, którzy jeszcze ani razu nie lecieli samolotem. Niektórzy wymiotowali do wiadra, do wielkiego pojemnika na śmieci, który stał na środku kabiny. Było super! A potem samolot wrrrrrrrrr! Warkotał i dygotał, a wszędzie latały jakieś nity. I człowiek sobie myśli: Co ja tutaj robię?. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl: 'A może lepiej się wycofać?', ale znikła tak szybko jak się pojawiła, zaś w jej miejsce niemal równocześnie płacz i śmiech, chociaż cały czas tkwi ta myśl 'Co ja tu robię?' W drzwiach samolotu sierżant rzuca 'Ruszać się!' Stajesz w drzwiach i nagle – zziuut! I fruuu!. Przez ułamek sekundy błysnęło mi w głowie: ‘Zwariowałeś!’ Fizycznie miałem wrażenie, jakbym padał na wznak, zupełnie jak we śnie. Jesteś tak, jakbyś tracił przytomność, jakbyś chciał płakać i jakbyś chciał się śmiać.  Ogarnia cię wielka cisza. I słyszysz tylko wiatr – szszszszszsz – o tak. Na całym świecie nie ma większej samotności. Spoglądasz w górę i dziękujesz Bogu, że nad tobą rozkwitła czasza spadochronu... Komentując to, Jimi dodał - To najlepsza rzecz w całej mojej służbie wojskowej – skoki na spadochronie. Zaliczyłem około 25. Jeszcze nigdy przedtem nie robiłem nic tak emocjonującego... Trzeba dodać, że Jimi Hendrix zapamiętuje te chwile na całe życie, potem, w 1967 roku powie - To najbardziej samotne uczucie na świecie. Za każdym razem jak skaczesz, boisz się, czy spadochron się otworzy. Słyszysz świst powietrza i pragniesz, aby za chwilę twoje ciało wyhamowało i aby nad tobą pojawił się piękny, biały grzyb. To jest ta chwila, gdy zaczynasz mówić do siebie... To co wtedy słyszy i swoje uczucia Jimi będzie się starał opisać dźwiękami, jakie wydobędzie z gitary, zatem między treningami bierze instrument i idzie do jednej z kantyn, gdzie stoi sprzęt muzyczny i wzmacniacze. Ćwiczy sporo, doskonaląc grę na gitarze i wzbudzając przez jakiś czas podziw innych żołnierzy.
           



