niedziela, 4 października 2020

Koncerty Jimiego z Kingiem Curtisem

             Trasa po klubach na Zachodnim Wybrzeżu i na Środkowym Zachodzie z grupą "King Curtis & The Kingpins" (lub "All Stars" - jak podają niektóre źródła) rozpoczyna się w lutym, albo pod koniec stycznia 1966 roku. Wspominał Cornell Dupree – Na trasę wybrano przede wszystkim małe miasteczka i kampusy w stanie Nowy Jork, a także w Wirginii i Kentucky. Graliśmy przez weekendy, ale Jimi zabierał ze sobą dwie koszule, tubkę pasty i szczoteczkę do zębów. To wszystko. Podróżował bez bagażu... Chuck Rainey dodawał – W tym czasie byliśmy zespołem, który wiele podróżował. Graliśmy na Wschodnim Wybrzeżu po sześć klubowych koncertów. Repertuar obejmował muzykę big bandową, R&B, jazz i pop. Typowy set trwał godzinę, kiedy graliśmy wszyscy, zaś w połowie Curtis zapowiadał specjalnego gościa. Byli to śpiewający wokaliści i wokalistki, tancerze, naśladowcy Jamesa Browna. Kiedy dołączył Jimi, Curtis pozwalał mu wychodzić na front i robić te wszystkie sztuczki z graniem za plecami i językiem. Jimi często wykonywał tematy Elmore'a Jamesa. Już wtedy bardzo mi przypominał młodego Jamesa, grając te same riffy i w jego stylu... Cornell Dupree uzupełniał – Był pod wpływem takich samych ludzi jak ja - na przykład Alberta Kinga. Ale on kochał też starych mistrzów Muddy'ego Watersa i Lightnin' Hopkinsa. Więc graliśmy sporo bluesa, a on to uwielbiał. Był zresztą samoukiem, jak ja...

            Pierwszy występ grupy Kinga Curtisa rozpoczyna się wówczas między wpół do dziesiątej, a dziesiątą wieczorem, całość kończy się około drugiej w nocy. Grają w znacznie lepszych miejscach, niż na "flaczkowej trasie", bo w Houston, Dallas i Fort Worth w Teksasie. Przed wyruszeniem na trasę Jimi musi oczywiście nauczyć się repertuaru, jak wspominał Bernard "Pretty" Purdie - W kilka dni poznał już wszystko, więc nie było z nim problemów, zrobił  to bardzo łatwo... Problemy były jedynie na pierwszym koncercie w Smalls’ Paradise, stałym miejscu występów Kinga Curtisa. Perkusista Ray Lucas doskonale pamiętał ten wieczór - W wielu utworach basista musiał mu szepnąć jakie ma grać akordy... Drugi perkusista Bernard Purdie dodawał – Nigdy w życiu widziałem nikogo, kto by tak szybko nauczył się utworów, jak Jimi. W ciągu kilku dni wiedział wszystko, więc nie było już żadnego problemu...  ...Szybko opanowałem to, czego oczekiwał ode mnie King i wykonywałem kawał dobrej roboty - opowiadał Hendrix - Cornell Dupree, bardzo czysto grający gitarzysta prowadzący, Bernard "Pretty" Purdie i Ray Lucas byli alternatywnymi perkusistami, Chuck Rainey grał na basie, to wielki basista. Byli najbardziej stylowymi muzykami, z jakimi pracowałem w swoim życiu. Zrobiłem z nimi też trochę nagrań...

            Wpływ Hendrixa na zespół był także spory, wspominał Chuck Rainey – Jimi dołączył do "King Curtis All Stars", w którym w tym czasie graliśmy Cornell Dupree, Ray Lucas, George Stubbs i ja.  Przez sześć miesięcy dostałem dodatkowego impulsu, do zmiany stylu gry... Uzupełniając te słowa Chucka Rainey'a, dodam, że oprócz wymienionych muzyków, w zespole "The Kingpins" (lub "All Stars") grają wówczas także: Melvin Lastie (tp) i Willie Bridges (bars), no i oczywiście lider, czyli King Curtis na saksofonie tenorowym. Curtis wynajął Hendrixa, opowiadał dalej Cornell Dupree - Bo jego dzikie granie na gitarze mogło unowocześnić brzmienie jego zespołu. Nie mógł dodać pianina, więc sądził, że dwie gitary rozwiążą problem...

            Trzeba tu dodać, iż po raz pierwszy to rozwiązanie z dwoma gitarzystami Curtis stosuje w grudniu 1965, dołącza Jimmy Spruill, ale rezygnuje z niego i namówiony przez Cornella Dupree angażuje Hendrixa. Cornell Dupree pamiętał także, że - W tym czasie Jimi grał podobnie jak Albert King, ale jednak inaczej. Nie grał jeszcze "acid-rocka", było to jeszcze dość bliskie muzyce R&B, ale mocniejsze. Myślę, że bardziej funky... Wówczas to inspirowało również Chucka Rainey'a, który wspominał - Ciągle starałem się grać takie linie jakie tworzył Hendrix...

            Po koncertach w jednym miejscu, a zdarzało się to nawet dość często, muzycy nudzili się, jak wspominał Cornell Dupree, czasem grywaliśmy w koszykówkę, ale – Jimi nie był tak dobry jak ja...

            W lutym 1966 roku King Curtis z zespołem występuje w Oklahomie, Luizjanie i Kalifornii, w niedzielę dwudziestego siódmego ekipa dociera do Pittsfield w Massachusetts, gdzie gra w Pittsfield Boys' Club, obok "The Crystals" i "The McCoys" (popularnego dzięki przebojowi "Hang On Sloopy"), a pod koniec kwietnia powraca do Nowego Jorku, aby w czwartek dwudziestego ósmego, w studiu Atlantic nagrać kilka następnych utworów. To następna sesja Hendrixa z Kingiem Curtisem, a także z Ray’em Sharpe (voc), Cornellem Dupree (g), Chuckiem Rainey’em (gb), bez Lastiego i Bridgesa, a zamiast Lucasa, który uczestniczył w występach na żywo, z Bernardem Purdie na perkusji. Jej efektem są trzy utwory: „Linda Lu” (66C-10190), „Baby How About You”(66C-10192) oraz „I Can’t Take It” (66C-10191). Niestety, taśma z tymi niewydanymi wówczas nagraniami przepadnie w 1978 roku, w czasie pożaru magazynu firmy Atco/Atlantic. ...Być może zostały one opracowane ("zmasterowane" - przyp. aut.) dla przyszłych wydań i zostały przeniesione gdzie indziej - zanotował Steven Roby, mający zapewne nadzieję, że kiedyś je pozna. Opiera to na przypuszczeniach związanych z innymi twórcami i producentami, jak choćby z duetem kompozytorsko-autorsko-producenckim Jerry Leiber - Mike Stoller, którzy przechowywali wiele wersji nagrań w swoich domowych pieleszach. Może pozostały w drugim magazynie firmy Atlantic, do której dostęp mają tylko nieliczne osoby, w takim przypadku trzeba dokonać bardzo dokładnej kwerendy. Jest jeszcze inna szansa, nagrania, tak jak to było na przykład w przypadku Guitar Slima, przetrwały, gdyż przed pożarem wysłano je do Japonii.

