piątek, 21 sierpnia 2020

Dick Dale czyli surf-music

W Kalifornii, w wolnych od występów chwilach Hendrix chadza na koncerty innych gitarzystów, w tym Dicka Dale’a, zwanego „King of the Surf Guitar” (Królem surfowej gitary), muzyki bardzo w tym regionie Ameryki popularnej na początku lat 60. XX wieku, głównie dzięki grupie „The Beach Boys” oraz Dalemu, który w 1961 roku miał spory przebój „Let’s Go Trippin’”. Dick Dale, tak jak Hendrix leworęczny, sam jest surferem i stara się osiągnąć brzmienie gitary tak potężne jak huk oceanicznych fal, po których na deskach śmigają surferzy. Jednak głośność niewielkich, zaledwie dziesięciocalowych głośników Fendera, jak też ich jakość, stanowią wówczas jego ogromny problem. I mimo podejmowanych przez niego i Leo Fendera prób nowych rozwiązań wzmacniaczy oraz kolumn głośnikowych, efekt nadal nie jest satysfakcjonujący. Dick Dale wspominał - Wysadziłem w powietrze ponad czterdzieści osiem głośników i wzmacniaczy. Wszystkie się spaliły. Głośniki musiały być zmrożone, w przeciwnym razie, wyskakiwały z nich cewki. A ja chciałem osiągnąć tłuste, grube, głębokie brzmienie, jak wielkiego piętrowego tom-tomu... No więc Leo Fender, twórca gitar i sprzętu elektronicznego, zbudował dla Dale'a nowy wzmacniacz Dick Dale Dual Showman, z dwoma piętnastocalowymi głośnikami, opowiadał -Zrobiliśmy też gitarę Stratocaster o grubym ciele. Im grubsze drewno, tym czystszy dźwięk... Hendrixa oczywiście zainteresował ten wzmacniacz jak i taka gitara, ale i on zwrócił na siebie uwagę Dicka Dale'a, który dodawał - Widziałem Little Richarda w Pasadenie w barze, z około trzydziestoma ludźmi. Jimi był basistą, pokazałem mu kilka swoich ślizgów oraz jak potężne uzyskałem brzmienie... Tamto spotkanie z cenionym gitarzystą, Hendrix wykorzysta za kilkanaście miesięcy, gdy powstanie jego utwór “Third Stone From The Sun”. Chodzi oczywiście o fragment - Nigdy już nie usłyszysz muzyki surfowej - jak dumnie ogłasza Dick Dale.



