sobota, 4 stycznia 2020

San Francisco


Dzisiaj trochę o San Francisco w roku 1967, kiedy "Jimi Hendrix Experience", od 20 do 25 czerwca, zagrał koncerty w Fillmore i w parku Golden Gate.
San Francisco, zwłaszcza zaś Haight-Ashbury, zapewne nikogo z czytelników tej opowieści o Hendrixie by nie interesowało, gdyby nie to, że to miasto w połowie lat sześćdziesiątych w ogromnym stopniu zmieniła muzyka. ...Zdaniem Platona muzyka jest najbardziej wpływową ze sztuk i to właśnie ona zaczęła wtedy odmieniać umysły. W rezultacie nastąpiła wielka zmiana w społecznej percepcji, której dotąd oficjalnie nie uznano, bo władze nadal starają się z nią walczyć. Pojawiła się nowa muzyka, nowe narkotyki i czynniki przemiany po prostu się zespoliły, aby doprowadzić - albo tak się przynajmniej wydawało - do bardzo gruntowego przewrotu. Myślałeś, że świat naprawdę się zmienia w radykalny sposób, a odtąd nic już nie będzie takie same jak przedtem - zanotował John Michel. Skreślono dyskoteki, modne stały się przepastne sale do tańca i na występy "tysiąca gitar", muzyki, na którą zwrócili uwagę widzowie festiwalu w Monterey. Historia elektrycznej hybrydy, nazwanej "San Francisco Sound" zaczęła się w 1964 roku, kiedy do USA dotarli "Beatlesi" a za nimi tzw. "brytyjska inwazja". Mieszkający nad Zatoką San Francisco muzycy, którzy do tej pory nienawidzili popu i grali folk, nagle zdali sobie sprawę, że energia elektryczna jest w porządku. W rezultacie wielu mieszkańców Bay Area stworzyło zespoły elektryczne. Wśród nich byli Jerry Garcia ("Grateful Dead"), Paul Kantner ("Jefferson Airplane") i David Freiberg ("Quicksilver Messenger Service"). Te zespoły pierwszej generacji pojawiły się pod koniec 1965 roku, aczkolwiek elektryczne, wciąż grały różne ilości folkloru i standardowego R&B. Bazowały też na bluesie, który mówił o cierpieniu i pełnym głosem pozwalał ujść nagromadzonej frustracji. Blues sam w sobie był buntem i światem zmysłów zarazem. Michał M. Palica - To czarny blues wzmocniony i przekształcony krzyczącymi kolorami oraz kwachem zaczął kształtować muzyczny świat Zatoki San Francisco. Maniakalnie głośna, intuicyjna, chropowata, rapsodyczna muzyka bez końca... W grudniu 1966 w rejonie Zatoki działało już około 1.500 grup.  Tańczono i śpiewano na ulicach, a na koncerty wstęp był wolny. Odnosiło się wrażenie, że muzyka wyrasta wprost z podłoża parku Golden Gate.
Muzycy, którzy zamieszkali w Haight-Ashbury, bywali w butikach i knajpach, grali na koncertach, chodzili po ulicach, dawali się fotografować. Na rogu Page i Lyon Street zamieszkała Janis Joplin. Osiedlili się tu także Grace Slick z "Jefferson Airplane", muzycy grup "Grateful Dead" i "The Charlatans". ...Podczas koncertów w salach Longsehoreman's Wharf i Avalon Ballroom - napisał Andrzej Dorobek w książce „Rock – problemy, sylwetki, konteksty” - muzyka, projekcje świetlne, taniec i poezja łączyły się w potężną mieszankę, którą wnet miano ochrzcić nazwą "acid rock"... Była to przede wszystkim muzyka psychodeliczna. Czym jest psychodelia odpowiedzi próbował udzielić Bartosz Kurowski w książce "Zdeptane kwiaty" - Jeszcze jeden nieostry, nie do końca sprecyzowany termin opisywany przez dziesiątki definicji, z których żadna nie zadawalała wszystkich jednocześnie. Wąsko pojmowana psychodelia redukowana jest do „próby odtworzenia za pomocą muzyki i efektów wizualnych doświadczenia narkotycznego”; sprowadzona w ten sposób do acid-rocka. Niejako na drugim, ekstremalnym biegunie grupują się zwolennicy „rozdęcia pojęciowego”; będą mówić o psychodelicznym filmie, teatrze, malarstwie, tatuażu, zaroście i znaczku pocztowym. Psychologiczne definicje akcentują szczególnie moment „uwolnienia