 

 

sobota, 3 października 2020

Jimi i King Curtis

         King Curtis i Jimi Hendrix spotykają się późną jesienią 1965 roku. Mający doskonale w pamięci doświadczenie z gitarzystą Butlerem, Curtis chętnie zatrudnia Hendrix’a, który swą grą na gitarze nie tylko wzmacnia brzmienie zespołu „Kingpins”, ale też doskonale pasuje do panującej wtedy mody na spacery muzyków po widowni, wśród publiczności. Ma to niewątpliwie wpływ na dużo większe poczucie emocjonalnej więzi między solistą i widzami, mieszając zapach potu i hałas instrumentów z tańcem i ekstazą. „Bar Walkers”, jak nazywano w tamtym czasie, chodzących po widowni głównie saksofonistów, podczas kiedy ich instrumenty wydawały ogniste dźwięki, wywarli ogromny wpływ na Kinga Curtisa, a także na Jimiego Hendrixa.

            King Curtis zginął trzynastego sierpnia 1971 roku, na schodach do swego apartamentu w Upper West Side w Nowym Jorku, po bójce z dwoma narkomanami. Został pochowany w Pinelawn Memorial Park, niedaleko grobów Williama "Count" Basiego i Johna Coltrane'a.  Sławny producent płytowy Jerry Wexler podkreślił wtedy - Co Basie zrobił dla jazzu, King zrobił dla R&B. W jego zespole grali genialni muzycy, w tym "The Memphis Horns", sekcja rytmiczna - Billy Preston na organach, Cornell Dupree na gitarze, Jerry Jemmott na basie, Bernard "Pretty" Purdie na perkusji i Pancho Morales na kongach... Jak widać - King Curtis to kolejna dramatyczna postać w historii muzyki rozrywkowej, z którą w Nowym Jorku zetknął się Jimi Hendrix.

            Wszyscy muzycy w Big Apple znali Kinga Curtisa, praca z nim przynosiła bowiem nie tylko zaszczyt, ale także stwarzała szansę na ewentualne zauważenie przez wydawców, czy producentów. Jimi o tym wie, a przecież teraz, to on jest zupełnie jeszcze nieznany, do tego - jest czarny. Przytoczony przez Sharon Lawrence jeden z białych producentów płytowych wspominał - Pamiętam, że widziałem grającego Hendrixa kilka razy w 1966 roku. Nie poleciłem go swojej wytwórni, choć poznałem, że ma potencjał, jako muzyk. Mimo to, nigdy nie wyobrażałem sobie jego jako gwiazdę, ani też nie myślałem, że potrafi napisać wielkie utwory. Dla mnie był takim, jednym z wielu murzyńskich muzyków, który szeroko się uśmiecha. Nie jestem rasistą, to samo odczuwałem po nagraniu wielu białych dzieciaków, które podpisały kontrakt. Dla mnie miało znaczenie tylko to, czy będzie to przebojem, czy też nie. Gdyby Hendrix zagrał jakąś gorącą melodię, mogę założyć, że miałby szansę. Dostałby dość pieniędzy, ale i tak musiałby ją nagrać potem jakiś biały artysta, aby można było to wtedy wypromować...

            Jak sugerują niektórzy historycy, Hendrix mógł dokonać pierwszych nagrań z Kingiem Curtisem już czwartego grudnia 1965 roku w studiu Atlantic. W składzie "The Kingpins" wtedy wprawdzie go nie ma, ale przecież obaj już się znali. Dodatkowym zaś argumentem jest fakt, że w zespole Curtisa grał na gitarze Cornell Dupree, który z kolei poznał Jimiego w czasach, kiedy występował on z braćmi Isley - Było to w Wildwood w New Jersey. Byli tam King Curtis, Fats Domino, "The Isley Brothers" i inni artyści, występujący w różnych klubach. Jimi i ja zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu przez miesiąc i przez ten czas zawarliśmy znajomość. On był bardzo cichy i nieśmiały, ale sporo rozmawialiśmy - zresztą urodziliśmy się pod tym samym znakiem. Siadaliśmy w naszym pokoju i trochę razem brzdąkaliśmy. Kiedy Curtis chciał powiększyć zespół, Jimi do nas dołączył. Pamiętam jeden koncert, kiedy Jimi i Billy Preston grali razem, i to rzeczywiście było coś. A my dwaj graliśmy na zmianę - tak jak to robił Chuck Berry, na jednym z koncertów szkolnych. Jimi kradł show, bo kiedy poczuł coś w sobie wychodził na przód i grał. To był wtedy magiczny moment, to był impuls, on niczego nie planował. No i parę razy ukradł show... Na tej sesji powstały: "Dancing In The Streets", "Grass Skirts" oraz "Hollywood". Pierwszy, czyli "Dancing In The Streets" z "He'll Have To Go" wydano na singlu (45-6429?), pozostałych dwóch nie wydano.

            Gdyby uznać jednak, że Hendrixa wtedy w grudniu 1965 roku w studiu z Curtisem nie było, to pierwszym efektem współpracy obu muzyków staje się nagranie w studiu Atlantic w piątek dwudziestego pierwszego stycznia 1966 roku utworu z Ray'em Sharpem “Help Me (Get That Feeling)", który firmuje Ray Sharpe oraz "King Curtis & The Kingpins". Dwie podzielone części tego nagrania "Part 1" i "Part 2", ukażą się potem na singlu (Atco 45-6402).

            Trzy dni później, a więc dwudziestego czwartego stycznia, King Curtis wraz z muzykami swojego zespołu znowu wchodzi do studia Atlantic w Nowym Jorku. Niestety efekt tej sesji nie został jak dotąd opublikowany. Ray Sharpe wspominał – Sesja trwała dwa dni, to było niesamowite obserwować pracę Jimiego. Mógłbym powiedzieć, że zaczynał od bluesowej bazy, ale to nie był jedyny styl w jakim grał. Mógł wtrącać cokolwiek...

            Ray Sharpe i King Curtis od kwietnia 1966 tworzyli taką samą spółkę wykonawczo-producencką jak Curtis Knight z Edem Chalpinem. ...Miałem układ z moim przyjacielem Kingiem Curtisem - wspominał Sharpe - Pracowaliśmy razem od około miesiąca. Kiedy mnie usłyszał wpadł na kilka pomysłów, miał umowę z firmą Atlantic, a ja z nim, jako producentem... Bardzo więc możliwe, że w Nowym Jorku powstał tylko podkład i Ray nałożył śpiew dopiero w studiu w Teksasie, podobnie jak i solową partię gitarową Hendrixa, dokumenty studyjne wykazały bowiem, że na gitarze grał tu Cornell Dupree. Jednak Ray Shapre twierdził, że w sesji wziął także udział Hendrix. Jednak być może, jak zauważa Steven Roby - Sharpe pomylił tę datę z sesją, która odbyła się 29 listopada 1965, kiedy King Curtis nagrał "Help Me", po raz pierwszy...

