środa, 14 lutego 2024

           W ten sam weekend, kolejna grupa muzyków podziwia występ Hendrixa. Wraz z "Paul Butterfield Blues Band", w tym samym miejscu w Café Au Go Go, gra też zespół "The Blues Project". Organista i pianista Al Kooper wspominał - Wtedy mocno rywalizowaliśmy z "Paul Butterfield Blues Band". Graliśmy przez trzy wieczory naprzeciw ich i to było jedyny raz. Była to bardzo napięta sytuacja. Ale było to również niezwykłe, kiedy oni źle zagrali, my graliśmy tak samo źle. Jeśli oni dowalali, my też. To była prawdziwa rywalizacja...

            W niedzielne wieczory w Café Au Go Go od 16-tej odbywają się jamy Blue Bag, w których biorą udział m.in.: Paul Butterfield, Elvis Bishop oraz Michael Bloomfield. Przychodzi tu też Hendrix, aby ich granie obserwować, no i czasem dołącza do muzyków na scenie. Wśród widzów koncertów Jimiego z Hammondem bywa tu wiele znanych osobistości, także muzycy z Wielkiej Brytanii. W ostatnim secie, wykonując utwór Bo Diddley'a “I’m A Man”, w trakcie swojej solówki Jimi klęka, podnosi gitarę do ust, gra językiem, a potem szarpie struny zębami, podnosi ją do góry i uderza o wiszący nisko sufit, a wszystko to zmieniając akordy, zniekształcone przez "feedback" i brzmiące bardzo głośno. Publiczność głośno reaguje, nieco przerażona brutalnością gitarzysty. Oszołomieni są także brytyjscy goście, choć blues i jego odmiany wiejska i miejska zainspirowały ich własną twórczość, jednak do tej pory nigdy nie widzieli nikogo, kto by to, co znali, przekuł we własny, całkowicie indywidualny styl, do tego grał widowiskowo i to w taki sposób. Podobnie jak Dylan, Hendrix potrafił dokonać syntezy wszystkiego, co znał, w coś zupełnie rewolucyjnego. Na koncercie nic go nie hamuje. Niektórzy wręcz uważają, że to co widzą i słyszą u Jimiego, to jego chęć zaimponowania Hammondowi. On zaś wspominał, że razem odnieśli wielki sukces  - Wstrząsaliśmy tym miejscem przez około dwa tygodnie. Wszyscy przychodzili nas tam oglądać. Uczestniczyliśmy także w jamach...