czwartek, 20 sierpnia 2020

Trasa z Little Richardem w 1965 roku


W czwartek 28 stycznia 1965 roku, po koncercie w Soul City Club w Dallas w Teksasie, z San Ann Motel Jimi wysyła kartkę pocztową do ojca – Najdroższy Tato. Wyjechaliśmy już z Houston i jesteśmy w Dallas, będziemy grali w okolicy i w Forcie Worth. Przed nami Tulsa, Oklahoma i Luizjana, a potem nasz główny cel Kalifornia... Przekaż Benowi i Erniemu, że Houston swinguje... Kolejne miasta, które odwiedza trupa Little Richarda to: Fort Worth, Tekas (w piątek 29 stycznia); dwa miasta w Oklahomie -Tulsa (30 stycznia, skąd znowu wysyła kartkę do ojca) i Oklahoma City (31 stycznia - lokal Diamond Ballroom) oraz Colorado Springs w City Auditorium w Kolorado. Leon Hendrix wspominał – Na początku 1965 Buster przysłał kartkę, żeby nas poinformować, że wciąż jeździ w trasie z Little Richardem i gra w "The Upsetters". Zdaje się, że mieszkał przez pewien czas w Hollywood w Kalifornii...
            Czasem też Jimi telefonuje z trasy do domu. Opowiadał o tym Leon - Mówił wtedy: 'Chcesz posłuchać tej piosenki?' A ja na to: 'O Boże, tylko znowu nie to!' I odkładałem słuchawkę, a po dziesięciu minutach on jeszcze grał...
            Do Hollywood ekipa Little Richarda przybywa w piątek piątego lutego 1965 roku i tam gra przez dwa dni w klubie Tony Ferra's Red Velvet (6507 Sunset Boulevrad). Zresztą w Kalifornii zaplanowano kilka znaczących występów (Fillmore w San Francisco, Ciro’s Club w Los Angeles), a w studiu w Los Angeles powstaje także parę nagrań. Jimi, jako Maurice James melduje się w Wilcox Hotel na Selma Avenue w Hollywood, a potem bierze udział w imprezie na cześć gwiazd rock'n'rolla takich jak Elvis Presley i zespół "The Righteous Brothers". Little Richard spędza następne dni między swoim domem w Larchmont Village, a studiem nagraniowym, gdzie rejestruje pięć utworów, Hendrix nie bierze w nich udziału. W trakcie tej trasy Jimi pisze ponownie do Seattle - 'Najdroższy tato, jak zapewne wiesz, teraz jesteśmy w Kalifornii. Jak szybko będzie to możliwe, przyślij mi cokolwiek. Mój adres - 6500 Selma Ave., Hollywood, Wilcox Hotel, pokój 304, Hollywood, w Kalifornii. C / o Maurice James. Pogoda jest bardzo ładna, dzisiaj było 78 stopni (F). Więc mówię wszystkim cześć. Jimmy'... ...Ten adres nie będzie zbyt długo aktualny, gdyż Jimi napisał do mnie 2 maja, dając znać, że wykonał kolejny "drastyczny" krok i od tygodnia jest w Nowym Jorku - wspominał jego ojciec Al Hendrix - 'Myślę, że będę tu około miesiąca, pracując w okolicy miasta i w New Jersey'. Jego adres to był teraz Hotel Theresa na 7th Avenue, pokój nr 416...  
            19 lutego 1965 roku, kiedy zespół ćwiczy w Los Angeles, Little Richard bierze ze sobą do studia Jimiego i „The Upsetters”. Jedyny znany utwór, wówczas nagrany to „I Don’t Know What You’ve Got But It’s Got Me (Part 1 & 2)”. Na organach zagrał w nim "stary znajomy Jimiego" Don Covay. Utwór zostanie wydany w USA na singlu w październiku 1965 i trafi na 92 pozycję listy tygodnika Billboard. Jimi znów nagrywać będzie z Richardem także innego dnia, niestety szczegóły tej drugiej sesji nie są znane.
            Następnego dnia, prawdopodobnie jednak bez Hendrixa, który zdaniem Stevena Roby'ego przez tydzień (od 14 do 20 lutego) występuje z Turnerami, Little Richard pojawia się w Hollywood A Go Go programie stacji KHJ-TV z Los Angeles. Występują w nim także: Johnny Crawford, „The Challengers”, Billy Strange, „The Platters”, Ronnie Brooks oraz Toni Fisher. Hollywood A Go Go to półgodzinny nocny program, którego gospodarzem jest Sam Riddle. Dekoracja studia przypomina nieco znajdujący się w piwnicy londyński klub Speakesay. Ale program, jak opowiadał jego producent Al Burton - Był z wszystkich wówczas prezentowanych w Kalifornii najgłośniejszy, najbardziej sprośny i prymitywny, to było jednak celowe założenie...