            Ta wersja nie została potem opublikowana. Mimo, że jako twórcy figurują tu Sharpe, Cornell Dupree i King Curtis, to melodia "Help Me" opiera się na fragmentach tekstu piosenki "Gloria" Vana Morrisona (wersja grupy "Them" wydana została w 1965 r., swoją Hendrix nagra za kilka lat), który Sharpe przekształcił w monolog w stylu Jamesa Browna, zaś aranżacja dęciaków sugeruje wpływ przeboju z 1963 roku Mongo Santamarii "Watermelon Man" (jest to kompozycja Herbiego Hancocka), który nagrał też King Curtis. Jest tu także krótkie gitarowe solo w stylu Stax.

            Singiel "Help Me" nie zdobył jednak wielkiej popularności, co było efektem błędnej decyzji władz firmy Atlantic, które zdecydowały, żeby na bazie podkładu instrumentalnego, stworzyć trzy zupełnie odmienne piosenki. Pierwszą w tym samym 1966 roku, dla wytwórni Island Records nagrał Owen Gray. Drugą, rok później producent Jerry Wexler wykorzystał dla Arethy Franklin, która na niej, zmieniając tekst zaśpiewała swój przebój “Save Me”, który znajdzie się na jego albumie “I Never Loved A Man (The Way I Love You)” (drugie miejsce na liscie albumowej w 1967 r.). Wexler usunął gitarową część Hendrixa, zmieniając zupełnie miks. Ostatnia wersja nagrana zostanie w 1969 przez Kinga Curtisa, który wykorzysta oryginalny podkład instrumentalny, dokładając kilka instrumentów, w tym przede wszystkim swój saksofon, zaś partię Hendrixa wykorzysta w nowym utworze “Instant Groove”, który zostanie wydany w tym samym roku, na tak samo zatytułowanym jego singlu (z “Sweet Inspiration” na stronie "B") i albumie firmy Atco. 

            Wspomniany tu Ray Sharpe dwudziestego dziewiątego listopada 1965 roku, w nowojorskim studiu Atlantic nagra kilka piosenek: „That’s The Way I Feel”, „Hey Little Girl”, „My Babe”, “100 Pounds Of Joy”, “Getting’ The Feeling (Help Me)” i “Haunted House”, towarzyszą mu nieznani muzycy, bez Jimiego, który w tym czasie jest na tournee z Joey’em Dee. A co do Hendrixa, Sean Egan podaje, że wraz z Kingiem Curtisem nagrał wtedy także utwór w wykonaniu Franka Howarda z grupą "The Commanders" - „I’m So Glad”. Prawdopodobnie stało się to jednak pod koniec 1965 roku, kiedy Jimi jest członkiem zespołu "The Squires" Curtisa Knighta. Ten utwór “I’m So Glad” Franka Howarda & "The Commanders", z Jimim na gitarze, znajdzie się na wydanej w latach 90. XX w. przez firmę Kent płycie CD “Old Town & Barry Soul Stirrers”, a jego autorem był, przypomnę, Billy Cox.  

            W środę dwudziestego szóstego stycznia 1966 w studiu z Kingiem Curtisem nagrywa popularny w Ameryce od kilkunastu lat zespół "The Drifters". Powstają dwie nowe jego piosenki: "She's A Yum Yum" i "Saturday Night Fish Fry", które trafią na singiel (Atco 45-6407). W składzie są, odnotowani na pudełku tej taśmy: pianista Paul Griffin, dwaj gitarzyści - Cornell Dupree i Hugh McCracken, basista Chuck Rainey i perkusista Ray Lucas oraz sekcja dęta (Melvin Lastie i Ernie Royal - trąbki, Willie Outerbridge - saksofon barytonowy i Robert Asher - puzon). Bez sekcji dętej nagrywany jest także utwór "Quicksand", który znajdzie się na singlu firmowanym przez Kinga Curtisa "On Broadway / Quicksand" (Atco 45-6406). Niektórzy historycy uważają jednak, że w sesji samego Kinga Curtisa wziął udział także Jimi Hendrix. Spis bowiem dotyczy tylko tych, którzy oficjalnie dostawali pieniądze za pracę. Jimiemu zaś często wręczano parę dolarów, nie umieszczając go na liście płac (pewnie dlatego, że nie należał do związku muzyków).

            Czwartego marca w tym samym, co w styczniu 1966 r., studiu firmy Atlantic powstają następne nagrania Kinga Curtisa z Cornellem Dupree („I Left My Heart In San Francisco”, „The Shadow Of Your Smile” oraz „On Broadway”), które trafią na album „That Lovin’ Feeling” firmy Atco. Trzeci znajdzie się na singlu. Również co do tej sesji nie ma pewności, czy brał w niej udział Hendrix, który w tym czasie jest jednak członkiem zespołu "The Kingpins".

            Następne sesje odbywają się w piątek piętnastego kwietnia 1966 roku w Nowym Jorku w Atlantic Studios. King Curtis nagrywa pięć utworów: „How About You”, „Doctor Of Love”, “Frog Leg”, “The Train” oraz “He’ll Have To Go”. Tylko ten ostatni utwór zostanie wydany na singlu (wraz z “Dancing In The Streets”). Niestety również tu nie ma pewności, kto brał udział w tej sesji, nie wiadomo też, czy uczestniczył w niej Hendrix.

            W czwartek dwudziestego ósmego kwietnia 1966 r., wieczorem Jimi idzie na występ zespołu „Chambers Brothers” w Cheetah. Willie Chambers zachęca Hendrixa, aby dołączył do nich i pożycza mu swoją gitarę (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni).

 

 

 

piątek, 2 października 2020

King Curtis

           W styczniu 1966 roku, już po zakończeniu tournee z Joey'em Dee, Jimi jest ponownie w Nowym Jorku, niestety, znów nie ma pracy i tym samym znowu jest bez pieniędzy. Zrozpaczony pisze do Seattle - Drogi Tato - W tych kilku słowach, chcę Tobie napisać, że wszystko tutaj, to jedna wielka tragedia. Nowy Jork to wielkie, odrapane miasto. Tutaj nic się nie udaje... Jego ojciec opublikował później dalszy, bardziej optymistyczny fragment tego listu - Mam nadzieję, że w domu wszystko jest w porządku. Powiedz Leonowi: 'Halo'. Niedługo napiszę Tobie dłuższy list i może wyślę jakieś zdjęcie. Powiedz Benowi i Ernie, że gram bluesa, jakiego jeszcze nie słyszeli. Na zawsze kochający, Jimmy... Nowojorski muzyk Juma Sultan dodał - Jimi grał bluesa, jakiego nikt tutaj nie słyszał... Zaś kilka lat później, wspominając tamten okres w Harlemie, Hendrix opowiedział Sharon Lawrence - To było straszne. Tabuny ogromnych szczurów, kamienice wyglądające jak wymarłe. Na ulicach strasznie wyglądający i krzyczący ludzie. Błyski migających noży... Trafnie określił to jeden z afro-amerykańskich dramaturgów - Harlem w owych dniach był jak ropiejąca czarna blizna na obojętności białego człowieka...