świadomości”, socjologiczne kładą nacisk na grupowe dążenie do całkowitej wolności i niezależności. Zwolennicy Junga dopatrzą się w psychodelii wykresu stanu zbiorowej podświadomości, freudyści natomiast postawią tezę o chęci rozładowania poprzez narkotyczne eksperymenty nagromadzonych za młodu kompleksów... Timothy Leary określił, że psychodeliczny dosłownie znaczący "rozszerzający świadomość". Charles Shaar Murray - Klasycznie było w psychodelii to, co rozszerzało umysł. To było pobudką dla zbiorowej wyobraźni... Stanley Mouse - Mieliśmy po 25 lat i nie spodziewaliśmy się, że ktokolwiek z nas przekroczy trzydziestkę. Wszystko zaczęło się od psychodelii... Hendrixa pytano o jego rolę w tworzeniu "muzyki psychodelicznej". ...Sposób w jaki piszę - odpowiedział jakiś czas potem w magazynie Rolling Stone - to zderzenie rzeczywistości z fantazją. Musisz użyć fantazji, aby pokazać różne strony rzeczywistości. A w ogóle, to nienawidzę być klasyfikowany, być jedynie gitarzystą, autorem piosenek czy tancerzem estradowym... Do Haight-Ashbury 7 sierpnia 1967 roku dotarł George Harrison, nie był zapowiedziany, przyjechał jednak limuzyną wraz z przyjaciółmi z Apple, Derekiem Taylorem i Neilem Aspinalem oraz z żoną Pattie Boyd. ...Spodziewałem się czegoś takiego jak na Kings Road w Londynie, tylko na większą skalę wspominał potem - Spodziewałem się, że prowadzą tu swoje butiki. Spodziewałem się, że będą mili, czyści, przyjaźni, szczęśliwi... Phillip Norman w książce „Szał! Prawdziwa historia Beatlesów” - Zobaczył nie tyle miłość i pokój, ile głównie żebraków i kramy z pamiątkami... Nik Cohn - Wszędzie wyglądało tak samo, ulice pełne sandałów, pokoje z plakatami i karaluchami  na ścianach, walające się tony śmieci, smród zbyt długo używanych skarpet, zimny zapach haszyszu, popękane ściany domów, brody. Z pokolenia na pokolenie nic się w artystycznej bohemie nie zmieniło. Pojawiali się nowi idole, to wszystko... Dość wątpliwy romantyzm takich miejsc przyciągał jednak młodzież z całego świata i mimo, że częstokroć nie znajdowali oni miejsca na nocleg, nie potrafili się wyżywić, padali ofiarami oszustów i przestępców, popadali w kłopoty z prawem, nabawiali się chorób wenerycznych, sięgali po twarde narkotyki i uzależniali się od nich. Ich domem stawała się ulica, chodnik przed sklepowymi witrynami, wejścia do sklepów, zadrzewione skwery z ławkami. Dr Roland Seim - Myśląc 'ja żyłem w Arkadii' zapomnieli jednak, że w raju też jest śmierć... Stanley Mouse - Według mnie cały ruch zabiła amfetamina i heroina. Były destrukcyjne... "Lato Miłości" zakończyło się na początku września 1967 roku, kiedy - tysiące młodych ludzi, którzy przyjechali tu przeżyć przygodę życia, wróciło do szkół. Dzielnica opustoszała... Ostateczny koniec nastąpił 6 października, w rocznicę zdelegalizowania LSD, kiedy w Haight-Ashbury odbył się happening "pogrzeb hipisa". Trzy lata później Jimi powiedział - Nazwali to "Summer of Love". Lepiej brzmiałoby "Lato Kwasu". LSD w San Francisco było dla mnie fantastycznym odkryciem. Wziąłem LSD w Londynie, ale kwas tam był bardziej zaawansowany, całkiem inna rzecz. Chciałem więcej; stało się to wielką ucieczką. Były noce, kiedy ktoś, kto do mnie przyszedł, dawał mi LSD. Prawie każdy muzyk, którego znałem, był zakręcony na punkcie kwasu. Naturalnie, byli też ludzie, którzy nie potrafili sobie z tym poradzić, no i musieli się dowiedzieć, jak z tym jest ciężko. Właściwie myślałem, że jestem jednym z żyjących dla LSD. Już w to jednak nie wierzę...
Więcej w pierwszej polskiej biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka" - w tomie drugim, do zamówienia tylko w internecie: gzpajak@op.pl lub pajak.book@gmail.com