wtorek, 13 lutego 2024

                W 1966 roku, po szeregu koncertów na Zachodnim Wybrzeżu wiosną i na początku lata "The Butterfield Blues Band", ma kontrakt na trzy występy w Café Au Go Go. Bloomfield obserwował Hendrixa w Café Au Go Go. Jak opowiadał w książce Jerry'ego Hopkinsa “The Jimi Hendrix Experience” – Każdy dźwięk jaki osiągał w tym pomieszczeniu wydobywał się z jego Stratocastera, wzmacniacza Twin i fuzz-boxa Maestro. To było wszystko, tyle że na maksymalnej głośności. Jak to robił, chciałbym zrozumieć. To było, jakby siekierą walnął mnie w twarz i przez następny rok nie miałem ochoty wziąć gitary w swoje ręce... Reakcja Bloomfielda okaże się typowa także w Swingującym Londynie, dokąd wkrótce Jimi dotrze. A to dalsza opowieść Mike'a Bloomfielda - Osiągał to głównie przez największą głośność, ale jakim sposobem – sam chciałbym wiedzieć. Rąbnął mnie po prostu w łeb tym toporem i przez rok nie chciałem patrzeć na gitarę po tym jego występie. Byłem oszołomiony. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem.  Nie wiedziałem nawet, skąd się wywodzi w sensie muzycznym, bo nie grał żadnego ze swych utworów. Grał rzeczy takie jak „Like A Rolling Stone”, ale w najbardziej niesamowity sposób. Tego dnia Jimi walił we mnie czymś, co było brzmieniem raczej, niż muzyką. Ale zorientowałem się, usłyszawszy go dwa, albo trzy razy, że tkwił w najczystszej grze melodycznej i liryce równie głęboko, jak w dźwiękach. W istocie zespolił te elementy w doskonałą całość człowieku’ spytałem ‘gdzie się podziewałeś?’ A on odparł: ‘Pitoliłem w kółko R&B, aż mi z nudów gówno w dupie zaschło. Nie słyszałem żadnego gitarzysty, który by robił coś nowego i z nudów zacząłem szału’. Powiedziałem więc mu, że wie, iż można z gitarą robić więcej niż ktokolwiek, kogo zdarzyło mu się słyszeć. Była wtedy taka moda, prawie kult – gitarzyści fascynowali się osobliwymi dźwiękami wydobywanymi dłonią, nie zaś przy pomocy urządzeń. Robbie Robertson to umiał, Roy Buchanan, z Zachodniego Wybrzeża – Jerry McGee. A w Chicago ja i Harvey Mandel. Hendrix był na tej samej drodze. Wyjąwszy tylko to, że w przypadku Hendrixa – za każdym razem, gdy przypatrywałem się jak gra – nie mogłem dojść, co robi. Gapiłem się i gapiłem, nie pojmując pozycji jego dłoni. Jego kciuk był tak wielki, dłonie tak przerośnięte… nic nie wyglądało normalnie. Nawet wtedy, gdy grał piosenki takie, jak „Like A Rolling Stone”, do których znałem akordy, nie potrafiłem powiązać tego, co robił z dłońmi, z tym, co słyszałem. I nie było wielkiego gitarzysty w rock’n’rollu, o którym Jimi by nie wiedział. Mogłem go pytać o płyty, co do których wiedziałem, że mają faktycznie ciekawe kawałki, gdzie wykonawca wyprzedza czas, albo gra funky na płycie, niespecjalnie „funky”. Na przykład Jimi wiedział wszystko o bardzo wczesnej płycie "The Righteous Brothers", na której gitarzysta grał bardzo zaawansowanego na owe czasy rock’n’rolla. Jest także inna płyta „You Better Watch Yourself” Roberta Parkera, tego, co zrobił „Barefootin’”, która ma rzeczywiście gorącego gitarzystę, o stylu bardziej przypominającym Hendrixa, niż któregokolwiek z muzyków studyjnych. Jimi powiedział, że to nie on tam grał, ale że zna faceta – kogoś o nazwisku Big Tom Collins. Znał każdego wystrzałowego gitarzystę, który nagrywał!... Mike Bloomfield zapamiętał, że Jimi był wtedy - Zdecydowanie największym R&B ekspertem, jakiego kiedykolwiek słyszałem, jego styl grania opracowany został na wzorcach takich ludzi, jak Bobby Womack, Curtis Mayfield, Eric Gale i inni. Mam wrażenie, że nie było żadnego sposobu gitarowego grania, którego by nie słyszał lub studiował, w tym gitary stalowej, hawajskiej i Dobro...

poniedziałek, 12 lutego 2024

        Słuchy o nowym ekscytującym gitarzyście w Village rozchodzą się błyskawicznie. Razem z muzyką folk, w 1966 roku duchowe odrodzenie przeżywa blues, dzięki, jak na ironię, sukcesowi brytyjskich grup „The Animals” i „The Rolling Stones”. W USA sforze młodych fanatyków bluesa przewodzi wspomniany wcześniej legendarny amerykański gitarzysta Mike Bloomfield, który wchodzi któregoś dnia do Cafe Wha? Potem tak wspominał to spotkanie z Jimim – Byłem wystrzałowym gitarzystą. To znaczy, myślałem, że jestem. Nigdy nie słyszałem o Hendrixie. Potem ktoś powiedział: ‘Musisz zobaczyć tego gościa, co gra z Johnem Hammondem’. Przeszedłem przez ulicę i zobaczyłem go. Hendrix wiedział kim jestem i tego dnia, na moich oczach, spalił mnie na śmierć. Nawet nie wyciągnąłem gitary. Spadały bomby wodorowe, leciały rakiety, szły fale przyboju... Nikt, tak jak Bloomfield, nie umiał właściwie ocenić tego nowatorskiego i skądinąd szalonego stylu gry Hendrixa na gitarze - tylko Jimi używał sprzężenia, głośności i zniekształceń w umiejętnie kontrolowany sposób. Bo też Bloomfield już wtedy, w 1966 roku, należy do grona najlepszych w historii gitarzystów - w ogłoszonym w 2002 roku rankingu magazynu Rolling Stone, zajmie miejsce dwudzieste drugie wśród Stu Najlepszych Gitarzystów Wszech Czasów. Wtedy zaś, kiedy miał za sobą współpracę z Bobem Dylanem, z którym rok wcześniej (w 1965) nagrał album “Highway 61 Revisited”, z wiele razy przywoływaną tu piosenką „Like A Rolling Stone”, jego gwiazda zaczęła coraz mocniej świecić.