sobota, 6 czerwca 2020

Ciąg dalszy szkolenia w forcie Ord

Tydzień później z fortu Ord wychodzi następny list, która dotrze do ojca w piątek 11 sierpnia. Jimi pisze - Wszystko jest takie same, jak zwykle. W sobotę opuszczamy koszary wszyscy, z wyjątkiem czterech, których już odesłano do domu. A nasza czwórka cały czas czeka na rozkazy, dokąd nas wyślą. Chociaż powiedziano już nam, gdzie prawdopodobnie trafimy. Przypuszczam, że dostanę się do szkoły pisania na maszynie, w Forcie Lee w Wirginii. Będą mogli to zmienić, kiedy dotrą oficjalne rozkazy... ...Przypomniał mi - skomentował Al Hendrix - jak to było, kiedy dotarliśmy do Fortu Benning. Wspomniał też, że chce bym przekazał Betty Jean słowa jego miłości...
            Zanim przyjdzie rozkaz przeniesienia, Jimi długi czas czeka na przepustkę do domu, bo dopiero kiedy ją dostanie będzie mógł odwiedzić najbliższych - Niektórzy czekają tygodnie, a nawet miesiące - pisze do ojca. Ten pierwszy szczęśliwy dzień przypada na pierwszego września. Jimiego jednak nie stać na bilet lotniczy, więc aż cztery z siedmiu dni urlopu spędzi w autobusie, jadąc do Seattle i z powrotem.
            Do domu Jimi zabiera swoją gitarę, nie chce, aby została w koszarach, woli aby u ojca czekała na jego nowy przydział. Wysiadając z autobusu świetnie się prezentuje w mundurze galowym, na którym naszyty ma błękitny pasek, znak, że przeszedł dodatkowe szkolenie. ...Był w tym mundurze bardzo przystojny - wspominała kuzynka Dee Hall. Na dworcu czekają na niego ojciec z Leonem. Jimi daje bratu w prezencie pięć dolarów. Leon wspominał - Parę miesięcy po tym, jak tata i ja pożegnaliśmy go przed centrum rekrutacyjnym, Buster wrócił na tydzień przepustki przed wypłynięciem do Fortu Campbell w Kentucky. Ponieważ nie stać go było na bilet na samolot, wrócił do Seattle autobusem. Na tę podróż zmarnował trzy (cztery - przyp. aut.) z siedmiu dni. Zamiast cieszyć się tygodniowym pobytem w domu, był z nami tylko przez cztery doby. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem go w starannie wyprasowanym mundurze oraz lśniących czarnych butach, nie posiadałem się z dumy...
            W Seattle Jimi odwiedza ciotki Delores i Dorti oraz kilku przyjaciół, ale większość czasu na przepustce spędza w towarzystwie Betty, która potem opowiadała – Moim rodzicom powiedział, że gdy skończę szkołę, weźmie mnie za żonę… Narzeczonej także wręcza podarunek, atłasową poszewkę na poduszkę, na której, jak twierdził - spał, co noc marząc o tym, jak będziemy razem… Na powłoczce widnieje dowód wielkiej miłości Jimiego i jego nadzwyczajnego romantyzmu „Na zawsze twój, James Hendrix. 7 września 1961”...     
            Czas przepustki szybko się kończy. W piątek ósmego września Jimi opuszcza Seattle i do jednostki wraca znów autobusem. Po przejechaniu ośmiuset mil, jest następnego dnia w San Francisco, ale tam spotyka go niemiła przygoda. Jimi wspominał - Straciłem bilet autobusowy. I okazało się, że straciłem go właśnie wtedy, gdy stałem w kolejce - gdy szukałem biletu i szukałem go, autobus odjechał - a kolejny był dopiero za kilka godzin, zabrakło mi do około dwóch godzin, aby zdążyć zameldować się w jednostce... Hendrix trafia w ręce Żandarmerii Wojskowej. Weekend spędza w areszcie, skąd w poniedziałek przekazany zostaje do jednostki w forcie Ord i jedenastego września przekracza bramę koszar.
            Następnego dnia pisze list, który o dziwo do Seattle dotrze dopiero po dwóch tygodniach, a potem Jimi wysyła kolejne dwa, czasem trzy w tygodniu. Zdarza się też kilkutygodniowa przerwa, w czasie niej wraz z gromadą liczącą 325 żołnierzy, odbywa następne szkolenie. Przez kolejne dwa, spokojne miesiące Jimi pracuje jako pisarz w pokoju dostaw w Forcie Ord. A potem mijają kolejne tygodnie, kiedy każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Opowiadałem potem - Dopiero w wojsku poznałem prawdziwą nudę. Nie ma nic bardziej monotonnego, niż obieranie kartofli od rana do wieczora... Jimiemu szczególne nie podoba się praca z ostrym nożem, boi się o swoje długie palce. Jest jeszcze początkującym gitarzystą, ale już na tyle świadomym, żeby chronić ręce.  Ale nie tylko to sprawia, że Jimi sporo wtedy rozmyśla. Co się stanie, gdy zamiast do spadochroniarzy zostanie przydzielony w jednostce do pracy biurowej? Na razie nie ma żadnych wskazówek, co do przyszłości w wojsku. A codzienne ćwiczenia fizyczne, zdarza się, że niemal całkowicie go wyczerpują. Wspominał także, że kiedy zmęczony rzucił się na łóżko i uderzył głową o jego krawędź, stracił na chwilę przytomność. W tym czasie zaczął już otrzymywać żołd w wysokości sześćdziesięciu pięciu dolarów miesięcznie, mógł więc na przepustce opuszczać bazę. Opowiadał kilka lat później, że raz nawet udał się do Monterey na jeden z festiwali jazzowych. 
            Wojskową nudę kończy przydział, jaki dociera do fortu Ord we wtorek trzydziestego pierwszego października. Jimi Hendrix ma zostać przeniesiony do fortu Campbell, do kwatermistrzostwa 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej. Nareszcie po trzech miesiącach ćwiczeń w forcie Ord, spełnia się jego marzenie. Uradowany, natychmiast wysyła list do ojca, pisząc w nim, że w nowym miejscu w jednostce 101 Dywizji musi się stawić 8 listopada o piątej rano i że zrobi - wszystko, żeby cała nasza rodzina Hendrixów miała prawo nosić naszywkę krzyczącego orła… List kończy dopisek - Bardzo Cię proszę, przyślij mi jak najszybciej moją gitarę – jest mi już teraz naprawdę potrzebna. Znajdziesz ją u Betty…38  Dodał jednak, aby ojciec załatwił tę sprawę możliwie delikatnie, tak aby Betty niczego nie podejrzewała. Docierają bowiem do niego listy od Betty Jean, w których pisze - Oszukujesz mnie, bo ja wiem, że dziewczyny w Kalifornii są łatwe, i że nie jesteś mi wierny. Nie kombinuj z tymi żołnierkami, bo nie będziesz miał po co przyjeżdżać... Co się Betty stało, dlaczego tak pisała? Tęskniła, to pewne. Nie ufała do końca Jimiemu - to także możliwe, wszak rekruci z Seattle opowiadali różne historie, chociaż niekoniecznie dotyczącego jej narzeczonego. Niektórzy biografowie podają, że plotki o prowadzeniu się Jimiego w wojsku rozsiewał jego dawny kumpel Fred Rollins, który przyjechał na urlop do Seattle i być może chciał się zemścić za aferę sprzed kilkunastu miesięcy z jego dawną dziewczyną. Przede wszystkim jednak targały Betty Jean wielkie emocje. Jak twierdził Jimi jeden jej list był słodki jak miód, w innym wylewała mu swoje żale, ba nawet w jednym liście nastroje zmieniały się - dwa, trzy, a czasami cztery razy... Mimo to, Jimi nie zapomniał o jej urodzinach i 23 października napisał do ojca przepraszając, że nie kupił jej prezentu - Nie wyślę tobie teraz pieniędzy, czekam na swój żołd, który pewnie dostanę w nowym miejscu zakwaterowania, w listopadzie. Ale wtedy będę musiał kupić dwie pary butów do skakania ze spadochronem oraz dwadzieścia naszywek "Krzyczącego Orła"... Caroline Morgan matka narzeczonej wspominała – Chciał poślubić Betty, gdy był w wojsku. Powiedziałam: 'Nie'. Jestem ze starej szkoły i nie chcę, aby puścić jej samej, bez opieki... Zaś sam Betty Jean później dodała - Dokładnie nie pamiętam, jak się rozstaliśmy, lecz odesłałam mu pierścionek...
            W sobotę czwartego listopada 1961 roku Jimi Hendrix opuszcza Fort Ord i udaje się w liczącą 2.400 mil drogę do fortu Campbell w Kentucky. Podróż autobusem zajmuje mu aż cztery dni.