piątek, 3 stycznia 2020

Kalifornia 1967


Dzisiaj przeniesiemy się do Kalifornii, dokąd w czerwcu 1967 roku udał się Jimi Hendrix, bohater książki "Szaman Rocka", aby wraz z Noelem Reddingiem i Mitchem Mitchellem zagrać kilka koncertów w sali Fillmore. Oto fragment z drugiego tomu pierwszej polskiej biografii gitarzysty wszech czasów.
Od 1965 roku Kalifornia, na Zachodnim Wybrzeżu USA, stawała się rajem dla artystów muzyków i przemysłu muzycznego. Gino Castaldo w książce "Ziemia obiecana. Kultura rocka 1954 - 1994" zauważył - Klimat, łagodna, urzekająca przyroda, otwarte przestrzenie, nasłonecznione zatoki, i przede wszystkim nie znany nigdzie indziej  dobrobyt określiły styl radosnego, szczęśliwego życia, uczyniły z Kalifornii swoiste Eldorado, które zgodnie z wyobrażeniami wielu Amerykanów miałoby znajdować się gdzieś w tych okolicach... W Kalifornii dominowały dwa wielkie amerykańskie miasta nad Oceanem Spokojnym Los Angeles na południu oraz San Francisco na północy. ...BMW po prawej, Porsche po lewej, wysoka brama i gęsty żywopłot okalający posiadłość - taki obraz Los Angeles, pełnego symboli bogactwa nakreśliła w książce "Dziewczyna z zespołu" Kim Gordon, liderka grupy "Sonic Youth". Jeszcze dobitniej określił "Miasto Aniałów" "roadie" John Byrne Cooke, który w książce "Janis Joplin. W drodze" napisał - W Los Angeles rządzi tandeta i komercja. To miasto jest pospolite... Do połowy lat sześćdziesiątych na Zachodnim Wybrzeżu dominował pop z Los Angeles i wiązał się z dwoma stylami: z muzyką surfingową popularyzowaną przez Briana Wilsona i "The Beach Boys", duet "Jan & Dean", zespół "The Ventures" i gitarzystę Dicka Dale'a oraz bardziej hałaśliwą muzyką R&B, która większym powodzeniem cieszyła się wśród czarnej społeczności. Stopniowo jednak zainteresowanie odbiorców przenosiło się w stronę San Francisco. Warto przypomnieć, że właśnie w tym mieście, na terenie Candlestick Park, 29 sierpnia 1966 roku dali ostatni koncert "Beatlesi". Wraz z rokiem 1967 stolica świata przeniosła się z Londynu do San Francisco. Ogłoszono nadejście Czasu Wodnika, niebawem miano proklamować "Lato Miłości". Frisco było w tym okresie kultowym miejscem wielotysięcznych pielgrzymek, „wizja świetlana” nabierała wszelkich cech prawdopodobieństwa. Bartosz Kurowski - To było już Nowe Społeczeństwo, to była już pokojowa rewolucja: startował rok, jakiego najwięksi fantaści nie byli sobie w stanie wyobrazić...
...Świecą lasery, stwarzają marzenia, poruszone są ściany i umysły, w ciepłą noc w San Francisco. Stare dziecię, młode dziecię, bądź szczęśliwe w ciepłą noc w San Francisco... śpiewał Eric Burdon w piosence "San Franciscan Nights". Andrzej Dorobek - Góry, plaże, zatoka oraz nocne życie i żywa tradycja literacka; to przecież San Francisco było kolebką ruchu beatników na Zachodnim Wybrzeżu oraz odwiecznym centrum radykalnej myśli politycznej i bohemy literackiej. Miasto przygraniczne, które zachowało trochę ze swej tradycyjnej etyki, że "wszystko jest dozwolone"... Beatnicy (bitnicy) to byli przedstawiciele powstałego w latach pięćdziesiątych "Beat Generation", nieformalnego ruchu literacko-kulturowego, głoszącego idee anarchistycznego indywidualizmu, nonkonformizmu i twórczej swobody. Niechlujnie ubrani, gardzący konsumpcyjnym społeczeństwem, osiedlający się we Frisco, zainteresowani filozofią, zwłaszcza buddyjską, w alkoholu i narkotykach szukający nirwany, następnemu pokoleniu przekazywali prawdy objawione w książkach, jakimi zaczytywali się kilka lat wcześniej: "W drodze" (Jacka Kerouaca z 1957), "Skowyt" (Allena Ginsberga z 1956) oraz "Nagi lunch" (Williama S. Burroughsa z 1959). W San Francisco swoje miejsce znajdowali różnej maści poeci, artyści, radykalni działacze polityczni i społeczni, antywojenni aktywiści a także freaki, czyli dziwacy i hipisi. A skoro już padły te dwa określenia hipis i "freak".
Więcej w tomie drugim biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka" - jest jeszcze parę egzemplarzy: gzpajak@op.pl lub pajak.book@gmail.com