            Jimi Hendrix jednak nie rezygnuje i po kilkunastu dniach wałęsania się z miejsca na miejsce, i szukania pracy w klubach, kiedy wyrzucano go z każdego, w którym próbował coś zrobić, trzynastego stycznia otrzymuje ofertę od Kinga Curtisa znanego i cenionego nie tylko w Harlemie czarnego muzyka, który, jak zanotował Michel Primi - tak bardzo kochał muzykę, że odmówił pójścia na studia i poświęcił się jej bez reszty... Widać więc, że z bohaterem tej książki łączyło go wiele, przypomnę też, iż poznali się przed rokiem, na występie Little Richarda w nowojorskim Paramount Theater.

            King Curtis urodził się jako Curtis Owsley w Fort Worth w Teksasie, mając dwanaście lat zaczął grać na saksofonie i szybko rozwinął swój niepowtarzalny, synkopowany styl. Od 1952 r. zamieszkał w Nowym Jorku, przyjechał tam, aby odwiedzić wuja i postanowił tu już pozostać, pracować jako zawodowy muzyk. Kilka razy wygrał konkurs dla amatorów, urządzany w środy w teatrze Apollo, wziął też udział w sesji „The Bob Kent Orchestra”, z którą nagrał singla dla zasłużonej dla jazzu firmy Prestige. Po kolejnym nagraniu, tym razem z wokalistą Kelvinem Danielem, otrzymał propozycję pracy od Lionela Hamptona, niestety jego orkiestra wkrótce potem wyjechała do Europy i Curtis pozostał w Ameryce.  Nagrywał z Docem Pomusem oraz z zespołem „The Tinney Brothers”, by na przełomie lat 50. i 60. ub. stulecia jako muzyk sesyjny stać się niemal niezbędnym w nagraniach nowojorskich, „czarnych” artystów. W tym okresie uczestniczył tygodniowo w ponad piętnastu sesjach, także dla białych artystów muzyki pop, m.in. dla wspomnianego już wcześniej duetu „Mickey & Sylvia”, Chucka Willysa, Clyde’a McPhattera, Brooka Bentona, Buddy’ego Holly, Arethy Franklin (przez czas jakiś był nawet jej dyrektorem muzycznym), Sama Cooke'a, Andy'ego Williamsa, Lionela Hamptona i Duane'a Allmana, później także z pracował z Johnem Lennonem (na albumie "Imagine"), Connie Francis, Waylonem Jenningsem, Natem King Colem, Bobbym Darinem, Sunnylandem Slimem, Rooseveltem Sykesem oraz grupami: „The Shirelles”, „The Coasters” (nagrał z nią wielki przebój „Yakety Yak”) oraz "The Drifters" (“Stand By Me”). Uczestniczył też w nagraniu kilku innych wielkich przebojów: ”Spanish Harlem” (Bena E. Kinga) i „Splish Splash” (Bobby’ego Darina). Piętnastego sierpnia 1965 roku na stadionie Shea w Nowym Jorku otwierał tournee Beatlesów po Ameryce (wraz z "Cannibal & The Headhunters", Brendą Holloway i "The Sounds Incorporated"). Można wręcz powiedzieć, że gra Kinga Curtisa na saksofonie stała się wzorem dla wielu nagrań R&B i rock’n’rollowych.

            Zanim jednak do tego doszło, King Curtis należał do licznego grona czarnych artystów, którzy działali, ale nie mieli szczęścia, aby ktoś ich "odkrył", zobaczył, usłyszał i odpowiednio pokierował. Stało się to w lutym 1962 roku, kiedy dokonał pierwszego nagrania dla firmy Enjoy Danny’ego i Bobby’ego Robinsonów. Ten drugi tuż przed sesją poszedł na występ Curtisa do znanego choćby z debiutu Jimmy'ego Smitha klubu Smalls Paradise w Nowym Jorku i tak to wspominał - Nagrywał dla trzech różnych firm, na rynku ukazały się dwa jego albumy i około dwunastu singli. Znałem go dobrze i byłem pewien, że gdzieś tkwił błąd, czegoś brakowało jego płytom, bo przecież jego muzyka była znakomita, na żywo też był rewelacyjny. Przychodziłem tak przez trzy, czy cztery noce z kolei, słuchając go i badając jego repertuar, i wreszcie odkryłem, o co chodzi. Porozmawiałem z nim, mówiąc, że wiem, dlaczego nigdy nie znalazł się na listach przebojów i poprosiłem, żeby pozwolił mi działać. Odpowiedział, że ma dosyć słuchania wciąż tej samej historii, ale że zgadza się na nagranie ze mną płyty i w przypadku sukcesu handlowego podpisze kontrakt z moją firmą. Zebraliśmy więc zespół i zaczęliśmy pracę nad jedną z jego piosenek, zatytułowaną „Soul Twist”. Długo dyskutowaliśmy, bo błąd, który spostrzegłem polegał na tym, że w nagraniach Curtisa za dużo było solówek saksofonowych, grał on we wszystkich utworach, od początku do końca. Powiedziałem mu więc: 'Słuchaj, tutaj wejdzie gitara'. I zaangażowałem Billy’ego Butlera, choć pomysł ten nie spodobał się Curtisowi. W końcu zrobiliśmy to według mojego pomysłu, wprowadzając także inne instrumenty, solówkę organową oraz gitarę, jako przewodni instrument piosenki… Okazało się, że Bobby Robinson miał rację, odbiorcom spodobały się gra Curtisa i Butlera oraz organisty Erniego Hayesa. Nagranie trafiło na listy przebojów, nie tylko R&B (na szczyt), ale też muzyki „pop” i to jak na Amerykę wysoko, bo na miejsce 17. W karierze Kinga Curtisa był to największy sukces, powtórzony nieco mniejszymi hitami (jak choćby „Soul Serenade” w 1964).

 

czwartek, 1 października 2020

Les Paul i Jimi Hendrix

             Les Paul, w grudniu 1965 roku (lub jak podaje magazyn Guitar Player rok wcześniej, kiedy Jimi występował z braćmi Isley), jedzie z synem drogą Nr 46 do Nowego Jorku, do swojej firmy wydawniczej, z materiałem demo, przygotowanym z myślą o swojej nowej płycie. Zanim opowiem tę historię wyjaśnijmy kim Les Paul jest, a raczej był, bo zmarł  mając 94 lata 12 sierpnia 2009 roku, w White Plains, niemal do końca swych dni występując w każdy poniedziałek w nowojorskich klubach wraz z gośćmi takimi jak Paul McCartney, Keith Richards. Uwielbiany również przez fanów metalowego rocka Les Paul, jak przyznał Brian Wilson, lider grupy "The Beach Boys" - Stworzył najlepsze dźwięki gitary w latach pięćdziesiątych. Nikt nigdy się do tego nie zbliżył... Znany i ceniony rockowy gitarzysta Richie Sambora dodał - Miał swoje zagrywki, miałeś wrażenie słuchając ich, że pochodzą z kosmosu...