            W niedzielę 21 lutego 1965 roku, dwa tygodnie od rozpoczęcia tournee Little Richarda, prominentny czarny biznesman Charles Sullivan, wówczas właściciel Fillmore Auditorium w San Francisco, organizuje wielki koncert i mocno go reklamuje w miejscowej stacji radiowej KSOL. Główną gwiazda jest oczywiście Richard, któremu towarzyszy zespół "The Crown Jewels" z Jimim na gitarze solowej. Supportem jest "Ike & Tina Turner Revue". ...Widownia była zapakowana - wspominał biały, wówczas nastolatek z North Bay, John Goddard - Nigdy potem, gdy tam poszedłem nie było tylu ludzi. Byłem wielkim fanem Little Richarda, stałem więc z przodu, z zamiarem zrobienia mnóstwa zdjęć. I dopiero kilka lat później dowiedziałem się, że gitarzystą, który z nim grał był Jimi Hendrix. Pamiętam go, bo grał zębami i za plecami, ale wtedy on mi przeszkadzał, w robieniu zdjęć Little Richardowi... Richard, tak jak Gorgeous George nosi wtedy krzykliwą srebrną perukę, ozdobioną cekinami kurtkę, spodnie ze srebrnymi lamami i srebrne buty na obcasach. Z tego też powodu, że przypomina na estradzie innego ekscentrycznego pianistę “Liberace”, nazywano go “spiżowym Liberace”. Zespół Richarda jest jednak równo ubrany - biała koszula, czarny garnitur, krawat. Kiedy Hendrix był już sławny, nawiązując do tamtego okresu w 1965 roku, Little Richard opowiadał - Jimi był bardzo wytrwały. Nie przejmował się tym, że wygląda dziwnie. Ja też się tym nie przejmuję. Nosiłem takie stroje na długo przed nim. Kiedy mnie zobaczył, nabrał pewności siebie i wiedział, że może osiągnąć sukces... Little Richard bardzo lubi opowiadać o swojej roli w karierze Hendrixa - Wynika z tego, że odkrył talent Jimiego i był nieomalże jego duchem opiekuńczym. Gdyby nie on, zapewne biedny Jimi by sobie nie poradził. Nawet w Londynie uratuje biedaka finansowo, gdyż, jak stwierdził - pożyczy mu 50 bucksów  - zanotował wspominany Agrypa.
            Finansowy problem między Jimi a Little Richardem istniał jednak przez kilkanaście miesięcy 1965 roku. Charles Cross zanotował – Dołączając do zespołu Jimi miał otrzymywać 25 dolarów za występ, ale często tego samego wieczoru Little Richard karał go grzywną w wysokości 25 dolarów, więc za występ nie dostawał nic... Richard bowiem uważa się w ekipie za prawdziwą i jedyną gwiazdę, wprawdzie ceni Hendrixa, sam też czasem go zachęca do jakiejś solówki, ale tylko wtedy, gdy ocenia, że jemu to nie zaszkodzi. Menedżer tego odcinka trasy Marquette opowiadał – Richard pozwalał mu grać zębami na gitarze oraz na krótkie solówki, Stało się to częścią tamtych występów, tak jak granie na gitarze za plecami itp. Richard nauczył Hendrixa wielu rzeczy, a on kopiował wiele od Richarda. Richard mówił mu: 'Nie wstydź się robić to, co czujesz. Ludzie poznają kiedy jesteś fałszywy. Widzowie to czują...
            Będąc przez kilka miesięcy w drodze z Little Richardem, Hendrix zanim dotarł do Kalifornii, wystąpił na południowym Zachodzie, a także w dużych miastach, takich jak Denver w Colorado i w Las Vegas, potem w Los Angeles i San Francisco. W pewnym momencie na Południu, trafili w środek gwałtownych starć o prawa obywatelskie Murzynów. Większość trasy koncertowej lider pokonywał samolotami zaś jego zespół autobusami. Wielu jego członków, tak jak Jimi, to byli młodzi ludzie. Little Richard bywał wtedy często rozdrażniony i na nich wylewał swoją frustrację. Oni zaś szybko zorientowali się, że ich lider nie lubi kobiet, potrzebowali jednak pieniędzy, więc nic nie mówili i nie buntowali się, nawet jeśli zdawali sobie sprawę, że zarabiają niewiele. Przez długi czas Jimi także starał się podporządkować woli szefa. Bo najważniejsza dla niego była wtedy muzyka, grze na gitarze poświęcał całe życie. A na koncertach Jimi świetnie sobie poczynał, robiąc większą furorę nawet od Little Richarda. ..Jimi potrafił grać i był w tym cholernie dobry, ja zaś bardzo dobrze śpiewałem Rock’n’Rolla, więc pasowaliśmy do siebie. Jimi zresztą grał tak, że aż przechodziły mnie dreszcze. Zawsze dawał z siebie wszystko. Myślę, że już wtedy był gwiazdą, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. Teraz pokazał dopiero cząstkę tego co umie, sporo ma w rezerwie i ciekaw jestem co będzie w przyszłości – opowiadał Richard, który uważał, że w latach sześćdziesiątych powróci zainteresowanie wczesnym rock'n'rollem, czy muzyką rockabilly, jaką wykonywał w latach pięćdziesiątych. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że gusta publiczności zmieniły się i to bezpowrotnie. Stopniowo więc miał coraz mniej pieniędzy nie tylko dla siebie i po to, by opłacić przygotowującego jego fryzurę fachowca, ale też żeby opłacić członków swojej ekipy. Któregoś dnia, kiedy w Oakland zespół czekał w hotelowym pokoju na wypłatę, Richard zwymyślał przyjaciółkę jednego z muzyków. Wybuchła awantura i zrobiło się nieciekawie. Ktoś wezwał policję, czterech muzyków postanowiło odejść. Nie mieli pojęcia, czy znajdą jakąś pracę, czy nie, ale mieli już dość. Jimi wtedy też.