czwartek, 2 stycznia 2020

Początek 1968 roku


Dzisiaj zapraszam na kolejny fragment z drugiego tomu, jeszcze do nabycia, polskiej biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka".
 Przed drugim wyjazdem na trasę koncertową po Ameryce, trio "Jimi Hendrix Experience" miało zaplanowane występy w Szwecji oraz dwa koncerty jednego wieczoru w paryskiej Olympii. Oczywiście także parę zajęć w Londynie, głównie wywiady i udział w różnego rodzaju przyjęciach i dżemach. 2 stycznia uznano Jimiego w plebiscytach Melody Maker i Disc and Music Echo Muzykiem Numer Jeden. Wieczorem podżemował w klubie Klooks Kleek w The Railway Hotel w West Hampstead z Johnem Mayallem i Alem Sykesem. John Mayall w miesięczniku Q (sierpień 1990) - Największą dla mnie stratą, którą spowodował pożar mojego domu w Los Angeles w 1979 roku, były moje dzienniki, które prowadziłem codziennie od 1947 roku. Ciągle także mam wyrzuty sumienia z powodu utraty zdjęć i dwuścieżkowych taśm z koncertami, na przykład kiedy dosiadał do nas Jimi Hendrix...
Szwedzki dziennik Bildjournalen (10 stycznia) podał - Dziennikarze i fotografowie zebrali się przed salonem fryzjerskim Sweeneys w Londynie. Krążyły plotki, że Jimi Hendrix i jego "Experience": Noel Redding i Mitch Mitchell, obecnie grupa popowa z najpiękniejszymi fryzurami, zrzucą loki. I rzeczywiście! Jimi, Mitch i Noel zarezerwowali czas na przygotowanie się do Nowego Roku, ale w końcu tylko Mitch ośmielił się wypróbować nową, krótszą fryzurę. Na zdjęciach widać, jak wyglądał, kiedy główny fryzjer Sweeneys (salon jest obecnie najbardziej popularny w Londynie) poradził sobie z trudnym zadaniem prostowania kręconych loków. Dlaczego Jimi i "Experience" się przygotowali? Zgadza się - jechali do Szwecji...
Więcej w drugim tomie jedynej polskiej biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka", dostępnej tylko w internecie: pajak.book@gmail.com lub gzpajak@op.pl