            Lester William Polsfuss, bo tak się naprawdę nazywa, był nie tylko wybitnym gitarzystą jazzowym, bluesowym i country (zaliczanym do grona "Stu największych gitarzystów wszech czasów" pisma Rolling Stone na 46 miejscu, w innych rankingach nawet na miejscu 18), ale miał na artystycznym koncie również wielkie przeboje. Jego jazzowe trio towarzyszyło w 1945 roku Bingowi Crosby’emu na singlu “It’s Been A Long Long Time” (1 m USA). ..Swoim pełnym inwencji stylem gry szybko zdobył popularność - publiczność uwielbiała jego humorystyczne triki z instrumentem, towarzysząc wokalistom użyczał im swojego mistrzowskiego i pełnego lekkości akompaniamentu...

            Les Paul zresztą sam stał się gwiazdą w 1953 roku, nagrywając ze swoją partnerką, piosenkarką Mary Ford przeboje “Mockingbird” i “How High The Moon”. W obydwu pokazał to, z czego również zasłynął, jako wynalazca w dziedzinie technik nagrywania overdubbingu, delaya oraz metody wielośladowego nakładania instrumentów, głównie gitar, na których grał. Był także konstruktorem gitar elektrycznych i z tego powodu nazywano go "Thomasem Edisonem przemysłu muzycznego". Został także honorowym członkiem Little Kids Rock, charytatywnej organizacji za darmo dostarczającej dzieciom w szkołach w Stanach Zjednoczonych instrumenty muzyczne. W dowód zasług odznaczono go National Medal of Arts (Narodowym Medalem Sztuki).

            Jak uważają fachowcy - w historii gitary elektrycznej, najważniejsze są dwa nazwiska Les Paul i jego wielki rywal Leo Fender. Najwcześniejsze gitary elektryczne produkowane przez Rickenbackera, były przeznaczone dla muzyków grających na gitarach stalowych (steel-guitar). Popularniejsze od nich stały się budowane od 1935 roku w fabryce w Kalamazoo w Michigan modele ES-150 Gibsona, na takiej grał Charlie Christian. Faktycznie jednak ten model był gitarą akustyczną z dołączonym przetwornikiem, bez którego grał bardzo cicho. Pierwszą prawdziwie elektryczną gitarą okazał się model Leo Fendera Broadcaster, którego nazwę, po tym kiedy okazało się, że tak nazwała zestaw perkusyjny firma Gretsch, zmieniono na Telecaster. To był pierwszy model, na którym można było grać, podłączając go tylko do wzmacniacza. Osiągnięto tu doskonałe połączenie solidnego drewnianego korpusu z elektronicznymi przystawkami, dzięki czemu można było otrzymać wyrównany dźwięk gitary. W 1952, po długiej walce Les Paul przekonał szefa firmy Gibson do zbudowania modelu z litego drewna, bez pudła rezonansowego, opartego na prostej, grubej desce. Ta gruba i bardzo ciężka gitara, o charakterystycznym szarpanym dźwięku, przyczyniła się do powstania muzyki rockowej i od tamtego czasu niemal bez zmian pozostaje ulubionym instrumentem wielu muzyków, gitarzystów.  ...Bez jego ciężkiej pracy nie powstałby ciężki blues - zauważył Josh Gardner. Niektórzy twierdzą jednak, że rola Lesa Paula w zaprojektowaniu gitary model Gibson Les Paul Goldtop była dość sporna. Przypominała bowiem inny model firmy Gibson ES-175 więc, jak uważa Terry Burrows - bardziej wiarygodne są przypuszczenia, że Paul stał jedynie za projektem mostka i strunociągu...

            Wiedząc już kim był Les Paul, powróćmy do grudnia 1965. Oto jak o tym opowiadał sam Les Paul - To był jeden z tych zabawnych wieczorów. W naszym domu w Mahwah, w New Jersey z moim drugim synem Genem przygotowałem taśmę matkę, dla wytwórni Columbia w Nowym Jorku. Przejeżdżaliśmy obok nocnego klubu w Lodi, New Jersey, gdzie występowały miejscowe talenty. Zatrzymałem samochód i Gene wszedł do środka. Po chwili wrócił i mówi: 'Ojcze, powinieneś sam zajrzeć. Tam jest facet, który gra na gitarze'. Wszedłem i stanąłem w drzwiach, słuchając. Byłem zaskoczony tym co usłyszałem. Faktycznie, w środku grał na gitarze jakiś facet, naginał struny, grał funky, ostro jak diabli. Nigdy dotąd nie widziałem kogoś takiego. Pojechaliśmy do Nowego Jorku, ale postanowiliśmy, że po przedstawieniu w firmie taśm, wrócimy tu. Po kilku godzinach postaraliśmy się tak zrobić. Kiedy już byliśmy z powrotem, zaczęliśmy rozpytywać o tamtego faceta, barman powiedział, że jakiś czarny gość był wcześniej na przesłuchaniu, ale jego gra wydała się zbyt szalona – zbyt dzika, zbyt głośna, on więc jego oraz zespół, z którym był, wyrzucił. Ostatni raz widziano go, jak błaznował na pianinie. Tyle nam powiedziano. Nikt nie znał jego nazwiska, nie wiedział, gdzie można go znaleźć. Chciałem dostać tego chłopaka, więc zacząłem swoje własne, policyjne dochodzenie. Przekazałem menedżerowi i przyjaciołom w Columbii, że słyszałem ognistego faceta, ale że nie znam jego nazwiska, ani adresu i że trudno go zlokalizować. Gene i ja dzwoniliśmy do wszystkich muzycznych knajp w Nowym Jorku i New Jersey. Nikt nie wiedział, o kim mówimy. W końcu poddaliśmy się i zapomnieliśmy o sprawie…

            Według Billa Nitopiego, Les Paul po tym, jak zobaczył Jimiego w tym barze, szybko odjechał, bo - jego ego było zupełnie zdruzgotane, widząc nieznajomego, który grając lewą ręką robił to w nieprawdopodobny sposób... Kiedy Les Paul wrócił do tego baru, na estradzie występował zespół. Grał w nim, znany mu biały gitarzysta Roy Buchanan, który tak wspominał - Les szukał czarnego leworęcznego gościa, który, jak mówił, robił szalone rzeczy na scenie... ...Gene i ja pytaliśmy wśród lokalnych muzyków w Nowym Jorku i New Jersey - wspominał dalej Les Paul - ale nikt nie wiedział o kogo chodzi. W końcu sami zaczęliśmy odwiedzać różne nocne kluby na północy i w centrum New Jersey, i w Harlemie, i w śródmieściu. Ale nie było żadnego śladu po tym dzikim facecie z gitarą - różnym od wszystkiego wokół - bardziej funky i bardziej surowym. Sam zaczynałem grając z najlepszymi muzykami jazzowymi i pop w latach 30. i 40., i wierzę, że jeśli chcesz się utrzymać na szczycie, musisz być oryginalny. Dlatego właśnie bywałem w takich miejscach, jak ten klub Allegro... Po roku poszukiwań Les dowiedział się od swojego menedżera, że tamten leworęczny gitarzysta, który tak fantastycznie grał, zginął w pożarze jakiegoś budynku oraz, że - Pożar zaczął się od papierosa…