            Do zasług Bloomfielda zaliczyć trzeba także jego pracę z "Electric Flag", grupą, którą kierował Buddy Miles, jeden z dwóch perkusistów, którzy pracowali z Hendrixem oraz działalność z Alem Kooperem (“Super Session”), Janis Joplin, Johnem Cale'em i Dr. Johnem. Niestety karierę Bloomfielda przerwało uzależnienie od narkotyków, po przedawkowaniu heroiny umarł jak bohater piosenki Lou Reeda “Street Hassle”, jego ciało znaleziono w samochodzie, dopiero piętnastego lutego 1981 roku, kilka dni po śmierci.

niedziela, 11 lutego 2024

 

            Na inaugurację "The Screaming Nighthawks" otwiera występy najpopularniejszej w okolicy grupy "The Seventh Sons", w której gra Buzzy Linhart. ...Złapałem okazję w zespole Johna Hammonda Jr., w Cafe Au Go Go - pamiętał Hendrix - Tam było świetnie, bo sufit jest bardzo nisko i aż lepi się od brudu. Mogłem dosłownie przykleić do niego gitarę. Było jak na wojnie. Jakby ktoś rzucał bomby dymne!... Tego wieczoru pierwszy set występu Hammonda i Hendrixa obejmuje kilka tematów z albumu “So Many Roads”. Jimi gra rozluźniony, bardziej, niż to było w Café Wha? John Hammond Junior, choć sam potrafi całkiem nieźle zagrać na gitarze, docenia umiejętności Hendrixa, wiele razy oddając mu pole, tylko śpiewa lub gra na ustnej harmonijce. ...W tydzień po naszej inauguracji, nie grałem nawet na gitarze, grałem tylko na harmonijce i śpiewałem. On grał na gitarze - uzupełniał Junior - Dodatkowym gitarzystą był Randy Wolfe, który później nazywał się Randy California. Poznałem wtedy Jimiego dość dobrze. Byliśmy tam jednak nie dłużej niż dwa, czy trzy tygodnie. Ale to była prawdziwa sensacja. Ja już wcześniej byłem znany w tej okolicy, lecz Jimi Hendrix, nie można było tego nie zauważyć, był niesamowity. Wówczas nazywał się Jimmy James, a jego mały zespół "Blue Flames"... ...Kiedy akompaniowaliśmy Johnowi Hammondowi, biegaliśmy między Café Wha? i Café Au Go Go - opowiadał Randy California - Graliśmy jego dwa sety oraz pięć naszych. To były bardzo męczące noce... Jimi wspominał później tamte wydarzenia – Hammond grał i śpiewał z tak wielkim uczuciem. Kiedy go poznałem, okazało się, że nie tylko jest przystojny, ale też ma ręce, palce i duszę, aby grać bluesa. Jest jednym z najmilszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałem. John jest dżentelmenem i tak też mnie traktował... John Hammond uzupełniał – Jimi zachwycił mnie, poza sceną był słodkim i w zasadzie bardzo skromnym facetem, który w muzyce osiągał radość. Uważam, że był w swoim rodzaju jedyny...

sobota, 10 lutego 2024

          ...Spytałem zatem, jak mógłbym mu pomóc - wspominał dalej, tamto spotkanie z Hendrixem John Hammond Jr. - On odparł: 'Załatw mi występ. Chcę stąd odejść'... Przedstawia mu więc swoją propozycję, która brzmi - połączmy nasze wysiłki grając razem, w jednych miejscach pod jedną nazwą z repertuarem akustycznym, w innych pod drugą, elektrycznie. Postanawia też wykorzystać swoje kontakty w Village, a Hendrix od razu na to przystaje. Owszem, mógł raz jeszcze być tłem, grając na gitarze pod głos i harmonijkę Johna, ale jak on sam wspominał po latach – Nie było sposobu, żeby został moim gitarzystą. Był gwiazdą dla siebie…

            ...Kiedy więc wygasł mój kontrakt w Gaslight - opowiadał dalej John Hammond Junior – Jimi i ja połączyliśmy swe siły, pracując z jego niewielkim zespołem. Grałem tylko na harmonijce ustnej i śpiewałem, bo ci faceci byli gitarzystami elektrycznymi wagi ciężkiej. Jimi miał jeden numer solowy, utwór Bo Diddley’a, chyba „I’m A Man” i robił to rzeczywiście dobrze… Zespół nazwany przez Hammonda "The Screaming Nighthawks", po krótkim okresie prób, rozpoczyna występy w najmodniejszym klubie w Greenwich Village, niezwykłym także z powodu akustyki, zresztą nagrano w nim wiele koncertowych płyt. Café Au Go Go, znajduje się blisko ekskluzywnego Café Figaro na Bleecker Street, tuż za MacDougal Street i tak jak Café Wha? w piwnicy, ale jest o niebo lepszym miejscem, można tu także w tym było grać rock'n'rolla, a poza tym mogło się tu zmieścić około czterystu osób.  