piątek, 5 czerwca 2020

Jimi w forie Ord


Pierwsze dni w forcie mijają Jimiemu bardzo szybko. Otrzymuje odpowiedni strój i ekwipunek, o który sam musi dbać. Uczy się jak nosić mundur wyjściowy, jak ustawiać się na apelu i jak salutować. W środę ósmego czerwca 1961 roku wysyła pierwszy list do ojca, który dotrze do Seattle po tygodniu. Z Alem mieszka wtedy Leon oraz Willeen z Willette. Jimi pisze – Moim zdaniem życie w wojsku jest znacznie droższe, niż w cywilu. Jak dotąd każdy z nas musiał kupić dwa worki na pranie – dolar za sztukę, czapkę koszarową – dolar i 75 centów, dwie kłódki po 80 centów, trzy ręczniki po 50 centów, pieczątkę i tusz – dolar 75, ostrzyc się za dolara i jeszcze sprawić sobie przybory do czyszczenia butów – dolar 70, maszynkę do golenia, żyletki i mydło – drugie tyle, no i naszywki mundurowe za 50 centów. Zdaje się, że finansowo nie wyjdzie to wcale tak dobrze, jak mi się z początku wydawało. Żołd dostaniemy dopiero 30 czerwca b.r., więc chciałbym zapytać, czy możecie mi przysłać pięć - sześć dolarów. Po przyjeździe dali nam tylko 5 dolarów, a prawie wszystko od razu się rozeszło, zostało mi półtora, które zniknie raz dwa. Pod koniec miesiąca, kiedy wypłacą żołd, oddam Wam wszystko, jeśli mi coś przyślecie. P.S. – Proszę, jeśli tylko możecie, przyślijcie mi jak najszybciej kilka dolarów – dziękuję… W następnym liście pisze jednak zupełnie inaczej - Jak dotąd, myślę, że tu w wojsku wcale nie jest źle. Jedynie ścięto moje włosy na krótko no i zacząłem się golić. W najbliższych dwóch miesiącach się nie zobaczymy, będę odbywał szkolenie podstawowe…
            Przez dwa długie, parne miesiące letnie Hendrix przechodzi forsowne ćwiczenia fizyczne i nauczy się, jak maszerować dziesięć mil z pięćdziesięciofuntowym ciężarem na plecach, i to czasem przez wiele godzin, jak żyć w baraku pełnym rekrutów, jak strzelać, rzucać granatem, rozciągać na pryczy koc tak mocno, że sierżant mógł puszczać po nim ćwierćdolarówkę, i jak sprzątać śmierdzące latryny. Jimi wspominał - Próbowali, aby nas wzmocnić. Więc musieliśmy spać w błocie. Chcieli, myślę, sprawdzić, czy możemy spać w błocie...
            To wszystko ma go wzmocnić fizycznie i mentalnie, i nie na razie odczuwa tego jako wyjątkowego ciężaru, choć później powie, że - Od razu znienawidziłem armię... Pewnie dlatego, że zaczął już rozumieć to co, instruktor musztry w forcie Ord w późnych latach 50. i początku lat 60. XX wieku, mówił do swoich rekrutów: 'Jeśli przez czas kiedy tu jesteście, nie znienawidzicie swoich flaków, to oznaczać będzie, że swojej pracy nie wykonałem dobrze!'...
                Jimi Hendrix niczego ani nikogo jeszcze nie nienawidzi, ale coraz bardziej doskwiera mu brak bliskich i przyjaciół. Dlatego raz, a czasem nawet dwa razy w tygodniu pisze listy do Seattle, do ojca i do Betty - Czas mija dość powoli, chociaż mamy wiele do zrobienia. Jak tam twój ogrodniczy biznes? Mam nadzieję, że w porządku... Przed jego wyjazdem do wojska, ojciec planował ślub z Willeen, ale zreflektował się: 'Nie chcę przechodzić jeszcze raz przez to samo, co z pierwszą żoną'... I zerwał z nią. Ale Jimi o tym nie wie, pierwsze swoje listy do Seattle adresuje "Pani i Pan Hendrix". Kiedy dowiaduje się z listu ojca o jego decyzji, w swoim następnym pisze - To słodka kobieta i jak przypuszczam, jest też dobrą matką. Może więc zrozumie, że mogła mieć z tobą bardzo dobrze. Bo wiem, że ciebie kocha, wiele razy mi mówiła, jak jej na tobie zależy...
            20 czerwca jeden z kolegów robi zdjęcie Jimiemu w mundurze, ale on wyśle je ojcu dopiero 22 września. Na obozowej strzelnicy Jimi uczy się strzelać z karabinu M-1 i idzie mu coraz lepiej. Lekarz wojskowy zauważa jednak u niego krótkowzroczność i wpisuje to do akt, zalecając okulary, których Jimi i tak nigdy nie będzie nosił. Mimo to, otrzymuje odznakę strzelca wyborowego, z czego jest bardzo dumny. Al wspominał - Niedługo po tym jak poszedł do wojska, Jimi przysłał mi list, w którym napisał, że stał się strzelcem wyborowym, a nie sądzę, żeby wcześniej strzelał choćby z pistoletu. Nigdy wcześniej też nie polował, skąd więc te osiągnięcia? Kiedy sam byłem w wojsku, było tak samo...