środa, 1 stycznia 2020

Koniec 1967 roku


Życząc wszystkim czytelnikom i fanom dobrej muzyki wszelkiej pomyślności, zdrowia i radości  w Nowym Roku zapraszam do przeczytania kolejnego postu. Dzisiaj o ostatnich dwóch dniach 1967 roku, jakie spędził Jimi Hendrix w Londynie. To fragment z trzeciej części drugiego tomu "Jimi Hendrix Szaman Rocka".
30 grudnia w Olympic odbyła się ostatnia w 1967 roku sesja nagraniowa, na której powstały wersje demo utworu "Little One" (dwa ujęcia) oraz zrobiono nakładki w "Dream" Reddinga. Dzień później odbywa się Sylwestrowe przyjęcie w Speakeasy, ulubionym klubie Hendrixa. Zespołem, który grał dla gości klubu była grupa z Walii "Eyes Of Blue". Jej pianista Phil Ryan - Była to wyjątkowa impreza noworoczna, więc wśród publiczności było pełno gwiazd takich jak: Clapton, Steve Winwood, Ginger Baker, Georgie Fame i oczywiście Jimmy (sic) Hendrix. Kiedy minęła północ, mój zespół zszedł ze sceny, by zrobić miejsce dla jakiejś supergrupy... Pugwasha, bębniarza grupy zastąpił Ginger Baker, a na scenę weszli: Eric Burdon, Jimi Hendrix i jeszcze kilka innych sław. Chris Welch napisze potem w Melody Maker, że zagrali półgodzinną wersję starej angielskiej pieśni bożonarodzeniowej "Auld Lang Syne" ("Stare Dobre Czasy"). ...Większość z nich grała całkiem prosto, ale Hendrix w swój niepowtarzalny sposób zmutował to w coś zupełnie innego. Jakże genialny był to sposób na rozpoczęcie Nowego Roku - dodał Phil Ryan. Chris Barber, popularny jazzowy puzonista i lider zespołów, dotarł do tego klubu prosto z występu w Birdland - W Speakeasy co noc występował jakiś zespół, była też tam dobra restauracja. Na górze był pokój, w którym można był podżemować. Tak też zrobiliśmy: Zoot Money, Georgie Fame, Speedy Acquaye, Jimi i ja. Nikt nie wiedział, co grać, więc w końcu zdecydowaliśmy się na "Auld Lang Syne". Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że były w tym takie same zmiany akordów, jak w "Trouble In Mind" i cały numer trwał przez jakąś godzinę... Obserwowali ich wtedy dwaj czarni faceci. ...Jeden z nich wstał i zapytał czy może z nami zaśpiewać, więc zagraliśmy bluesa - dodał Barber - To był Isaac Hayes ze swoim bratem. Wcześniej nigdy publicznie nie śpiewał...
Eric Burdon - Przypominam sobie Jimiego, jak sam grał na scenie dla pół tuzina przyjaciół i zdumionego właściciela klubu. Podłączony do stosu Marshalla, z zawieszonym na szyi Gibsonem Flying V, Jimi miał także leżący u jego stop bas Fendera. Ubrany w wysokie białe buciory, stukał stopami w bas, a gitara brzmiała szaleńczo w jego rękach. Szybował z muzą T-Bone'a Walkera, Elmore'a Jamesa do Johna McLaughlina i z powrotem. Głową wskazał na Jeffa Becka, żeby podniósł bas. Jeff, jak zawsze nieśmiały, nie zrobił ruchu. Nie miał na to ochoty, ponieważ był absolutnie pod wrażeniem Hendrixa - my wszyscy byliśmy. Więc go złapałem i popchnąłem w stronę sceny, a Jimi przesunął w jego stronę bas. I razem polecieli. Dźwięk stał się jeszcze głośniejszy... Świadkami byli także muzycy zespołu "New Animals" oraz Jeff Beck. ...Około czwartej nad ranem - napisał Jeff Kent - właściciel klubu próbował zdjąć go ze sceny, błyskając światłem w jego oczy, ale efekt był odwrotny, on jeszcze bardziej grał. Uważał, że to jego własny świetlny pokaz... Eric Burdon - Nie pamiętam, jak to się skończyło, może menedżer wyjął wtyczkę mikrofonu, bo nagle Jimi się zatrzymał. Zdjął z szyi Flying V, wyrównał go w dłoniach i jako wizualne muzyczne crescendo wbił gitarę prosto w sufit nad sceną. Utknęła tam jak gigantyczna indiańska strzała. Na głowę szalonego faceta spadały kawałki białego, a struny gitary wciąż wyły, jak umierająca bestia. Dziękuję i dobranoc! Gdy wychodziliśmy z klubu, Jimi podał menedżerowi garść banknotów na pokrycie szkód... Chris Welch napisze, że słyszał o tym, iż Hendrix grał "Auld Lang Syne" przez pół godziny - Wielu to rozwaliło...
Więcej w jeszcze dostępnym drugim tomie polskiej biografii Jimiego Hendrixa "Szaman Rocka". Do nabycia pod adresami: pajak.book@gmail.com lub gzpajak@op.pl To już ostatnie egzemplarze książki.