środa, 19 sierpnia 2020

Albert Collins

W środę 27 stycznia w drodze do Los Angeles Jimi Hendrix poznaje jeszcze jednego mistrza bluesa i bluesowej gitary. Nie tylko poznaje, ale także dołącza do niego na scenie w czasie jam-session.
            Dziesięć lat od niego starszy Albert Collins, "Master of Telecaster", jak go nazywają z uwagi na grę wyłącznie na gitarze modelu Fender Telecaster, jest kuzynem legendarnego Lightnin' Hopkinsa. Albert Collins wspominał – Spotkałem Hendrixa, kiedy on grał z Little Richardem. To było w miejscu nazywającym się Club 500 w Houston. Trzecia Sala. To tam grałem... Pochodzący z Teksasu Albert Collins zwany także "Ice Man" z powodu chłodnego, czy wręcz lodowatego brzmienia swej gitary, grając na niej z ostrym atakiem wysokich dźwięków, stosując specyficzną harmonię oraz niestandardowe strojenie (w d-moll i e-moll), swój styl opierał na grze obserwowanego w młodości Clarence'a "Gatemouth" Browna, swego kuzyna Williego Younga, a także znanych Hendrixowi T-Bone Walkera i Freddiego Kinga. Niemal od pierwszych nagrań dokonanych dla niewielkich wytwórni, jego utwory oparte na rytmie shuffle, cieszyły się sporym zainteresowaniem odbiorców, a wydany w 1958 "The Freeze" sprzedano w nakładzie ponad stu tysięcy egzemplarzy (utwór stał się ponownie przebojem na rynku amerykańskim w 1964). Kolejne przeboje - "Delfrost" i przede wszystkim "Frosty", oba z 1962, rozsławiły nazwisko Collinsa, który wspominał - Nagrania instrumentalne sprzedawały się wtedy bardzo dobrze - Freddie King miał ich kilka, było też bardzo popularne "Green Onions" "Booker T & MG's"... Charles Shaar Murray opisywał, że - U Collinsa, wokalisty i frontmana, śpiew i dźwięk gitary idealnie się stopiły z wirtuozowską prezentacją sceniczną entuzjastycznie przyjmowaną przez widownię - czego by nie osiągnął bez opanowania instrumentu i bez ciężkiej pracy...
                ...Pierwszy raz spotkałem Jimiego w 1964 roku, kiedy był z Little Richardem i miał 17 lat. Zastąpiłem go w zespole, gdy on dołączył do grupy "The Drifters" - opowiadał Collins - Richard przyszedł, aby zobaczyć mój zespół w klubie w Houston, i wtedy opowiedział mi o tym dzieciaku, którego ma u siebie. Przedstawił nas, a Jimi spytał, czy mógłby się do nas dosiąść. Powiedziałem, żeby przyszedł z gitarą i razem zagramy na scenie. W trakcie grania, doszedł do końca sceny, a wtedy jeden z technicznych Little Richarda powiedział mi: 'Słuchaj, jeśli go stamtąd nie wyciągniesz, on skończy na stołach'... Efektem tego spotkania (poprawiając Collinsa, było to nie w 1964, a w następnym roku, a Jimi nigdy nie grał w "The Drifters") będzie utwór Hendrixa "Drivin' South", który pojawi się na płycie dopiero za kilka lat (album "BBC Sessions"), zaś zdaniem Collinsa oparty został na jednym z granych wtedy tematów. Nuty otwierające "Collins Shuffle", Hendrix zacytuje w 1968 roku w utworze „Voodoo Chile”, który kilka lat później Mister Collins nazwie utworem doskonałym.  ...Tak, on był dużo mocniejszy, mógłby grać tylko bluesa - dodał Albert Collins.
            Można zresztą spokojnie powiedzieć, że Jimi przez całe swoje życie wiele “zapożyczał” od innych gitarzystów. ...Zostaliśmy przyjaciółmi i byliśmy ze sobą w 1968 i 1969 - opowiadał Collins - Wtedy po raz ostatni wystąpiliśmy wspólnie na jednym z koncertów Ike'a i Tiny Turnerów, on dostał więcej forsy, niż reszta z nas. A tuż przed wyjazdem do Anglii, zadzwonił do mnie i powiedział: 'Kiedy wrócę, chciałbym abyśmy razem wyruszyli na trasę'...