            Café Au Go Go przy Bleecker Street 152 w 1964 roku założył wspominany już w tej książce Howard Solomon. Długie, elegancko i ze smakiem urządzone pomieszczenie, dysponuje oświetleniem sceny, jakiego nie mają nawet niektóre teatry na Broadway'u. Seksownie ubrane kelnerki i dobra kuchnia są niezaprzeczalnym atutem, ponadto Café Au Go Go oferuje to, czego w dziedzinie klasy brakuje Cafe Wha?, przyciągając słuchaczy ze śmietanki towarzyskiej, w tym wiele gwiazd popu i kina. Miejsce to zaś rozsławił komik Lenny Bruce, który tak tam "dawał czadu", że po dwóch dniach występów aresztowano go pod zarzutem nieprzyzwoitości. W późniejszej historii klubu zapisze się także wspólny jam-session Hendrixa, z Paulem Butterfieldem i Jamesem Cottonem w lipcu 1967 roku.

piątek, 9 lutego 2024

           Nic dziwnego, że Hammond od razu orientuje się, że Jimmy James, bo tak się ten facet przedstawi, jest dla niego idealnym gitarzystą solowym. Zatem po skończeniu przez niego seta wchodzi na scenę i z nim rozmawia. Jak się okazuje, zna nie tylko ten jego album, z którego wykonuje kilka utworów, ale też wie wiele więcej. Zagrał teraz kilka utworów, żeby oddać mu hołd. Junior wspominał dalej - Wiedział kim jestem. Był inteligentnym chłopakiem i na swój sposób wyrafinowanym. Wiedział, co lubi i czego chce - myślę, że wiedział, iż inni o tym też wiedzą. Zachwyciła mnie jego intensywność oraz fakt, że miał taką postawę, nie był w końcu młodym chłopakiem, który o niczym nie ma pojęcia, lecz przyszedł z bardzo wyrafinowanej sceny. Na swoim albumie grałem tematy Watersa i Wolfa, a on przyznał, że poznał je właśnie stąd. Jestem pewien, że coraz bardziej je poznawał, bo sam powiedział: 'Och, to zaczerpnąłem od Muddy'ego Watersa, a to od Howlin' Wolfa', co mogłem jeszcze zrozumieć. Ale najbardziej, jak przyznał, zainspirowała go gra na gitarze Robbiego Robertsona... Zapewne Hammond dumny był z tych słów Hendrixa, choć nie były one, czego wtedy jeszcze nie wiedział, prawdziwe, gdyż ten poznany dopiero co gitarzysta od lat znał utwory Watersa z oryginalnych płyt. Jimi zresztą przyznał to później Valowi Wilmerowi – Lubiłem Muddy'ego, kiedy miał w składzie tylko dwie gitary, harmonijkę  i bęben basowy. Kawałki takie jak “Rollin’ And Tumblin’”, który szczególnie lubiłem, miały prawdziwie prymitywne brzmienie...

            Grający bluesa z akompaniamentem instrumentów akustycznych, John Hammond doskonale pasował do atmosfery klubu Gaslight, w którym w tym czasie dominowała muzyka akustyczna - folk oraz tradycyjny blues. Jednak coraz chętniej zaczął używać elektrycznej gitary, wykonując takie utwory, jak choćby Jimmy'ego Reeda "Bright Lights Big City", utwór, który znalazł się także w repertuarze Hendrixa. Uważał więc, że jego elektryczna gitara może stać się dla niego ciekawym dodatkiem. Poza tym, do momentu, gdy poznał Jimiego, Juniorowi wydawało się, że zna dogłębnie bluesa, poważnie go przecież studiował, a biorąc pod uwagę wiedzę w tym zakresie swego ojca, można powiedzieć, że był drugim już w rodzinie Hammondów pokoleniem bluesowym. Jednak poznany wtedy Hendrix bije go na głowę, umiejętnościami technicznymi, znajomością bluesa i przede wszystkim jego wyczuciem. ...To był wielki, naprawdę wielki bluesman - potwierdzi to inna znakomitość tej muzyki John Lee Hooker, nagrywając za kilkadziesiąt lat utwór Hendrixa "Red House".