wtorek, 31 grudnia 2019

Jimi Hendrix Experience vs The Who


W niedzielę 29 stycznia 1967 roku odbywa się najbardziej prestiżowy koncert "JHE", w miejscu, które uchodzi za pałac dla muzyki. Londyński Saville Theatre na West Endzie został zbudowany w 1930 roku na wschodnim krańcu Shaftesbury Avenue (135-149), na skraju dzielnicy teatralnej po drugiej stronie Charing Cross Road, a naprzeciwko Piccadilly Circus, w sercu nocnego Londynu. Howard "H" Parker - Właścicielem był Brian Epstein, który traktował to jako swoje hobby. To miejsce najlepiej reprezentowało świat rock'n'rolla w Londynie. zapraszał do występów grupy, które mu się podobały...
Saville Theatre było częścią imperium promotora Bernarda Delfonta. Od kwietnia 1965 roku wynajmował je Brian Epstein, który zapowiadał - Chcę zaprezentować piękne rzeczy w niedzielne wieczory. Chcę zrobić to cudownie ... Potem Brian kupił teatr ignorując zastrzeżenia, że znajduje się on po niewłaściwej stronie West Endu. Spodobała mu się architektura budynku utrzymana w stylu art deco i loże z osobnymi przedsionkami, w których stały kanapy obite lamparcią skórą. Chciał tam wystawiać zwykłe sztuki teatralne, a w niedzielne wieczory organizować koncerty muzyki pop. Tony Bramwell – Ściągnęliśmy z Ameryki "The Four Tops" w niedzielę tuż przed tym, jak ich wielki przebój „Reach Out, I’ll Be There” dotarł na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii. Brian zapłacił im 32 tysiące dolarów, a wpływy w Saville wyniosły dwa tysiące funtów. Po czymś takim chętnie się oczywiście zgodzili na siedmiotygodniową trasę po kraju. Brian wydał majątek, w dużej mierze niepotrzebnie, jak choćby wtedy, gdy kazał wymienić wszystkie fotele na wygodniejsze. W Saville miał własną lożę i własny bar. Mógł tam odgrywać rolę teatralnego impresaria aż po granice swojego prawdziwego marzenia – wciąż równie silnego jak za czasów studiów w RADA – że pewnego wieczoru, na oświetlonej scenie, odtwórcą głównej roli wychodzącym przez przeszklone drzwi po lewej będzie on sam... Eric Burdon - Mieliśmy z Eppym (Brian Epstein - przyp. autora) fascynujące rozmowy, szczególnie o doświadczeniach "The Beatles" w Ameryce. Kochał Apollo Theatre, ale ze względu na sławę "Beatlesów" nigdy nie odwiedził cytadeli czarnej muzyki. Brian miał gorące pragnienie