            W roku 1967 kiedy firma London Records zaproponowała Lesowi Paulowi nagranie albumu, zgodził się, poprosił tylko o pokazanie aktualnych tendencji brzmieniowych wśród gitarzystów. Tak to wspominał - Walt McGuire z London przyniósł mi dziesięć albumów, położył na dywanie i powiedział: 'To są płyty najlepszych teraz gitarzystów'. Na jednej z okładek, którą od razu spostrzegłem było zdjęcie, powiedziałem: 'To ten mój gitarzysta!' Nie zginął w pożarze... To była okładka “Are You Experienced”, a gitarzystą ze zdjęcia był Jimi Hendrix. Można powiedzieć, że Lesowi Paulowi zabrakło około dwóch godzin, aby zostać odkrywcą największego gitarzysty rockowego w historii. Sam powie o tym Hendrixowi, kiedy znowu się spotkają. Dojdzie do tego w czasie, gdy Jimi nagrywać będzie swój album "Electric Ladyland" i przyjdzie mu do głowy, żeby skontaktować się z mistrzem w nagrywaniu, zwłaszcza gitary.

            ...Miał do mnie kilka pytań - wspominał Les Paul - dotyczących miksowania dźwięków gitary prosto z wzmacniacza i z pewnej odległości. Chciał wiedzieć, jak to robię na konsolecie...

            Odpowiadając Jimiemu Les wspomniał, że on i jego syn widzieli go w barze Allegro w Lodi w 1965 roku. ...Miesiącami staraliśmy się ciebie odnaleźć - dodawał Les - W końcu zrezygnowaliśmy. Kilka lat później zobaczyłem jeden z albumów z twoim zdjęciem na okładce. Byłem zadowolony, że odniosłeś sukces... Jimi z niedowierzaniem pokręcił głową. ...'Pomyśl. Byłem tak blisko' - to wszystko co umiał powiedzieć, zanim odłożył słuchawkę - dodał Les Paul. Po ponad dwóch latach, od pierwszego spotkania w klubie Allegro w Lodi, w stanie New Jersey - dwaj wybitni gitarzyści Jimi Hendrix i Les Paul zostali przyjaciółmi. 

 

 

 

 

środa, 30 września 2020

Tournee Jimiego z Joey'em Dee

             W czasie tego tournee w 1965 roku Jimi może się przekonać, że praca w mieszanym zespole, złożonym z białych i czarnych muzyków w porównaniu z tym, czego doświadczył na Południu, wcale nie jest łatwiejsza. Kiedy grają w Baltimore, zespół od publiczności oddziela siatka, o którą rozbijają się rzucane w stronę czarnych butelki od piwa. Występując w innych miejscowościach, muszą czasem szukać hotelu oddalonego, aż o pięćdziesiąt mil, bo w tych bliższych, dla kolorowych nie ma miejsca. ..Zdarzało się i tak - wspominał David Brigati - że biali muzycy szli do sklepu, aby kupić coś do jedzenia, a czarni zostawali w busie. Bywało bowiem i tak, że wchodząc razem do restauracji, czy baru, musieliśmy szybko uciekać...

            We wtorek 23 listopada 1965 Jimi pisze kartkę do ojca, którą wyśle następnego dnia po występie w Lynn - Jesteśmy w Bostonie, Massachusetts. Od dziesięciu dni. Gramy obecnie w Revere. Powiedz Ernie, że jestem w jej rodzinnym stanie - i gram tu z grupą Joey'a Dee. Dokładnie przez ulicę jest ocean. Jimmy...

            Ciekawe, czy zachował się tamten motel Castle Mar na Revere Beach Blvd, w którym wtedy Jimi się zatrzymał. Brytyjska grupa „The Undertakers” otwiera tamten koncert 24 listopada. Jak wspominał Jimmy Mayes - Na dachu swojej furgonetki mieli umieszczoną trumnę. Pamiętam, jak wyskoczyli z samochodu, przebiegli przez plażę i wskoczyli do oceanu, a gdy wrócili, jeszcze mokrzy zagrali swój set...

            "The Undertakers" ("Przedsiębiorcy Pogrzebowi") to zespół z Liverpoolu ze "stajni" menedżera "Beatlesów" Briana Epsteina. Występował już od kilku lat m.in. w słynnym klubie Cavern, grał też w Hamburgu w Star Club. Jego głównym wokalistą, zarazem gającym na gitarze basowej był Jackie Lomax, który w przyszłości będzie współpracował z Georgem Harrisonem i Ericem Claptonem. Nagrania z grupą "The Beatles" dokona też saksofonista "The Undertakers" - Brian Jones (to wbrew wielu informacjom nie ten sam Brian Jonse znany z "The Rolling Stones"),  który weźmie udział w utrwaleniu piosenki Johna Lennona "You Know My Name (Look At The Number)". A co do "The Undertakers", zespół przyjechał na amerykańskie tournee po odniesieniu jedynego na brytyjskich listach przebojów sukcesu z singlem "Just A Little Bit" (w październiku 1964 w Top 50) i po powrocie do Anglii na wiele lat zakończył działalność.

            Jeden z następnych, odnotowanych przez fanów występów Hendrixa ze "Starliters" odbywa się w Cleveland, a innym, występującym z nimi artystą jest R&B wokalista Chuck Jackson, jeden z niewielu czarnych śpiewających i to z powodzeniem piosenki Burta Bacharacha i Hala Davida ("Any Day Now" było w 1962 wielkim przebojem, na listach R&B, jak też w zestawieniach pop, odpowiednio - miejsca drugie oraz dwudzieste trzecie 30). Przypomnę, że Jimi występował z nim już wcześniej. Jimi wspominał - Z zespołem Joey Dee & Starliters grałem własne rzeczy w Cleveland Arena (na rogu 46th i Market Street - przyp. aut.), na festiwalu R&B z udziałem Chubby’ego Checkera...

            Co do tego występu w Cleveland, artykuł zamieszczony w Univibes #28, magazynie fanów Hendrixa, przedrukowany z Cleveland Plain Dealer, gazety z tego miasta, z 29 marca 1968, podaje, że koncert odbył się w marcu 1968 roku (!). Co oczywiście jest absolutnie niemożliwe, Hendrix wprawdzie 26 marca tamtego 1968 roku w Cleveland wystąpił, lecz nie z Joey'em Dee i grupą "The Starliters", a z własnym "Jimi Hendrix Experience". Jimi sam jednak wspominał tamten występ z 1965 roku - Byłem jeszcze jednym murzyńskim muzykiem, z którym nikt nie chciał rozmawiać. Więc, po "wyciskaniu" pensji z "Peppermint Twist" musiałem odejść i zacząłem grać z innym zespołem w jakiejś dyskotece...  