            W jednym z następnych listów do ojca Jimi napisał także o tym, że musiał dźwigać materace i szafki, przygotowując koszary dla następnych rekrutów, dodając także – Wydaje mi się, że czas pełznie niesamowicie wolno… Wtedy tylko raz się zdarza, że syn przez ponad tydzień nie pisze do ojca. Wyjaśnia to potem, że był na poligonie - A tam, kiedy kończy się papier, albo znaczki, to pech. I właśnie to mnie się przytrafiło...
            W piątek czwartego sierpnia 1961 roku, na koniec ośmiotygodniowego szkolenia przygotowawczego Jimi otrzymuje stopień szeregowca. Dzień później, jego ostatni zespół „James Thomas & The Tomcats” wystąpi na dorocznym festiwalu Annual Seattle Seafair Picnic & Dance, w Vassa Park w Seattle, oczywiście bez Jimiego. Występ jest tak udany, że jego były zespół zagra jeszcze szóstego i po raz ostatni - dwunastego sierpnia. Jimi z wojska pisze sporo do ojca, ale także do cioć Dorothy Harding i Delores Hall oraz przede wszystkim do Betty Jean Morgan. Bardzo tęskni, marząc, że po zakończeniu służby ożeni się z nią. Zdjęcie ukochanej zawiesza nawet nad łóżkiem w baraku. Tęskni też do swojej gitary, tak bardzo, że w jednym z listów prosi ojca o przysłanie jej do koszar. Przesyłka dociera 31 lipca, kiedy mijają dwa miesiące jego podstawowego szkolenia. Ta gitara, jak potem napisze – jest miodem na moje serce. Przypomniała mi o domu…
            Wysyłane do domu listy, które kończy zawsze niewielki rysunek gitary Danelectro, dowodzą jego wielkiej tęsknoty za domem i niezwykłej więzi, jaka mimo wszystko łączy młodego chłopaka z ojcem.