otwarcia londyńskiego odpowiednika. Myślałem, że to ekscytujący, wspaniały pomysł. The Saville Theatre miał być jego Apollo w Londynie... Brian zapewne dowiedział się o Hendrixie od swoich przyjaciół "Beatlesów", ale sam przyznał - W Anglii publiczności wydaje się, że sukces można osiągnąć w kilka dni, ale żadna gwiazda nie narodzi się w ciągu nocy, on zaś jest świetnym wykonawcą... Gra na gitarze zębami, gra wzmacniaczem. Ale to nie sztuczki ... to tylko fakt, że potrafi grać zębami, jest asem gitary...
Trio Hendrixa, z którym Kit Lambert podpisał niedawno umowę, dołącza do innej, wtedy sławniejszej grupy i głównej gwiazdy firmy Track Records - "The Who". ...Zanosiło się na bitwę o Londyn - zauważył Gary Jucha. Chris Stamp – Kit i ja znaliśmy Vicky Wickham z "Ready, Steady, Go!", ona pracowała dla Briana Epsteine'a, rezerwując Saville. Zabukowaliśmy zatem "The Who" i "The Experience", jako suport. To był do tej pory najbardziej prestiżowy koncert Hendrixa w Londynie... Lider "The Who" Pete Townshend - Początkowo nie mogłem w to uwierzyć. Pomyślałem: 'Jezu Chryste, co się stanie?'... Wieść o nowym talencie rozeszła się już błyskawicznie w środowisku muzyków i nie tylko muzyków. ...Wszyscy fani muzyki w Londynie już po anonsie dotyczącym tego koncertu wiedzą, że warto stanąć na głowie, aby się do teatru dostać, bo ten dzień przejdzie do historii, zarówno tego miejsca, jak i historii - napisze nie bez racji David Henderson - W rolach głównych wystąpią bowiem dwie najbardziej kontrowersyjne grupy w Londynie i stoczą pojedynek w sprzężeniach zwrotnych, a podkręcone na maksa wzmacniacze przebiją się decybelami przez ściany Saville... Zanim dojdzie do występu zespół odbywa próbę, w czasie której muzyków fotografuje Alec Byrne. Zarówno popołudniowa próba dźwięku, jak i występ są częściowo sfilmowane, a fragmenty zostaną później połączone razem z dodatkowym materiałem nakręconym dwa dni później przez australijskiego reżysera Petera Cliftona, dla filmu promującego płytę "Hey Joe". Tony Brawmell opowiadał, że Epstein zapragnął zobaczyć Hendrixa po tym, jak opowiedziano o jego występie w Bag O'Nails.
Ciąg dalszy w drugim tomie polskiej opowieści o Jimi Hendrixie "Szaman Rocka". Jeszcze można nabyć, niestety tylko w internecie: pajak.book@gmail.com lub gzpajak@op.pl