            Pod koniec listopada 1965 r. grupa występuje jeszcze w Richmond w Wirginii, a tę trasę kończą ponad tygodniowe występy (od czwartku drugiego do soboty jedenastego grudnia tego samego 1965 roku) w Mario’s Club Au Go-Go w Syracuse, w stanie Nowy Jork. Joey Dee reklamowany jest tam, jako "włoski kuzyn", artysta niezwykle seksowny. „To jest coś dobrego dla twego zdrowia” – głosi slogan umieszczony w miejscowej prasie. David Brigati wspominał, że krótko przed występem usłyszał jakiś głośny hałas dobiegający z piwnicy klubu. Schodzi na dół i widzi młodego „twardziela” ze złością strzelającego z rewolweru do zdjęcia swojej byłej dziewczyny. Po kilku dalszych strzałach przerażony Brigati wybiega z piwnicy, a rozzłoszczony chłopak rusza za nim, poszukując swojej dziewczyny, która w tym czasie siedzi przy barze, czekając na czarnego muzyka nazywającego się Jimmy James. ...Zanim się zorientowałem o co chodzi, on wrócił do piwnicy po broń. Z pistoletem w dłoni gotów był do jakiś działań... Na szczęście dla Jimiego, którego kariera, jak zanotował Steven Roby - mogłaby skończyć się, zanim się zaczęła... obecny tam menedżer trasy "Cy" Mitchell załatwił sprawę, mówiąc do młodzieńca - Poczekaj chwilę. Ten facet jest nam winien sporo forsy, musisz poczekać, aż weźmiemy go do Nowego Jorku, żeby nam ją oddał. A potem możesz się nim zająć... Zazdrosny chłopak schodzi do piwnicy, zaś Jimi i cały zespół oddycha z ulgą.

            Joey Dee był wtedy tak zajęty koncertami, że nie miał czasu, aby wejść do studia i nagrać cokolwiek z Hendrixem. Tak więc, po wspólnej pracy, oprócz wspomnień, które przytoczyłem, nie pozostał żaden ślad. Brytyjski dziennikarz Keith Altham opowie wiele lat później to, co Jimi mu po tamtej trasie przekazał - Cały czas miałem w mózgu swoje pomysły i brzmienia, a grałem dla innych, i mnie bolało coraz bardziej. Zdałem sobie sprawę, że grając z "Joey Dee & Starliters", skoczyłem z patelni w ogień. Byłem jak kanapka złożona z dwóch kawałków chleba, między które włożono kawałek mięsa...

            Mimo, że Hendrix grał na tej trasie do wielu ludzi, dodam, że na jednym z koncertów było dziesięć tysięcy widzów, w grudniu opuścił "Starliters". ...Jimi był skarbem - wspominał Jimmy Mayes - Wtedy nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że mamy wśród nas geniusza. Bo wielu artystów ciężko pracuje i nikt nie ma szacunku dla nich, ani dla ich talentu. Kiedy Jimi odszedł, okazało się, że zastawił w lombardzie jedną z gitar Joey'a, i nigdy nie wrócił, aby ją odkupić. Joey musiał za nią zapłacić 150 dolarów... Hendrix zaś wrócił do Nowego Jorku, aby znowu grać i nagrywać z Curtisem Knightem. Po drodze do Nowego Jorku trafia na inną legendę i ikonę gitary.

wtorek, 29 września 2020

Jimi i David Brigati w "The Starliters"

         Jimi, początkowo nieśmiały i cichy, wręcz nieufny, dość szybko przyjmuje się w zespole. Wraz z kolegami muzykami ma sporo czasu między występami, więc dzieli się z nimi wspomnieniami z innych tras koncertowych, szczególnie z "flaczkowej trasy", czyli kiedy grał na Południu w obskurnych salach i barach. Opowiada jak pewnego razu, gdy przerwał Jamesowi Brownowi, ten uderzył go pięścią i wyrzucił z zespołu. Wspomina też Little Richarda i przedrzeźnia go, naśladując głos - 'Ja jestem Król Rocka i Rytmu' wywołując salwy śmiechu, zwłaszcza swych białych kolegów, którzy nie mieli okazji pracować, ani z Brownem, ani z Richardem. Jimi – Starałem się grać swoje, ale oni nie lubili sprzężeń. Cały czas grałem w tle myśląc intensywnie co dalej. Dołączałem do zespołu i szybko go opuszczałem. Przede wszystkim były to zespoły R&B. Podobały mi się nagrania z R&B Top 40, ale to nie oznaczało, że lubiłem je co wieczór grać... Opowieści Jimiego są naprawdę fascynujące, ale największe zdziwienie jego nowych kolegów wywołuje reakcja kobiet i dziewcząt, siedzących na widowni, i to reakcja na Jimiego, nie tylko na jego popisy na gitarze, z szarpaniem strun zębami, czy perwersyjnym wyciąganiem języka.

            Wspominał David Brigati - Działał na nie (białe młode dziewczyny) jak magnes. Miał w sobie coś, co wprost ściągało do niego wszystkie dziewczyny... co także bywało czasem niebezpieczne, o czym opowiadał Hendrix - W Buffalo mieszkałem przez miesiąc, albo dwa, ale było tam dla mnie za zimno. W Seattle też jest zimno, ale w całkiem inny sposób. Tamtejszy chłód jest miły, nie taki kąsający jak w Buffalo. Była tam też jedna dziewczyna, która próbowała czarować mnie magią "korzeni", czyli rzucić urok wudu (Voodoo), żeby mnie tam zatrzymać. To się może stać w różny sposób. Dosypują czegoś do jedzenia, albo wkładają do buta maleńki włosek. Tamta dziewczyna włożyła mi do buta jeden loczek. Wariatka. Tak czy inaczej, nie przyłożyła się zbyt dobrze, bo tylko zachorowałem i wylądowałem w szpitalu na dwa-trzy dni... Jak widać, życie muzyka w trasie koncertowej bywa czasem niebezpieczne, choć również zdarzają się w nim momenty zaskakujące.    

            Christopher Cross w wydanej także w Polsce biografii Hendrixa "Pokój pełen luster", podaje jako przykład jeszcze inną opowieść Davida Brigatiego. Jednego wieczoru, właśnie w Buffalo, wokalista Tommy Davis przyprowadza do jego pokoju poderwaną po występie dziewczynę i szybko wskakuje z nią do łóżka. ...Ponieważ zespół był bardzo mocno zintegrowany, zapraszają też Jimiego, aby się do nich dołączył... Jak? Dodał David Brigati - Nie byłem taki jak Jimmy Mayes, Jimi Hendrix, czy Calvin Duke, więc zadzwoniłem po nich na trzecie piętro, gdzie nocowali i powiedziałem, że tutaj się dzieje coś bardzo ekscytującego. Duke nie uwierzył, ale Jimmy i Jimi byli pod drzwiami, zanim zdążyłem odłożyć słuchawkę...20 Cross dopisał, że ta rozrywkowa biała kobieta chciała zobaczyć jak się uprawia grupowy seks, jak to jest z kilkoma chłopakami. Brigati, w pierwszej chwili zawstydzony, zmienił szybko zdanie na temat angażowania się - Zanim jeszcze zdążyłem wyjść z łóżka, już jeden na niej leżał. A Jimi zapytał najpierw grzecznie, czy może zdjąć swoje kowbojki. Pamiętam, patrząc na to, co się dzieje, pomyślałem: 'Dwa dni temu, nic, a teraz, ten cyrk'... Po wszystkim David Brigati wychodzi z pokoju, a gdy po kilku godzinach wraca, zastaje kobietę samą. ...Powiedziała mu, że był to - najwspanialszy dzień w jej życiu...