czwartek, 4 czerwca 2020

Jimi w wojsku cz.1


Rozpoczynam publikację drugiej części pierwszego tomu mojej biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka". Dzisiaj o forcie Ord, dokąd trafił pod koniec maja 1961 roku, skierowany do "Krzyczących Orłów" czyli 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej.
Po podpisaniu kontraktu w biurze werbunkowym, Jimi otrzymał bilet i skierowanie do obozu szkoleniowego w forcie Ord, dwadzieścia mil od Monterey, miejsca gdzie za sześć lat da spektakularny występ na międzynarodowym muzycznym festiwalu. Jego kolega Pernell Alexander wspominał - Czuł, że to sposób na wyjazd. Jedyny sposób na wydostanie się stamtąd... Leon Hendrix dodawał - Nie licząc pomieszkiwania za szczeniaka w Berkeley z panią Champ oraz wyjazdów wakacyjnych do babci Nory w Vancouver, brat nigdy nigdzie nie wyjechał...
            W drodze do fortu Jimi nie myślał jednak o graniu na gitarze, miał za to w pamięci pożegnanie z Betty Jean, której wręczył zaręczynowy pierścionek Rhinestone. No i rozmyślał o tym, jak zostanie przyjęty w wojsku. Miał wprawdzie otrzymać przydział dopiero po wstępnym szkoleniu, ale już wcześniej zdeklarował się, że chce być w 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej, okrytej legendą i chwałą, choćby z powodu udziału w największej operacji "Najdłuższy Dzień" w czasie II wojny światowej, lądowania w 1944 roku wojsk alianckich w Normandii. Armia amerykańska nie jest w tym czasie nigdzie zaangażowana w działania wojenne. Konflikt koreański zakończył się, choć pozostało tam nadal około pięćdziesięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy, nikt też się jeszcze nie spodziewa pożaru, który za kilka lat wybuchnie w Azji południowo-wschodniej, w Wietnamie. Wprawdzie świat nadal jest podzielony, przed kilkoma laty w Berlinie powstał mur, dzielący nie tylko dwie części tego miasta - na zachodnią, demokratyczną i wschodnią, pod protektoratem ZSRR i partii komunistycznej.
            Amerykański prezydent John F. Kennedy w swoim inauguracyjnym przemówieniu w Kongresie powiedział, że świat jest na krawędzi wojny - Wierzę jednak, że Amerykanie są gotowi na wezwanie do obrony wolnego świata... Miał na myśli zagrożenie ze strony Związku Sowieckiego, który wkrótce potem, na niedalekiej Kubie zainstalował rakiety z ładunkami atomowymi. Odpowiadając na rosnące napięcia między Kubą i USA, po nieudanej amerykańskiej inwazji w Zatoce Świń, Komisja Sił Zbrojnych w Białym Domu zagłosowała za zwiększeniem produkcji bombowców Boeing B-52. Z pewnością także dlatego, że mimo rozmów w Genewie, Związek Radziecki i Stany Zjednoczone wznowiły testy atomowe. Eric Burdon opowiadał - To, że ktoś sam zgłaszał się do 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej, było strasznie dziwne, bo w Stanach każdemu młodemu człowiekowi wisi to nad głową. Pobór...
            Jest wtorek 31 maja 1961 roku, kiedy poborowy James Marshall Hendrix o numerze ewidencyjnym RA 19693532, jako jeden z ponad trzystu rekrutów, melduje się w kwatermistrzostwie fortu, który po II wojnie światowej stał się jednym z centrów szkolenia żołnierzy w USA. Tradycje wojskowe sięgają tu jednak głęboko, aż do wojny z 1846 roku. Trzeba też dodać, że na początku lat 60 XX wieku Fort Ord w Kalifornii był cichą bazą.  Wojskowa kadra rutynowo przeganiała kompanie młodych ludzi przez ośmiotygodniowe szkolenie podstawowe, na szczęście nie widząc w perspektywie realnej wojny. Nie dawało to więc ćwiczeniom owej powagi „życie albo śmierć”, były jednak te ćwiczenia czymś zdecydowanie mocniejszym, niż obóz skautów.  
            Fort zbudowany został na ponad dwudziestu ośmiu tysiącach akrów według ścisłych wojskowych reguł, wygląd budynków biurowych, koszar i stołówek był typowy dla tego rodzaju budownictwa. ...W Forcie Ord nie było drzew ani kwiatów - był tylko ponury krajobraz niekończących się akrów brudu, żwiru, tarasów zalewowych i przyczółków - pisała Sharon Lawrence - Jeśli jesteś gotów bronić swój kraj, to oznaczało uczenia się spania na zewnątrz, bez względu na pogodę, dziękując Bogu, gdy wreszcie otrzymało się rozkaz powrotu do drewnianych baraków z gnijących desek, a twarde wojskowe łóżka przynosiły na myśl najwyższy komfort...
            Na północ od bazy fortu znajduje się miasto Marina, czternaście mil na wschód leży Salinas Valley, dolina żyznych gruntów rolnych, jak zanotowała w swojej opowieści o Jimim Hendrixie amerykańska dziennikarka Sharon Lawrence -  w sezonie wegetacyjnym tworząca piękny zielony dywan... Wzdłuż drogi do Salinas rosły potężne dęby, włoskie orzechy i czarne wysokie eukaliptusy, których liście powiewały na wietrze. To był kraj opisany w powieści "East of Eden" ("Na wschód od Edenu") przez Johna Steinbecka. Jimi znał oczywiście ze zdjęć Jamesa Deana, odtwórcę głównej roli w słynnym opartym na tej książce filmie. Obejrzał ten film w szkole i bliska mu była postać Cala Traska, którą właśnie w 1955 roku zagrał Dean. I tak, jak wielu widzów i krytyków, był przekonany, że do sukcesu filmu w reżyserii Elii Kazana przyczyniła się przede wszystkim właśnie rola Jamesa Deana. ...Sekretem jego techniki aktorskiej - napisał George Perry - było uznanie problemów Cala za swoje własne, a osobista udręka była efektem ubocznym alienacji doświadczanej przez graną postać...
            Historia Cala, który nie znał matki i bez przerwy kłócił się ze swoim surowym, pryncypialnym ojcem, producentem sałaty z Salinas, Jimiemu bardzo przypominała jego własny los. Teraz trafił w okolice, w których rozgrywała się akcja tamtego kultowego filmu. Nie dość na tym, kilkaset mil od Fortu Ord, gdzie Jimi odbywał szkolenie, jego kinowy idol James Dean 30 września 1955, ledwo sześć miesięcy po premierze "East of Eden", mając zaledwie 24 lata, zginął w wypadku samochodowym.
            Na południe od Fortu Ord drogą do Sand City, zaledwie kilka minut jazdy samochodem leży kraina Monterey Peninsula. Przez Sand City dotrzeć można było do zabytkowego miasta i portu w Monterey, spokojnych wówczas wsi Carmel-by-the Sea oraz Pacific Grove, niedaleko których, pełne aksamitnej zieleni pola Pebble Beach, z rzadka rozrzuconymi rezydencjami i wspaniałym widokiem na ocean, były miejscem corocznego turnieju gwiazd golfa organizowanych przez słynnego "croonera" Binga Crosby'ego, nota bene artysty, który także przeszedł szkolenie w Forcie Ord i nie był jedynym "absolwentem" tego obozu szkoleniowego, jak podał Keith Shadwick - we wczesnych latach 50. instruktorem pływania był tam Clint Eastwood, a szkolenie przeszli w tym obozie Gary Lewis z "The Playboys" oraz Drake Levin z zespołu "Paul Revere & The Raiders"... Dwadzieścia mil od Pebble Beach, autostradą nr 1, docierało się do ogromnej, tajemniczej, inspirującej pięknem Big Sur. Przez całe życie piękno przyrody nie miało dla Hendrixa większego znaczenia, ale teraz patrząc na intrygujące widokówki, które mógł zakupić w znajdującym się na terenie fortu sklepiku, był sfrustrowany, że rygorystyczne przepisy wojskowe, nie pozwalają mu na zwiedzanie pięknego wybrzeża Kalifornii. 