wtorek, 18 sierpnia 2020

Chitlin' Circuit z Little Richardem

Po zakończonym w Sylwestra w Greenville tournee w roku 1964, niemal bez dnia przerwy rozpoczyna się trasa następna, obejmująca kilka miesięcy 1965, na której Little Richard promuje nowy album „His Greatest Hits”, złożony z 12 nagranych ponownie wielkich przebojów z lat 50. Wokaliście towarzyszy zespół „The Crown Jewels” w składzie: Wade Jackson (dr), Johnny Franklin (gb), Frank McCray i Boogie Daniels (sax), Glen Willings oraz Maurice James, czyli Jimi Hendrix (g). Styczniowe koncerty rozpoczynają się w Atlancie, w Whisky A Go-Go oraz w słynnym z ekspresyjnych występów Jamesa Browna lokalu Royal Peacock, przy słynnej Auburn Avenue 186. ...Nocny klub znajdował się na pierwszym piętrze budynku pomalowanego na niebiesko - opowiadał Bob Patton, radiowiec i menedżer - Występowali w nim wszyscy wielcy: Hank Ballard z "The Midnighters", Little Richard, wszystkie grupy soulowe, przyjeżdżające do Atlanty, grały tutaj... Fani, którzy widzieli tamte występy Hendrixa w Atlancie w 1965 roku twierdzili, że gdy w jednym z utworów Jimi zaczął grać jedną ze swoich dzikich solówek, Richard przerwał grę na fortepianie, krzycząc: 'Przerwać muzykę! Przerwać muzykę!'... Zespół zrozumiał, że to piosenka została nagle skończona, zaś widzowie, przyzwyczajeni do dziwnych i ekscentrycznych zachowań Little Richarda uważali, że to kolejny, nowy element jego widowiska. ...Zawsze nieco „przegięte” występy (Little Richarda) tego biseksualnego wokalisty i pianisty są szalonymi show. Z dwuznacznym uśmiechem potrafi pytać odbiorców, czy nie lubią zrobić czasem trochę „shake”. To chyba pierwszy muzyk o ciemniejszym kolorze skóry, któremu blondynki rzucają na scenę swoją bieliznę… Hendrixa zapamiętała wtedy także Ellen McIlwaine, która opowiadała o występie w klubie Royal Peacock Mówiliśmy o nim, jako o czarnym Dylanie, ponieważ Bob Dylan był jedyną osobą jaką znaliśmy wówczas, która nosiła taką spiętrzoną fryzurę. U Hendrixa nie była ona naturalna. Kręcił włosy i je modelował... Zaś o następnym przystanku tej trasy koncertowej opowiadał David Briggs - Przejechałem osiemset kilometrów, żeby obejrzeć występ Little Richarda. I chciałbym wam powiedzieć jeszcze jedno: kiedy zobaczyłem tego czarnucha, jak wychodzi w swoim złotym garniturze, z pieprzonymi rozwianymi włosami, wskakuje na scenę i bębni na pianinie, kompletnie odchodząc od zmysłów w Salt Lake City, przyszło mi do głowy: 'Jezu, chcę być taki jak on. Naprawdę tego chcę'. Nawet dzisiaj wciąż jeszcze jest z niego porażający koleś, taki autentyczny...
            W Pritchard w Alabamie w Harlem Duke Social Club (lub oddalonym o kilkanaście kilometrów Mobile, w Tom Couch), Hendrix spotyka B.B. Kinga, rozmawiają razem o technice gry na gitarze. Siadają na stołkach, Jimi opowiada Kingowi, od jak dawna kocha jego muzykę. King zapytany przez Hendrixa, mówi, jak jego zdaniem trudno grać odwrotnie na praworęcznej gitarze bez przełożenia strun. Ze smutkiem zauważa też, że nawet na głębokim Południu, gdzie jeszcze niedawno słuchano tylko bluesa, coraz popularniejszy staje się rock'n'roll - Oni już nie dbają o bluesa, bo Little Richard ich tak elektryzuje, że każdy gotów jest odejść... Z tej informacji zawartej na portalu www.earlyhendrix.com wynika, że Jimi Hendrix i B.B. King nie poznali się jesienią 1964 w trakcie trasy Sama Cooke'a i Jackiego Wilsona, lecz dopiero teraz. Wydaje się, że potwierdzał to sam B.B. mówiąc – Grałem z nim tylko kilka razy, ale znałem go wcześniej z opowieści innych muzyków. Był cichy i spokojny, rzadko się odzywał. Gdy znałem go już lepiej, więcej wiedziałem o nim, spotkałem go kiedy grał z Little Richardem. Był bardzo uprzejmy, w ogóle to był bardzo miły facet... Pisząc tę biografię Hendrixa przyjąłem jednak inne ustalenia, być może fałszywe, trudno to jednak definitywnie rozstrzygnąć. King przyzna się wtedy Jimiemu, że tak jak on pozostaje pod wpływem T-Bone'a Walkera, a zwłaszcza jego przeboju z listopada 1947 roku “Call It Stormy Monday (But Tuesday Is Just As Bad)”, którego tytuł często skracany jest do dwóch słów “Stormy Monday”. To Kinga tak zainspirowało, że sięgnął po gitarę elektryczną, tak to wspominał - To był pierwszy temat. 'Oni mówią na to sztormowy poniedziałek' jak śpiewał T-Bone, 'lecz wtorek jest też zły'. Tak, Panie! Ostatni wiersz, pierwsze ekscytujące nuty, pierwszy dźwięk jego gitary, i jego przeszywający mnie głos. Kocham “Stormy Monday” i śpiewam do dziś...49  B.B. dodawał także - Gram wolno, ponieważ wolno chodzę, wolno mówię, śpiewam wolno - wszystko tak robię, Bo taki po prostu jestem...
            Wspominając tamte spotkania z Jimim, King mówił – Hendrix był najlepszym gitarzystą, który głęboko sięgał do tradycji bluesa z Delty. Był jak Charlie Parker, grając wszystko po swojemu, w swoim indywidualnym stylu i brzmiał jak nikt inny. Gdy raz usłyszałeś Hendrixa, to zapamiętałeś to na zawsze i potem od razu go rozpoznawałeś...
            W piątek 22 stycznia Little Richard z Jimim gra w Lake Charles w Luizjanie w Bamboo Club, w poniedziałek 25 stycznia występ odbywa się w Lafayette w Luizjanie, skąd z hotelu Holiday Inn Jimi pisze do ojca - Dostałem twój list, gdy byłem w Atlancie. Obecnie gram w zespole Little Richarda. Zdążamy w stronę Zachodniego Wybrzeża. Teraz jesteśmy w Luizjanie. Napiszę ponownie, gdy będziemy w Los Angeles…