            Urodzony w 1940 roku, a więc starszy od Jimiego prawie o dwa lata David Brigati z Garfield, zdaniem niektórych historyków, w czasie, kiedy Jimi był w składzie zespołu Joey'a Dee, czyli u schyłku roku 1965, już w "The Starliters" nie grał. Zastąpił go bowiem młodszy brat Eddie, który kilka miesięcy później, wraz z Felixem Cavalerie i Genem Cornishem, dwoma innymi muzykami "Starliters", założy grupę "The Rascals" (znaną także jako "The Young Rascals"), opromienioną wielkimi singlowymi sukcesami w USA - pierwszymi miejscami na listach przebojów w 1966 ("Good Lovin"), 1967 ("Groovin'") i 1968 ("People Got To Be Free"). Z nią Hendrix spotka się i zagra w Nowym Jorku za kilkanaście miesięcy. David Brigati, nazywany czasem "piątym Rascalsem", w 2010 roku, mając siedemdziesiąt lat powróci na scenę, aby wraz z Bobbym, młodszym bratem Frankiego Valli, popularnego w latach 60. ub. stulecia zespołu "The Four Seasons", reaktywować "The Starliters".

            W listopadzie 1965 roku, mimo porywistej wichury i ponad półmetrowych śnieżnych zasp w niektórych miejscach Buffalo, fani zespołu docierają na wszystkie występy Joey'a Dee i zespołu "Starliters". Jimi wymyśla więc sposób, aby specjalnie im podziękować. Opowiadał Jimmy Mayes – Kiedy nadszedł nasz ostatni wieczór, Jimi powiedział do mnie: 'Dlaczego nie możemy zrobić czegoś specjalnego: Na przykład wymienić się strojami z tancerkami go-go. My ubierzemy ich sukienki, a one nasze ubrania i muszki.' Ich sukienki miały na dole frędzelki, które przy każdym ruchu powiewały nad kolanami. Ubraliśmy także ich wysokie buty. Grając "Shout" wszyscy tańczyliśmy na scenie. Widownia wprost oszalała. Jimi uwielbiał robić figle i żartować... Tego samego dnia po południu muzycy występują jeszcze w innym miejscu Buffalo w klubie Commodore.

 

poniedziałek, 28 września 2020

Jimi zostaje członkiem "The Starliters"

         Hendrix spotyka się z Joey’em Dee w jego domu, w którym podwójny garaż został przebudowany na miejsce do prób. W połowie drugiego granego przez Hendrixa numeru, Joey mówi stop i zatrudnia go w zespole “The Starliters”, tak zresztą o tym opowiadał - Jimi przyszedł na przesłuchanie do mojego garażu w Lodi i od razu go zatrudniliśmy. Był wspaniałym gitarzystą... W składzie zespołu "Joey Dee & The Starliters" na to listopadowe tournee 1965 roku znaleźli się: wokalista Tommy Davis, perkusista Jimmy Mayes, Calvin Duke (lub David Brigati) na organach, saksofonista Charles Neville (ze znanej muzycznej rodziny z Nowego Orleanu), no i Jimi na gitarze. Joey Dee wspominał – Hendrix opowiedział mi, jak sfrustrowany był u Little Richarda. Że był on tyranem i u niego nie mógł zagrać nic swojego. W mojej grupie było akurat odwrotnie. Jeśli miałeś talent, łatwo mogłeś znaleźć się w świetle reflektora. Dałem mu grać kilka solówek, a nawet zaśpiewać w chórku w "Peppermint Twist". Okazało się, że ze śpiewaniem to mu za dobrze nie idzie, za to na gitarze grał świetnie...

            Pierwszy koncert "nowych" "Starlitersów" w Nowym Jorku zapowiedziany jest w Ondine na Manhattanie, lecz tuż przed jego rozpoczęciem Jimiego nie ma. ...Żeby dostać się do jego domu na 110th Street w Harlemie, musiałem wziąć taksówkę - opowiadał Jimmy Mayes - A tam była jakaś impreza z wieloma artystami, takimi jak choćby Otis Redding. Długo pukałem w okno, a oni nie chcieli mnie wpuścić. W grę wchodziła moja reputacja, bo miałem go przywieźć na występ. W końcu udało się wziąć go do taksówki i koncert się odbył... Mayes opowiadał także o innym występie, na którym Jimi zjawił się zaledwie kilka minut przed jego rozpoczęciem. Tłumaczył, że musiał w Harlemie ułożyć sobie fryzurę. Widząc to, Joey Dee przydzielił Mayesowi opiekę nad Hendrixem, no i obaj szybko się zaprzyjaźnili. Jimmy Mayes tak to wspominał – Nazywał się Jimmy James. Dopiero dużo później dowiedziałem się, że to był Hendrix. On mówił na mnie 'mały brat funk', ponieważ w Nowym Orleanie byłem perkusistą w stylu funk... Obaj wtedy nie tylko dzielili wspólnie pokoje, ale też mieli w nich wspólne sex-partnerki, bowiem Joey Dee często zatrudniał do swoich występów tancerki, po koncertach obaj więc urządzali w swym pokoju prywatne party. Opowiadał dalej Jimmy Mayes – Przed naszym występem, wszystkie tancerki go-go stały w jednym szeregu za kulisami. Wychodząc na scenę musieliśmy obok nich przejść. Czasem, idąc obok Jimiego denerwowałem się, widząc, że dziewczęta od perkusisty wolą gitarzystę. Mieliśmy w pokoju dwa osobne łóżka, więc po koncercie zabieraliśmy je do pokoju. Pewnej nocy dwie z nich narobiły tyle hałasu, że musiałem się przenieść...

            Wspólna trasa koncertowa obejmie koncerty w Connecticut, Nowym Jorku, New Jersey oraz w Ohio i Wisconsin. David Brigati wspominał, że - W niektórych miastach publiczność była wyłącznie biała... W repertuarze grupy znajdą się zarówno rock’n’rollowe utwory i przeboje Joey’a, także standardy R&B. Tournee ma się rozpocząć we wtorek drugiego, do niedzieli siódmego listopada 1965 roku występy, są zapowiedziane we włoskiej restauracji, połączonej z nocnym klubem Go-Go McVans w Buffalo, stan Nowy Jork. Potężna śnieżyca utrudnia jednak dojazd i unieruchamia muzyków w hotelu, więc występy zaczynają się dzień później. Chcąc zareklamować zespół właściciel klubu zatrudnia ekipę filmową, która nakręca moment, w którym wykonując przebój  "Peppermint Twist", jak wspominał Dee - Hendrix zaskakując nas i widzów zagrał na swojej gitarze w zupełnie nieoczekiwany sposób... Zagrał oczywiście po swojemu, wykorzystując gitarowe sprzężenie.