środa, 3 czerwca 2020

Pożegnanie z Seattle


Pożegnalna impreza odbywa się przy Madison Street, dokładnie naprzeciw klubu Birdland, z którym Jimi ma tak miłe wspomnienia. Tu bowiem obejrzał wielu znakomitych wykonawców, z których występów w przyszłości sam wiele będzie czerpał. Opowiadał Leon Hendrix - W wieczór poprzedzający oficjalną datę stawienia się Bustera w jednostce, Betty Jean, Mattie B. i ja poszliśmy na potańcówkę w centrum Seattle, do lokalu na rogu Madison i 23. Dziewczęta założyły krótkie spódniczki, wywijane skarpetki do kostek i jasne półbuty z ciemną łatą na wierzchu, ja zaś włożyłem swoje najlepsze ciuchy. Buster nosił dziwaczny strój sceniczny, czekał go bowiem ostatni występ z "Thomas & The Tomcats". To był fantastyczny wieczór...
            Ten ostatni na kilka lat występ Jimiego Hendrixa w Seattle widzi także dawna jego dziewczyna Carmen Goudy, która wspomni – Był nadal bardzo dziki na scenie, ale grał naprawdę bardzo dobrze…
            Po występie Jimi kupuje na straganie tani pierścionek i daruje go Betty Jean Morgan, prosząc aby przechowała jego gitarę. Betty Jean zapamiętała ten wieczór – Powiedziałam, że moja matka każe mi czekać, aż skończę szkołę, czyli do 1963 roku… Zapamiętał go również Leon - Po imprezie Buster poprosił Betty Jean o rękę, a ona się zgodziła. Był w siódmym niebie. Po powrocie z wojska planował wrócić do domu i wziąć z nią ślub...
            Następnego dnia, albo we wtorek trzydziestego pierwszego maja 1961 roku Al Hendrix odprowadza syna na dworzec kolejowy - Dałem mu trochę pieniędzy. Dzięki temu, sam poczułem się lepiej... Jimi Hendrix odjeżdża z Seattle nocnym pociągiem do Kalifornii. takim samym, jakim 15 lat wcześniej jego babka Clarice Jeter z matką jechały do Berkeley.  Tam w forcie Ord, niedaleko Salinas i Monterey, przejdzie szkolenie pierwszego stopnia.             Opowiadała Delores Hall - Później tego żałował. I przepraszał. Nawet się ze mną nie pożegnał. Jimi mówił: 'Jak dorosnę wyjadę stąd.' Nie podobało mu się w Seattle... Jego brat Leon Hendrix dodawał - Jimi wyjechał, bo nie mógł wytrzymać w domu... A kolega Pernell Alexander uzupełnił - Obaj próbowaliśmy uciekać przed piekłem życia. Uciekać...
            Za kilka lat powstanie piosenka Jimiego nawiązująca do tamtych czasów – „Hear My Train A Comin’”, czyli „Getting My Heart Back Together” (bo figuruje także pod takim tytułem), którą zaśpiewa w manierze bluesa z Delty. To opowieść o nienazwanym jakimś wielkim mieście, który on, kiedy zdobędzie wielki majątek, kupi i wrzuci do... swego buta.
Do dokumentalnego “A Film About Jimi Hendrix” trafi wersja, którą Jimi Hendrix zagra na dwunastostrunowej gitarze Zemaitis, nie będzie jej używał zbyt często.
To będzie opowieść o chłopaku czekającym na kolejowej stacji na swój pociąg, który zawiezie go daleko w świat. Wróci tutaj, gdy będzie sławny i bogaty, a wówczas kupi całe to miasto.