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Little Richard zatrudnia Jimiego Hendrixa

W Atlancie Little Richard zatrzymuje się we wtorek 15 grudnia 1964 roku. Do 22-go ma zakontraktowane występy w The Domino Lounge, a nocuje w hotelu Royal Peacock. Odwiedza go Odell i mówi - Chcę ci przedstawić mojego kuzyna Maurice'a Jamesa. Gra na gitarze. Może byś go zabrał ze sobą do autobusu?... Richard odpowiada, że ma skompletowany zespół, ale młody chłopak, do tego, grający na gitarze, zawsze może się przydać, choćby jako pracownik techniczny, do pomocy kierowcy Billowi Murray'owi, także do noszenia sprzętu i opieki nad urządzeniami elektronicznymi. Little Richard dodawał – Mój autobus stał zaparkowany na Auburn Avenue, a Jimmy mieszkał w małym hotelu. Przyszedł nas zobaczyć. Patrzył jak ja pracowałem i spodobały mu się opaski które nosiłem na włosach i ubrania, które nosiłem na scenie... ...Powiedziałem, że potrzebne będzie 150 dolarów, aby odebrać z lombardu jego gitarę i wzmacniacz - dodawał Odell - on dał mi 175, schowałem je do kieszeni i poszedłem po Jimiego. On początkowo nie chciał pojechać z Little Richardem, wolał poczekać na Sama Cooke'a, ale w końcu dał się przekonać i Richard go zatrudnił... Dodam, że zapewne Odell niezbyt dokładnie pamiętał daty tamtych wydarzeń, bowiem, kiedy Little Richard przybył do Atlanty, Sam Cooke nie żył już od czterech dni.
            Asystentem menedżera Richarda był wtedy Henry Nash - Porozmawiałem z kierownikiem trasy i on pozwolił Jimiemu, aby załadował się do autobusu, jako pomocnik George'a. Nigdy nie zapomnę widoku, jak Jimi wnosi swoje rzeczy, a wśród nich gitarę zapakowaną w worek po ziemniakach. Miała tylko pięć strun. Kiedy dotarliśmy do Greenville, poszliśmy wieczorem do klubu i tam on zaczął grać z "The Upsetters". Grał wtedy przez całą noc na gitarze z pięcioma strunami... Steven Roby podaje, że koncert w Greenville w Karolinie Południowej odbył się w czwartek 31 grudnia, a w zespole grali: Wade Jackson (dr), Eddie Fletcher (gb), Frank McCray i Boogie Daniels (ts), Glen Willings (g) oraz Maurice James, czyli Jimi Hendrix (g). Potwierdzał to zresztą sam Jimi - Dołączyłem do nich już po pierwszej części tamtej trasy... ...Hendrix jest zafascynowany Little Richardem - potwierdził Robert Sankowski w Radiu RoxyNa jego wzór robi sobie fryzurę i wąsik, podkreśla, że chce być równie ekspresyjny, jak mistrz… Zanim jednak Jimi zagrał w Greenville, muzycy z zespołu Richarda na jego widok kpiąco się uśmiechali. Zaś na głupią odzywkę sprzętowca, który był świadkiem przesłuchania Hendrixa przez Richarda - 'Ten chłopak nigdy muzykiem nie będzie' podobno sam Richard odpowiedzial: 'Ten chłopak jest lepszy ode mnie'... ...To bardzo wiele - skomentował Agrypa, wspominany już w tej książce wielki fan Hendrixa - Nadmiaru skromności nigdy nie można było panu Richardowi zarzucić... Mimo, że Oscar Wright z grupy "The Upsetters" twierdził – W takich miejscach jak Houston, czy na głębokim Południu, można było znaleźć tuzin równie dobrych, a nawet lepszych. Chociaż trzeba dodać, że grał bardzo głośno i wiedział co to rock... Wiele lat później Richard opowiadał będzie, że od razu rozpoznał w Jimim gwiazdę, najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że widział dobrego muzyka, który za „psi grosz” zechce grać z nim, jedyną gwiazdą swojego programu.
            Oto słowa, jakich o Hendrixie użył Little Richard – Był gwiazdą, od samego początku był gwiazdą! Mówią, że każdy nią jest! Różnica jest taka, że niektóre zostały posłane w stronę nieba i wróciły z powrotem na ziemię! I to jest odpowiedź… Jak to ujął Jerry Hopkins - Pozostali muzycy towarzyszący wtedy Richardowi stanowili tylko tło, wprawdzie kompetentne muzycznie, ale nie mające swojego oblicza....Oczywiste jednak, że po tamtym występie w Greenville, kiedy zrobił duże wrażenie na muzykach, Jimi zostaje do zespołu dołączony i to na długi czas. Nash zorientował się, że nie jest on zwykłym, takim sobie chłopakiem, który gra na gitarze - Moim zdaniem Jimi nie był zbyt precyzyjnym gitarzystą. Nie czytał nut, ale miał coś, co mają nie wszyscy gitarzyści - robił coś czego pożąda publiczność. Miał też dobre ucho... Menedżer trasy Hosea Wilson dodawał - Jimi był bardzo mocny, jako gitarzysta rytmiczny. Już wtedy było widać, że miał piekielny talent. Chociaż, kiedy grał z zespołem, tak faktycznie nie był z nim, cały czas był z boku...
            Tamta trasa Richarda zapowiadała się na bardzo intensywną. Jimi nie tylko potrzebował takich tras, ale on je wręcz kochał, wspominając później – Droga była częścią mnie, nie mógłbym wyobrazić sobie życia bez jazdy autostradą... rytm kołysania wprawdzie usypia, ale sprawia, że ruszam tam, gdzie chcę... jest to monotonne, ale stałe. W dziwny sposób, także bezpieczne. W drodze nigdy nie wiem, gdzie jestem. Ale za mną zostaje przeszłość i jadę przed siebie, w przyszłość... Trzeba przyznać, że ta filozofia "drogi" zaciąży na całym jego życiu. Mimo, że Hendrix był, jak twierdził już pełnoletni, wyglądał na znacznie młodszego, Little Richard postanowił go sprawdzić – Chciał być ze mną, więc Bumps (Blackwell), który znał jego rodzinę w Seattle zadzwonił do pana Hendrixa, aby on wyraził zgodę na jego grę z nami. Al Hendrix powiedział, że Little Richard jest idolem Jimiego Hendrixa, i on zjadłby dziesięć jardów gówna, by tylko do niego dołączyć'...  Tamte chwile wspominał James Brown, który był także na tournee po "flaczkowej trasie" - Little Richard i ja rozmawialiśmy w garderobie, był tam też jego pomagier. Nie zwracałem na niego uwagi, on zaś starał się być jak najbardziej Richardowi pomocny, a kilka lat później został jednym z największych idoli, jacy kiedykolwiek żyli. Nazywaliśmy go wtedy super bratem. Tak, Jimi Hendrix był pomagierem Little Richarda. A niedługo potem awansował na jego gitarzystę...  Little Richard - Patrzył jak pracuję i podobał mu się sposób, w jakim nosiłem te opaski wokół moich włosów i jak dziko się ubierałem... Jimi ma wtedy wiele sympatii i szacunku dla Little Richarda. Obserwuje, jak krzyczy on na scenie, dając z siebie maksimum głosu. Opowie później - Jak ciotka Jemima, gdy po raz pierwszy spróbowałem marihuanę, albo jak biała dama... Richard z kolei opowie Jimiemu, jak uczył krzyczeć tych białych chlopaków z Liverpoolu, których nazywano "Beatlesami". Kiedy w hotelu włączają radio i ich słyszą, Jimiemu przypominają się tamte opowieści, a w jednym z wywiadów, za kilka lat doda - Chciałem swoją gitarą robić to, co Little Richard swoim głosem...