poniedziałek, 30 grudnia 2019

Upper Berkeley Street


Dzisiaj o trzecim (lub czwartym) londyńskim adresie Jimiego Hendrixa, w domu przy Upper Berkeley Street 43, dokąd przeprowadził się w marcu 1967 roku.
Mieszkanie na Upper Berkeley Street będzie większe, będą w nim dwie osobne łazienki. Znowu Chas weźmie dla siebie i swojej przyjaciółki lepszą część i poprosi Jimiego, aby przestał grać płyty ze swojej kolekcji bardzo głośno oraz żeby głos Kathy był spokojniejszy. Jimi przeprosi - Ona po prostu lubi krzyczeć i nie potrzebuje do tego powodu. Więc powiem jej, żeby krzyczała w parku... Relacja Jimiego z Kathy, po pierwszej fali fizycznego podniecenia, pogłębia się. Kathy już nie jest didżejką, porzuca też pracę w firmie produkującej mrożonki i już cały czas spędza z Jimim. Razem robią zakupy, chodzą do klubów i na koncerty. Kathy - Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. Miałam trudne doświadczenia, podobnie jak on. Wziął mnie pod swoje skrzydła, ja także prowadziłam go przez życie w Londynie. Przedstawiłam go ludziom, otworzyłam przed nim drzwi i zrobił to samo dla mnie... Kathy Etchingham jest pierwszą prawdziwą dziewczyną Jimiego w Londynie. ...Była kochającą zabawę Angielką ze zmysłowymi ustami, piękną figurą i rudymi włosami, które zachodziły jej na oczy i zwisały prosto na ramiona. Była nad wyraz szczera i według angielskich standardów "dzika", ale dla Jimiego nie różniła się zbyt od niektórych postępowych białych dziewczyn z Village w Nowym Jorku, z którymi był blisko - zapisała Sharon Lawrence. Chris Stamp - Mieszkanie Jimiego było na rogu Edgware Road. Telewizor jest włączony. Odtwarzacz jest włączony. Jimi i ja siedzimy przy Monopoly. Wszyscy rozmawiają. Muzyka gra. Z ulicy dobiega hałas. Wszędzie hałas. Głośny! Kiedy tak siedzę, nagle Jimi podnosi wzrok i mówi coś o dźwięku. Dźwięk z płyty, z telewizora, klakson taksówki na zewnątrz. Po dziesięciu minutach zaczynam zdawać sobie sprawę, że ten facet słyszy dźwięki, których nikt nie słyszy. Wyciągał je z otoczenia, z wielkiego dzbana dźwięków. Zanotuje to, a potem wróci do gry w Monopoly lub Risk... Kathy - W Risk był bardzo dobry i zwykle grał, aby wygrać...
Ciąg dalszy w drugim tomie książki "Jimi Hendrix Szaman Rocka", do nabycia tylko w internecie: pajak.book@gmail.com lub gzpajak@op.pl
Poniżej zdjęcie budynku Upper Berkeley Street 43 w Londynie w 2018 roku (autorka - Renata Smolaga).




niedziela, 29 grudnia 2019

Pierwsze koncerty w Monachium


Dzisiaj wspomnienie pierwszych koncertów tria "Jimi Hendrix Experience" w Niemczech Zachodnich, dokładnie w Monachium, od wtorku ósmego do piątku jedenastego listopada 1966 roku, zaczerpnięte z drugiego tomu książki "Jimi Hendrix Szaman Rocka".
Po debiucie tria "Jimi Hendrix Experience" i fantastycznie przyjętym przez francuską publiczność występie w teatrze Olympia w Paryżu, muzycy wrócili do Londynu. Robią próby, nagrywają "Hey Joe". Jimi z Chasem, Kathy i Lotte chodzą na koncerty, wieczory zaś spędzają w londyńskich klubach. Czasem Hendrix bierze gitarę i dołącza do grających na scenie (np. w Knuckles Club 24 października). W znanym Scotch Of St. James 19 października Jimi uczestniczy w dżemie, a sześć dni później (dwudziestego piątego) odbywa się pierwszy w Anglii koncert jego zespołu "JHE". ...Gdy nasz półgodzinny koncert zakończył się sukcesem - zapamiętał Noel Redding - znana agencja koncertowa Harold Davidson zaklepała nam występ w klubie Apple w Monachium... Gerry Stickells - Planowaliśmy występ w Saville Row (Londyn),  ale wylądowaliśmy w Monachium... Kiedy więc pojawia się okazja wyjazdu na kilka dni do Niemiec Zachodnich, chociaż wynagrodzenie za dwa dni występów nie jest duże (300 funtów), Chas podejmuje decyzję od razu.
Co się potem wydarzyło, zwłaszcza dziesiątego listopada w monachijskim klubie Apple, o tym już w drugim tomie opowieści o Jimim Hendrixie - "Szaman Rocka". Jest możliwość zamówienia malejącego już nakładu, tylko w internecie: pajak.book@gmail.com lub gzpajak@op.pl