wtorek, 2 czerwca 2020

Rozprawa przed sądem w Seattle


Rozprawę przed sądem dla młodocianych w Seattle wyznaczono na 16 maja. Jimi, oskarżenie brzmiało – zabranie i prowadzenie pojazdu motorowego bez zezwolenia właściciela oraz jazda bez wymaganych dokumentów. Tak to wspominał - Miałem 18 lat i ani grosza przy duszy. Właśnie wyszedłem z paki, gdzie przesiedziałem siedem dni za jazdę kradzionym samochodem, chociaż nie miałem pojęcia, że jest kradziony... Za to przestępstwo grozi mu od dwóch do pięciu lat. Jimi opowiadał Sharon Lawrence - Mogły to być trzy lata. Spanikowałem. Usiadłem na więziennej pryczy i rozmawiałem sam ze sobą. Po raz pierwszy w życiu, nie jako głupi dzieciak, ale jak dorosły. Obiecałem sobie, ze jak wyjdę z tego, nigdy na tę drogę nie wrócę...
            Kiedy Jimi staje przed sądem, najlepiej nie wygląda najlepiej. Ma już 18 lat, a więc perspektywy nie są wcale wesołe. ...Robi wrażenie przypadku niemal klasycznego - nie ma matki, ojciec kosi trawniki. Brat jest u obcych. Został wyrzucony ze szkoły, jest na ulicy, bez pracy. Niewykształcony i czarny, i biedny. Rozrabia, kradnie wozy. Sędzia patrzy na niego surowo i po chwili mówi: 'Synu, naprawdę nie chcę odsyłać cię do więzienia. I nie chcę cię tu więcej widzieć'... Przerywa. Al zaczyna się wiercić na ławce, Jimi podnosi głowę i czeka na to co sędzia dalej powie, ale czuje już, że może uda mu się od więzienia "wykręcić". 'Czy myślałeś – pyta sędzia – o wstąpieniu do wojska?'... Jimi patrzy na sędziego i odpowiada:  'Tak, sir. Myślałem, czy nie zostać „krzyczącym orłem”'… Sędzia wydaje się zaskoczony. I wtedy wtrąca Al: 'To spadochroniarze. Jimi chce zostać spadochroniarzem'… Sędzia przyznaje, że to dobra myśl i choć pozostawia oskarżenie o kradzież w kartotece Jimiego, to zawiesza wyrok pod warunkiem, że stojący przed nim szczupły, młody człowiek zgłosi się niezwłocznie do służby wojskowej… ...Pomyślałem sobie, że prędzej, czy później i tak będę musiał iść do wojska - opowiadał Jimi - no więc postanowiłem zgłosić się sam, na ochotnika, aby zaraz potem wrócić do grania...
            Następnego dnia, 17 maja 1961 roku, Jimi melduje się w miejscowym biurze werbunkowym i podpisuje trzyletni kontrakt - W kieszeni nie miałem ani centa, więc poszedłem do pierwszego biura werbunkowego - dodawał Jimi, a jego brat Leon wspominał - Od dawna już rysował w swoim notatniku naszywkę krzyczącego orła, mówił, że kiedyś będzie taką miał... Ta naszywka to odznaka słynnej w USA 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej.
            Trzeba tu jednak wyjaśnić, że w Stanach Zjednoczonych była wtedy obowiązkowa służba wojskowa. Wprawdzie Jimi Hendrix później powie, że zaciągnął się tak wcześnie, aby uniknąć służby i wysłania do Wietnamu, jest to jednak jedna z wielu jego bajek, powtarzanych w różnych biografiach. Jest bowiem możliwe, że publiczny obrońca, w jego interesie poinformował Jimiego, jakie ma szanse uniknięcia więzienia. 
Jimi oznajmia Jamesowi Thomasowi, że będzie musiał znaleźć na jego miejsce innego gitarzystę, choć do koncertu na Annual Seattle Seafair Picnic brakuje zaledwie kilka dni. Traci też być może szansę na pierwsze zawodowe nagranie. Od pewnego czasu z zespołem pracował bowiem nad swoją piosenką "Drive Drive".
Kopia aktu urodzenia Jimiego Hendrixa trafia do kwatermistrzostwa w czwartek 26 maja 1961 roku. Nie ma więc już żadnej przeszkody, aby za kilka dni Jimi mógł udać się do wybranej bazy szkoleniowej. Zanim to jednak nastąpi, w sobotę 28 maja 1961 roku, ma jeszcze okazję wystąpić w Seattle, po raz ostatni z zespołem "Thomas & The Tomcats" i pożegnać się z Betty Jean Morgan.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Jimi trafia do aresztu.