niedziela, 16 sierpnia 2020

Little Richard ciąg dalszy

Little Richard - przystojniak z Południa - jak go z lekką kpiną określano, w 1964 roku nadrabia stracony czas i przede wszystkim stracone, wskutek odejścia od muzyki, pieniądze. A zanim stał się wielką gwiazdą, nazywaną "King of Rock & Rhythm", czyli "Królem Rocka i Rytmu", zanim stał się sławny i bogaty, zmywał przecież talerze na dworcu autobusowym w Macon. Zaś u szczytu kariery, w 1956 roku, kazał się nosić na tronie wszędzie tam, gdzie śpiewał swoje przeboje: "Tutti Frutti", "Lucille", "Long Tall Sally". „Good Golly Miss Molly” i "Slippin’ And Slidin’". Nosił bogato zdobione, wyszywane świecidełkami ubrania, a grając na klawiaturze pomagał sobie stopą. No i obok Chucka Berry’ego i Bo Diddley’a, był jednym z prekursorów rock’n’rolla, który podobał się zarówno czarnej, jak i białej młodzieży. Nie bez pychy twierdził - Moja muzyka przełamywała bariery bariery rasowe, bo grałem dla mieszanej publiczności. Biali siedzieli na górze. Czarni na dole, bo muzycy też byli czarni. Biali skakali z góry i schodzili do nas, integrowali się z resztą publiczności... Entuzjazm był jeszcze większy, gdy Little Richard głosem podobnym do falsetu świętych sióstr wydawał krzyki w swoich wspomnianych wcześniej przebojach rock'n'rollowych. W 1957 roku, gdy koncertował w Australii z Eddiem Cochranem i Genem Vincentem, Rosjanie wystrzelili w kosmos pierwszego satelitę, a wtedy Little Richard powiedział: 'Miałem sen, widziałem w nim straszne rzeczy'... Przestał nosić swoje ekscentryczne stroje i biżuterię, zaś po powrocie do Ameryki zaczął śpiewać w kościołach pieśni gospel, prowadząc zarazem kazania. ...Byłem niepocieszony - opowiadał Solomon Burke -  kiedy usłyszałem w radiu, że Little Richard postanowił zakończyć karierę i wyrzucił wszystkie swoje brylanty do rzeki, szkoda, że nie powiedział, do której, i został kaznodzieją. Być może ta odmiana przyczyniła się do tego, że nadal jest wielki...
            Po rozstaniu z branżą rozrywkową Richard Penniman wstąpił do seminarium Holiness lub Oakwood College w Huntsville, w Alabamie. A potem przez kilka lat - Był poważnym wykonawcą muzyki gospel - jak wspominał Quincy Jones. Teraz ponownie, jak się okaże znów tylko na kilka lat znów wraca do show-biznesu, ale w 1970 ponownie w kościołach i w programach telewizyjnych będzie wygłaszał „Czyny Apostolskie” (w programach „Mike Douglas Show” i „700 Club”), zajmował obnośna sprzedażą „Black Heritage Bible”. R.W. Shambach przedstawiać go będzie jako byłego króla rock’n’rolla, który teraz postawił stopy na skale (rock), a jego nazwisko figuruje na liście (roll). Sam zaś Penniman mówić będzie do wiernych – Bóg prosił mnie, żebym powiedział wam wszystkim, byście odrzucili rock’n’rolla… A tłum będzie krzyczał wyrażając swoją aprobatę. ...'Świętość albo piekło, panie i panowie'... Świadkiem tej odmiany, po raz pierwszy, wraz ze swoim bratem Leonem, był także Jimi Hendrix. I teraz, w grudniu 1964 roku, dzięki Gorgeousowi George Odellowi ma szansę stanąć ze swoim młodzieńczym idolem oko w oko. Wspominał Jimi - Byłem zatem w Kansas City, Missouri, i nie miałem pieniędzy, więc, wiecie, ta grupa zabrała mnie do Atlanty w stanie Georgia, gdzie spotkałem Little Richarda i zacząłem przez pewien czas z nim grać, w sumie grałem z nim około sześć miesięcy, pięć lub sześć miesięcy...
            Za nieobecność na scenie Richard zapłacił olbrzymią cenę. Jako kaznodzieja niewiele osiągnął, jako "King of Rock & Rhythm", czy "King of Rock'n'Roll", jak się kazał nazywać, mógł osiągnąć więcej, znacznie więcej. Więc znowu spróbował, choć w Ameryce sprawy nie wyglądały tak różowo. Wprawdzie nadal podróżował samolotem, ale zespół podążał za nim autobusem, angaże zaś dotyczyły głównie małych klubów i to w „czarnych dzielnicach”, więc było to podążanie "chitlin' circuit", czyli "flaczkową trasą". Little Richard opowiadał - Przemierzałem przez cały kraj, zatrzymując się tylko na jedną noc. Grałem w okropnych dziurach, gdzie były szczury, w zagrodach dla świń. Mój Boże. The Domino Lounge w Atlancie, Soul City w Dallas. Byłem wtedy wszędzie...


sobota, 15 sierpnia 2020

Powrót Little Richarda.