czwartek, 8 lutego 2024

 

 Rozdział 16 (sierpień - wrzesień 1966) - John Hammond, Mike Bloomfield, Jeanette Jacobs

            ...Village było wspaniałe. Zacząłem grać z Johnem Hammondem Jr., w Cafe Au Go-Go. Grał tam Bob Dylan. Piliśmy piwo i bawiliśmy się...

            W sierpniu (lub na początku września) 1966 roku do Nowego Jorku po tournee po Europie, Bliskim i Dalekim Wschodzie oraz Japonii wraca John Hammond Junior. ...Znany na MacDougal Street jako „Jeep” - opowiadał Bob Dylan - był gitarzystą bluesowym i wokalistą, z czasem został cenionym muzykiem, pracującym na własny rachunek…

            John Hammond Jr., jest synem sławnego producenta i odkrywcy wielu gwiazd jazzu, bluesa i folku (Bessie Smith, Benny'ego Goodmana, Counta Basiego, wspominanego już w tej książce - gitarzysty Charliego Christiana, Billie Holiday, Boba Dylana, Arethy Franklin, później także Bruce'a Springsteena) oraz A&R manem, czyli szefem artystyczno repertuarowym firmy Columbia Records.

            Swoją markę John Hammond Junior zbudował jako oryginalny harmonijkarz, gitarzysta i śpiewak, ale choć jest biały z wielką sumiennością wykonuje tradycyjnego bluesa, tym samym jest amerykańskim odpowiednikiem brytyjskich mistrzów: Alexisa Kornera i Johna Mayalla. W 1963 roku, po nagraniu pierwszego bluesowego albumu Junior wyjechał do Kanady, skąd przywiózł ze sobą zespół "The Hawks". Zanim mu tę grupę "podebrał" Bob Dylan i zmieniła nazwę na "The Band", wspólnie z kanadyjskimi muzykami - Robbiem Robertsonem, Ericem "Garth" Hudsonem i Levonem Helmem. W 1965 roku Hammond Junior nagrał bardzo ceniony album “So Many Roads”, na którym sięgnął nie tylko po repertuar bluesowy lat dwudziestych, czy trzydziestych, ale także po utwory Muddy'ego Watersa i Howlin' Wolfa. Od ubiegłorocznej jesieni ma zakontraktowanych kilka występów w klubie Gaslight, w którym Dylan po raz pierwszy wykonał swoją pieśń “Masters Of War”. ...Był wtedy bardzo ciepły wieczór, więc pomiędzy występami wyszedłem schodami do góry, na ulicę. Mój przyjaciel, który grał w Playhouse Theater, nad Cafe Wha? na McDougal Street, powiedział mi: 'John, tam na dole gra zespół, którego powinieneś posłuchać. Jest tam facet, który gra kawałki z twojego starego albumu i brzmi lepiej niż ty'. No więc postanowiłem tam pójść... Hammond idzie do Cafe Wha? następnego wieczoru - On był przystojnym czarnym chłopakiem, grającym z ludźmi, którzy z trudem potrafili utrzymać rytm. Grał na Fenderze Stratocasterze do góry nogami (odwrotnie - przyp. aut.) i lewą ręką - to było coś, co zaskakiwało. Nie mogłem wprost uwierzyć - grał zębami, używał technik, jakie widziałem w dzikie noce w południowym Chicago. Ale jak to robił! Poza tym fantastycznie grał bluesa... John Hammond słyszy wtedy również, że ten gitarzysta rzeczywiście wykonuje utwory z jego płyty “So Many Roads” – grając partie gitarowe lepiej, niż Robbie Robertson... Niestety nie wszystko John Hammond Junior dobrze zapamiętał, gdyż kilka lat później dodawał - Kiedy pierwszy raz spotkałem Jimiego, był on bardzo biedny. Ukradziono mu nawet gitarę. Myślę, że było to w październiku 1966, kiedy grałem w klubie Gaslight. Dokładnie naprzeciw była Café Wha? Grał tam Jimi, ja wszedłem któregoś wieczoru. Grał kilka piosenek z mojego albumu. Niesamowicie wyglądał i kiedy mnie zobaczył wyglądał na zadowolonego...