Jimi Hendrix opowiadał - Gdy byłem dzieciakiem, zdarzało się, że prawie byłem złapany przez policję. Zawsze uciekłem zabierając ze sobą ciuchy, żeby je mieć wystarczyło wejść przez tylne okno do sklepu... Tu objawiła się druga obok muzyki i grania na gitarze słabość Jimiego - do ciuchów, o czym sam opowiadał - Szedłem z przyjacielem po ulicy i zobaczyłem na zapleczu sklepu odzieżowego zbitą szybę w oknie. Więc przez to okno weszliśmy i wynieśliśmy trochę odzieży... Sklep był u zbiegu 23rd i Union Street. Leon pamiętał – Włamali się po godzinach, złapali nieduży stosik koszul oraz kilka par dżinsów i wystrzelili stamtąd jak oparzeni. Następnego ranka Buster czuł się tak okropnie, z tym co zrobił, że powlókł się z powrotem do sklepu i zwrócił ubrania… Zrobił to zupełnie anonimowo.  
            Al znał właścicieli tego sklepu Wilnerów, czasem w ich ogródku wykonywał jakieś prace, nie był więc zadowolony z tego co zrobił Jimi. Każe mu oddać wyniesione ze sklepu rzeczy, a sam idzie do pani Wilner, ubłagać ją, aby nie zawiadamiała policji. Przestraszony i skruszony Jimi obawiając się jednak ewentualnej kary, wkłada te skradzione rzeczy anonimowo do pojemnika dla biednych ustawionego niedaleko szkoły. W innej wersji tej opowieści nasz bohater wspominał, że skradzione ciuchy przekazali z kolegą do szkoły na aukcję. Tak, czy inaczej, kiedy w domu Ala zjawiają się policjanci, na szczęście dla Jimiego, dowodów przestępstwa już nie ma. Jak się niebawem okaże, był to jednak dopiero początek kłopotów Jimiego z prawem. A on później opowiadał - Człowieku, jako małolat nieraz ledwo się wywinąłem gliniarzom. Zawsze miałem świra na punkcie modnych ciuchów, a jedyna droga, żeby je zdobyć, prowadziła przez tylne okno sklepu odzieżowego…
            Drugiego maja 1961 roku Jimi Hendrix trafia do kartotek policyjnych, płacąc gorzką cenę za "szlajanie się" z niewłaściwymi ludźmi. Policjanci zatrzymują wówczas na ulicy samochód pełen Murzynów, którzy w tę wtorkową noc wesoło się bawią. Cóż w tym złego? Może chodzi o rasową segregację w Seattle, myśli początkowo Jimi, bo wtedy już zaczęło się coś w tym temacie dziać. Jak wspominał jego przyjaciel Terry Johnson - Gliny mogły cię zatrzymać za chodzenie po ulicy... W prawie każdym protokole policyjnym pojawiały się zdania - 'Każdy czarny nosi nóż', albo 'Każdy czarny w cadillacu to alfons, albo diler'.  
                Tym razem jednak policjanci stawiają Jimiemu i jego trzem kolegom zupełnie inny zarzut - jazdę kradzionym samochodem. Wspominał jego brat Leon - Natychmiast wszystkich aresztowali i zabrali Bustera do schroniska dla nieletnich, które znajdowało się naprzeciw dawnego mieszkania taty przy East Terrace... Dowiedział się o tym Al Hendrix - Kiedy go aresztowano, zadzwonił do domu i powiedział Willeen, że jest w więzieniu. Poszedłem tam, aby dowiedzieć się, o co chodzi. Powiedziano mi, że siedział w skradzionym samochodzie z przyjaciółmi. Jimi wyznał, że nie wiedział, iż samochód został skradziony, że jedynym, który wszystko wiedział, był kierowca tego samochodu. Przypomniałem sobie, że jak byłem młody, to samo spotkało mnie w Vancouver. Mój przyjaciel Willie Dell podjechał kiedyś po mnie samochodem. Zabrał też kilka znajomych dziewcząt i udaliśmy się do Parku Stanley'a. Po jakimś czasie przyszli policjanci. Nie mam pojęcia jak nas znaleźli, pewnie ten właściciel się obudził, zobaczył, że jego samochód zniknął i zawiadomił policję. Dell bronił się, mówiąc: 'Facet powiedział, że mogę z jego samochodu skorzystać'. Skończyło się, tak, że ten facet dostał samochód z powrotem i wszystko było w porządku Więc, kiedy teraz kłopoty miał Jimi, musiałem mu pomóc. Zwłaszcza, że Jimi w czasie, gdy ze mną mieszkał, nie miał prawa jazdy. Także i później, kiedy miał już trzy własne Jaguary. Do jazdy potrzebne mu były okulary, a on ich nigdy nie używał. Znajomy przyznał, że jadąc z Jimim w roli kierowcy, ryzykował życiem...
            Tym razem Jimiemu się jeszcze udało, niestety, trzy dni później, piątego maja 1961 roku trafia ponownie do policyjnego aresztu, za to samo, co poprzednio, a więc kradzież i jazdę kradzionym samochodem. I po raz drugi nie przyznaje się do winy, mówiąc - Nie wiedziałem, że był kradziony... Policjant jednak nie daje wiary jego zeznaniu i szóstego maja Jimi zostaje odesłany do domu dla młodocianych przestępców Rainier Vista 4-H Youth Centre, dokładnie naprzeciw domu, w którym mieszkał kilka miesięcy temu. Jimi ze wstydem to wspominał - Przesiedziałem wtedy siedem dni w zimnej i wilgotnej piwnicy. Nie wiedziałem, że to auto było skradzione. To była najstraszniejsza rzecz, jak mi się w dzieciństwie przydarzyła. Stało się to przez mojego kolegę. Należał do facetów, którzy zawsze chcą zaszpanować. Podjechał do mnie i zapytał, czy chcę wybrać się z nim na przejażdżkę. 'Jasne' odparłem i wskoczyłem do auta. Powiedział, że to samochód jego wujka, a ja mu uwierzyłem. Wiedziałem, że gdy trafię do więzienia, to już nie będę grał...