            Gwiazdą "flaczkowej trasy", która późną jesienią 1964 roku dociera do Atlanty jest człowiek utożsamiany z rock'n'rollem, Bobby Womack wręcz twierdził - Kiedy mówisz Little Richard, myślisz rock'n'roll... Przypomnę, nie był jedyny, w poprzednim rozdziale przytoczyłem na jego temat słowa Jerry'ego Lee Lewisa. I faktycznie Little Richard będąc do 1957 roku, kiedy wycofał się z show-biznesu, był mistrzem czarnej odmiany rock’n’rolla, teraz zaś łączy go z funkiem, R&B, gospel, a także z nowoorleańskim jazzem. Wszystko po to, by wracając na scenę, odzyskać dawną popularność. Bowiem latem 1964 roku dla firmy Vee Jay nagrał pierwszy od pięciu lat album “Little Richard Is Back”. Zaczynał się on od jego krótkiego monologu, w którym opowiadał jak przyjmowano go w Anglii i Europie, a potem dołączał nową wersję “Whole Lotta Shakin’ Goin' On” (ten singiel promował album).  Niestety tej interpretacji brakowało tego, co z tą piosenką czarnoskórego Dave'a "Curlee" Williamsa, jak napisał Ricky Bragg - Cuchnącą rynsztokiem, a jednak niepopadajacą w skrajną wulgarność pijacką przyśpiewką oddającą klimat ludzkiego upodlenia lepiej od standardów bluesa i hillbilly - zrobił, choćby w telewizyjnym programie Steve'a Allena dwudziestego ósmego lipca 1957 roku, "biały" Jerry Lee Lewis. Z pewnością tej wersji z 1964 roku "czarnego" Little Richarda, brakowało autentyczności i prawdziwego entuzjazmu, tak charakterystycznego dla wczesnych lat rock'n'rolla. Porażką dla Richarda był także następny jego singiel, wydany w październiku, ze starą piosenką Fatsa Domino “Blueberry Hill” - oba sprzedawano nad wyraz słabo. Na listach przepadła także “Dance What You Wanna”. Producent Art Rupe wspominał - Miałem nadzieję na wielkie przeboje, ale sam nie był teraz zdecydowany, co ma nagrywać... Zatem na grudzień tego samego roku zaplanowano następny album Richarda, no i wielką, trwającą parę miesięcy trasę po całych Stanach.
            Kiedy Little Richard dociera do Atlanty promuje zatem tamte single, jak też nagrany pierwszego maja w Hollywood utwór “Bama Lama Bama Loo”. Tłumaczył potem - Ta piosenka przepadła na listach, co mnie zupełnie zdołowało, wręcz zabiło. No więc zebrałem zespół i ruszyłem w trasę... Dlaczego te nowe jego nagrania nie spodobały się odbiorcom? Wytłumaczenie było proste, gdyż bardziej przypominały, jak zauważył Keith Shadwick - to co robił obecnie Ike Turner, w niczym zaś nie nawiązywały do coraz popularniejszego nowego brzmienia, jakie proponowały brytyjskie zespoły, dokonujące muzycznej inwazji na Amerykę... Prawda, w niczym, lub w bardzo niewielkim stopniu przypominały wielkie przeboje człowieka, który, cytując Ricky'ego Bragga - Używał więcej mascary, niż Kleopatra i który śpiewał z niewiarygodnym patosem, jakby za chwilę miał umrzeć...
            Little Richard chcąc teraz w Ameryce walczyć z "Brytyjską Inwazją" musiał coś zmienić, dostosowując się do tendencji w amerykańskim show-biznesie, modnych dzięki dawniej go supportującemu Jamesowi Brownowi, poszedł więc w stronę uatrakcyjnienia widowiska - zaangażował sześcioosobowy zespół „The Crown Jewels” oraz trzech ochroniarzy, ubranych w tradycyjne mundury straży z pałacu Buckingham (czerwone tuniki oraz wysokie, czarne, futrzane brytyjskie nakrycia głowy nazwane 'niedźwiedź') tworzących „His Royal Company”, a także kilku tancerzy, chórki i komików. W sumie w ekipę liczącą siedemnaście osób zainwestował szesnaście tysięcy dolarów. Zapowiadając kolejne etapy tournee rozgłośnie na Południu USA, niemal bez przerwy nadają jego stare nagrania, on zaś, na scenie ubrany w posrebrzany strój z niesamowitą fryzurą Pompadour, przeplata swą ekstrawagancką paplaninę wśród histerycznych ruchów aluzjami religijnymi (Skrajności ludzkie są celowym działaniem Boga...). I od kiedy w 1962 roku pojawił się z niebytu, koncertuje niemal bez przerwy, choć na początku jedyne poważne oferty koncertowe nadeszły z Wielkiej Brytanii i Europy, gdzie wciąż traktowano go jako coś w rodzaju półboga. W Anglii odbył trasy koncertowe z zespołem „Gerry & The Pacemakers”, a supportowali je „Beatlesi” i „Stonesi”. ...Beatlesi byli ze mną, otwierając mój show - chwalił się Little Richard - Nie przypuszczałem, że oni mogą zostać tak sławni... Muzycy "The Beatles" byli, wcale tego nie ukrywając, wielkimi jego fanami, podobnie jak Mick Jagger, frontman ich konkurentów, grupy "The Rolling Stones", która z nim występowała w Brytanii w 1963 roku. Jagger zresztą nigdy nie ukrywał - Dużo się od niego nauczyłem. Przyglądałem mu się każdego wieczoru, próbując zrozumieć, jak radzi sobie z publiką. Potrafił nią doskonale manipulować, był w tym prawdziwym mistrzem świata. Doskonale rozumiał potrzeby odbiorców - wiedział, jak do nich dotrzeć...